Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podsumowanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 grudnia 2019

podsumowanie listopada


Listopad minął mi niesamowicie szybko. Zapewne przez wzgląd na to, że nie różnił się zbyt wiele od poprzednich miesięcy i bardzo szybko poczułam zbliżające się święta oraz koniec roku kalendarzowego. Zaraz po wypłacie zaczęłam kupować prezenty gwiazdkowe i niemal w stu procentach je już skompletowałam, a nawet jeden z nich już wręczyć. Z tego też również powodu ciężko mi się był zabrać do podsumowania kolejnego miesiąca, choć wbrew pozorom nie był on wcale taki zły.

Przeczytałam dokładnie cztery książki, z których jestem naprawdę zadowolona. Połowa z nich to pozycje, nad którymi musiałam posiedzieć trochę dłużej. Wymagały ode mnie zdecydowanie więcej uwagi i analizy. Zaczęłam od skończenia Fałszywego Pieśniarza Martyny Raduchowskiej, który według mnie był niesamowitym zwieńczeniem całej serii - gdyby jednak pojawił się dalszy ciąg przygód Idy to na pewno po nie sięgnę! Następnie skupiłam się na Psy pożrą ciało Jezebel, które było naprawdę ciężką lekturą z użyciem wielu środków stylistycznych i drugim dnem. Zaraz potem szybciutko połknęłam Wampira Wojciecha Chmielarza, którego mogę nazwać najgorszą książką tego miesiąca. Nie była co prawda jakimś super wielkim gniotem i grafomanią, jednak nie poczułam ani klimatu grozy, ani nie zżyłam się z bohaterami. Zakończenie też nie było dla mnie jakimś wielkim zaskoczeniem. Książka była po prostu przeciętna. Całość zamknęłam lekturą przegenialnego Ślepnąć od świateł Jakuba Żulczyka. Powieść ze świetnie wykreowanym gangsterskim półświatkiem Warszawy, do tego psychika głównego bohatera wręcz mroziła krew w żyłach. Po tej lekturze wiem na pewno, że chcę więcej Żulczyka.

Na blogu wyglądało to trochę gorzej, bo pojawiły się zaledwie trzy posty. Zapewniam was jednak, że w pewnym sensie odzyskałam już chęci do pisania oraz blogowania i w najbliższym czasie na pewno pojawi się ich zdecydowanie więcej. Jeśli zaś chodzi o to, co napisałam w listopadzie to - po raz pierwszy od dawna podsumowałam miniony miesiąc, czyli październik. Do tego opowiedziałam wam o tym, dlaczego warto przeczytać debiutancką serię Katarzyny Bereniki Miszczuk, choć są to typowe młodzieżówki. Na sam koniec zaś zaproponowałam, jakie pozycje możecie kupić dla swoich najbliższych pod choinkę.

A jak wam minął miesiąc? Pochwalcie się w komentarzu lub zostawcie link do swojego podsumowania. I trzymajcie kciuki za mnie kciuki przy pisaniu kolejnych postów!

czwartek, 14 listopada 2019

podsumowanie października


Nie ukrywajmy, że na Biblioteczce w tym roku strasznie wieje nudą, choć usilnie staram się jakoś to w końcu zakończyć. Z tego powodu od kilku dni siedzę i zastanawiam się, co innego niż recenzje mogłabym dla was przygotować. Miałam już sporo pomysłów - relacje z wyjazdów, zestawienia ulubionych książek i tym podobne. Jednak żaden temat jakoś nieszczególnie mnie porwał, ale spróbujmy z czymś totalnie banalnym na początek, czyli podsumowaniem miesiąca. Już od dawna żadnego nie robiłam i w sumie fajnie byłoby do tego wrócić.

Ogólnie październik nie był dla mnie inny niż pozostałe miesiące w tym roku. Obowiązków, związanych z uczelnią, przybyło mi już we wrześniu, jednak w zeszłym miesiącu zaczęłam pisać pracę licencjacką. Temat wymyśliłam właściwie na poczekaniu, w środku nocy, choć wcześniej miałam pisać o totalnie czym innym. W jeden dzień miałam gotowy spis treści i wstępną bibliografię. Promotor entuzjastycznie go zaakceptował, więc równie ochoczo zabrałam się do pracy. Poza tym spędziłam trochę czasu na graniu w planszówki ze znajomymi.

Pod względem czytelniczym, również niezbyt wiele się działo. Podobnie, jak w zeszłych miesiącach przeczytałam tylko/aż 3 książki, z których jestem bardzo zadowolona, więc nie będę narzekać. Na początek spontanicznie sięgnęłam po powieść Karen Gregory Niepoliczalne. Totalnie nie planowałam jej czytać, ale przypomniała mi się jedna pozytywna opinia, a że miałam ochotę na coś podobnego to zaryzykowałam. Nie zawiodłam się. Książka napisana z ogromnym wyczuciem, świetnym stylem oraz genialnym morałem. Następnie sięgnęłam po nową powieść Marty Kisiel - Małe Licho i anioł z kamienia. O niej nie muszę chyba za wiele pisać, ponieważ jestem zachwycona. Przez większość miesiąca byłam skupiona na czytaniu reportażu O północy w Czarnobylu Adama Higginbothama, który niesamowicie mną wstrząsnął i nauczyła wielu ciekawych rzeczy. Zaczęłam jeszcze Fałszywego Pieśniarza Martyny Raduchowskiej, ale nie zdążyłam jej skończyć.

Chciałabym wrócić do tego, co było zaledwie rok wcześniej, czyli czytania po około 8 książek miesięcznie i regularnego pisania, ale zwyczajnie czasami brakuje mi czasu oraz chęci. Nie poddaję się jednak. Szukam sposobu, który pozwoli mi pogodzić wszystkie rzeczy, które wzięłam sobie na głowę.

Jak wam minął październik? Przeczytaliście lub obejrzeliście coś ciekawego? Koniecznie pochwalcie się w komentarzu lub po prostu zostawcie mi link do waszego podsumowania - na pewno zajrzę! Byłabym również wdzięczna za podpowiedzi, o czym chcielibyście przeczytać post na Biblioteczce. :)

czwartek, 13 czerwca 2019

podsumowanie kwietnia i maja


Miała być recenzja, ale niestety zabrakło mi nieco czasu i weny, dlatego postanowiłam na początek zabrać się za coś innego, luźniejszego. Chciałabym opowiedzieć wam dzisiaj, o tym co działo się u mnie w kwietniu oraz maju. Przede wszystkim są to dwa skrajnie różne miesiące - w zależności od mojego samopoczucia, z którym ostatnio bywa jak w kalejdoskopie oraz ilości obowiązków domowych i uczelnianych. Tych drugich na pewno więcej przybędzie teraz, ponieważ kończy się semestr i czas egzaminów oraz oddawania projektów. Nie o tym jednak, a o książkach i postach!

PRZECZYTANE

Kwieceń zaczęłam od dokończenia Inkuba od Artura Urbanowicza, o którym już pojawił się post. Tutaj dodam tylko, że książka jest naprawdę warta uwagi - genialna, przemyślana, przerażająca i zaskakująca. Następnie skończyłam podczytywany w międzyczasie ebook, Dolinę Umarłych Tess Gerritsen i jestem nią zachwycona tak samo, jak wszystkimi poprzednimi tomami serii o Rizzoli i Isles. Następnie przyszła kolej na Siedem Bram Adama Fabera, który również czytałam fragmentami między innymi książkami, ale nie znaczy to, że jest ona zła. Wręcz przeciwnie wprowadza mnóstwo nowych wątków i rozbudowuje świat przedstawiony. Po raz kolejny miałam również okazje przeczytać Nomen Omen Marty Kisiel i to zakończenia po raz kolejny było tym, czego  bardzo potrzebowałam. Jeszcze na koniec pochłonęłam kolejny tom serii Luciny Riley - tym razem Siostrę Cienia. Miesiąc skończyłam z najlepszym jak do tej pory wynikiem: 5 przeczytanych książek i jestem z tego bardzo zadowolona. Wręcz przeciwnie jest z majem, zaledwie 3 książki i żadna z nich nie jest jakoś super długa. Zaczęłam od Wilka Katarzyny Bereniki Miszczuk i choć może nie jest to nic nadzwyczajnego to książka całkiem mi się podobała. Była nieco inna od typowych książek tego gatunku. W trakcie wyjazdu do Lublina czytałam sobie Oczy Uroczne Marty Kisiel i na razie za dużo nie będę może mówić. Do tego udało mi się jeszcze skończyć Na krawędzi mroku Jeffa Gilesa oraz rozpocząć Oko Pustyni Richarda Schwartza.

OPUBLIKOWANE

W kwietniu na blogu pojawiła się recenzja wyżej wspomnianego Inkuba Artura Urbanowicza, którą jeszcze raz serdecznie wam polecam. Do tego opowiedziałam wam też, co działo się u mnie w marcu oraz jakie książki z gatunku fantastyki naukowej chciałabym przeczytać w najbliższym czasie. Jeśli zaś chodzi o maj przygotowałam dla was wtedy dwie recenzje - Drugiej Szansy Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz Pani Czterdziestu Żywiołów Witolda Dworakowskiego. Obie mi się bardzo podobały i serdecznie je wam polecam. I na sam koniec miesiąca zdążyłam jeszcze napisać o miejscach, które chciałabym odwiedzić, dzięki mojemu zainteresowaniu popkulturą.

Staram się, jednak w moim blogowaniu nie zawsze jest dobrze. Szczególnie, że jest to jedynie moje dodatkowe zajęcie i nie zawsze mam czas na wszystko, co chciałabym tutaj napisać. Mam jednak plan i bardzo chciałabym, żeby w najbliższych miesiącach Biblioteczka się rozwinęła. Nie będę obiecywać, że będę tu częściej i nie będę znikać na dni czy nawet tygodnie, bo po prostu nie wiem, co będzie za tydzień lub dwa. Na razie żyję bardziej z dnia na dzień.

niedziela, 7 kwietnia 2019

podsumowanie marca


Marzec był pierwszym miesiącem, w którym postanowiłam przygotować sobie rozpiskę postów, które chciałabym opublikować. Miało to być takim moim motywatorem, żeby być tutaj częściej. Nie do końca mi to wyszło ze względu na pewne sprawy z mojego prywatnego życia, ale nie porzucam tego pomysłu i będę dalej realizować go w kwietniu.

PRZECZYTANE

W marcu udało mi się skończyć zaledwie dwie książki - Zbrodnie i Karasia oraz Śpiące Królewny - ale z drugiej strony jedna z nich była dość sporej objętości. Potem jeszcze zaczęłam czytać drugiego grubaska, no i oczywiście kontynuowałam zaczęte Siedem Bram Adama Fabera. Z tego powodu mogę uznać, że mimo wszystko przeczytałam dość sporo.

OPUBLIKOWANE

Zaś jeśli chodzi o posty, które dla was przygotowałam to pojawiły się tutaj cztery recenzje książek, jedna serialu oraz - z okazji Dnia Kobiet - lista moich ulubionych kobiecych charakterów. Na samym początku opowiedziałam wam oczywiście o tym, co działo się u mnie w lutym, a zaraz potem o Alyssie i Czarach oraz Serii Niefortunnych Zdarzeń. Już po wspomnianej TOPce przyszedł czas na recenzje Zbrodni i Kary oraz Zbrodni i Karasia, takim dziwnym zbiegiem okoliczności. No i na sam koniec moja opinia o rewelacyjnym Teatrze Lalek.

A jak wam minął ten miesiąc? Jakieś plany na kolejny? Ja mam tylko jeden weekend na uczelni, więc mam nadzieję, że uda mi się wykorzystać ten czas na zajęcie się Biblioteczką, czytaniem oraz graniem w gry komputerowe, co ostatnio bardzo mnie wciągnęło. Może obejrzę też jakiś serial :)

sobota, 2 marca 2019

podsumowanie lutego

Przedostatniego dnia lutego usiadłam i z ambitnym planem przygotowałam sobie rozpiskę postów na cały marzec, żeby w końcu posty pojawiały się jakoś w miarę regularnie i nie mieć tak wielkich zaległości. Niestety zaliczyłam mały falstart, bo ten post miał pojawić się wczoraj, ale wypadła mi impreza integracyjna w pracy i do domu wróciłam późnym wieczorem. Dzisiaj jednak chcę naprawić ten błąd i prawie cały dzień zamierzam spędzić przy przygotowywaniu sobie materiałów na najbliższy czas. Poprzedni miesiąc znowu nie poszedł mi najlepiej ze względu na pewne sprawy i chciałabym się poprawić.


OPUBLIKOWANE

W lutym opublikowałam zaledwie trzy posty, co według mnie jest wynikiem fatalnym i bezwzględnie muszę to poprawić. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek było aż tak źle. Podzieliłam się z wami swoim wynikiem czytelniczym ze stycznia, do tego podsumowałam ostatni rok pod względem wyzwania z książkami Stephena Kinga. Napisałam zaś tylko jedną recenzję i były to Czarcia Słowa Grzegorza Wielgusa, które całkiem mi się podobała. Teraz pozostaje mi nadzieja, że w kolejnym miesiącu znajdę zarówno czas, jak i motywacje, do regularnego prowadzenia Biblioteczki.

PRZECZYTANE

Zaś jeśli chodzi o czytanie to mój wynik nie jest jakiś super mega tragiczny. Nie odstaje od poprzednich miesięcy, bo przeczytałam trzy książki, które były całkiem ciekawie. Miesiąc zaczęłam od Zdroju Barbary Klickiej - króciutkiej historii o młodej kobiecie na turnusie rehabilitacyjnym w Ciechocinku. Potem przeczytałam drugi tom serii o Siedmiu Siostrach, Siostrę Burzy, która podobała mi się trochę mniej niż pierwsza cześć. Pewnie to ze względu na fakt, że ta historia była jakby bardziej naiwna i dużo scen było również w poprzednim. Ostatnie były wspomniane wyżej Czarcie Słowa Grzegorza Wielgusa. Ponadto nadal mam rozpoczęte Siedem Bram Adama Fabera, Śpiące Królewny Stephena i Owena Kingów, Immersję Ericka Pola, a do tego jestem przy końcówce Zbrodni i Karasia Aleksandry Ruminy i na pewno skończę ją na dniach.

Nie było to najlepszy miesiąc w moim wykonaniu, ale wydarzyło się naprawdę wiele dobrych i złych rzeczy. Chyba więcej tych złych, dlatego przez długi czas nie miałam czasu ani ochoty na napisanie żadnego posta. Mam jednak nadzieję naprawić to w marcu, nawet pomimo tego małego falstartu. Trzymajcie proszę za mnie kciuki i przede wszystkim opowiadajcie, jak wam zleciał ten miesiąc!

piątek, 1 lutego 2019

podsumowanie stycznia


Tegoroczny styczeń zapowiada kolejny intensywny rok, ale mam nadzieję, że chociaż lepszy niż poprzedni. Minął mi przede wszystkim na pracy oraz studiach, w szczególności zaliczeniach. Na luty został mi właściwie tylko jeden egzamin, który jest w sumie drugim terminem. Chociaż bardzo sie go obawiam, bo to trudny przedmiot, chciałabym go zaliczyć. Na szczęście w tym całym zamieszaniu udało mi się znaleźć również trochę czasu dla bloga i dla swojego czytelnictwa.

PRZECZYTANE

Udało mi się skończyć dokładnie cztery książki. Trzy z nich widzicie powyżej, a czwartą czytałam w formie ebooka. Na samym początku skończyłam lekturę Filarów Światów Anne Bishop i choć miała ona kilka mankamentów to w sumie czytało mi się ją w miarę przyjemnie. Następnie poznałam dwie świetne powieści z gatunku science fiction, czyli Panią Czterdziestu Żywiołów oraz Szablon. Obie miały w sobie coś, co mnie urzekło. Ostatnią była książka Lucindy Riley Siedem Sióstr, która dla mnie była dużym wyjściem poza strefę komfortu i bardzo trafnyMm wyborem. Mam też rozpoczęte trzy inne powieści, które w najbliższym czasie będę kontynuować. Są to: Siedem Bram Adama Fabera, Śpiące Królewny Stephena Kinga i jego syna Owena oraz Immersja Ericka Pola, w którą jakoś nie mogę się wciągnąć.

POSTY

Moje nadrabianie zaległych recenzji idzie bardzo dobrze. Dawno już zamknęłam lektury z wakacji i obecnie zajmuję się tymi październikowymi, a więc niebawem zamknę ubiegły rok i mam nadzieję wyjdę na prostą. W styczniu pojawiło się ich sześć, z czego trzy były zaległe i bardzo chciałam je napisać. Opowiadałam wam o Czarnym Amulecie Adama Fabera, Małym Lichu i tajemnicy Niebożątka i Pierwszym Słowie Marty Kisiel oraz cudownej Ameryce w Ogniu Omara El Akkady, a także dwóm powieściom recenzowanym na bieżąco, czyli Filarach Świata Anne Bishop i Wiara, miłość, śmierć Petera Gallerta i Jorga Reitera. Poza tym napisałam również dwa posty na temat zeszłego roku oraz skonfrontowałam swoje zeszłoroczone '100 książek...'.

Luty wcale nie zapowiada się na spokojniejszy miesiąc. Wybieram się na ferie do Budapesztu, a kolejny semestr zaczynam już 15 lutego. Myślę jednak, że jak zawsze nie zaniedbam przy tym bloga.

A jak wam minął miesiąc? Przeczytaliście coś wartego uwagi? A może planujecie jakiś zimowy wyjazd?

czwartek, 17 stycznia 2019

podsumowanie 2018 roku

Pisałam o tym już wielokrotnie, ale ubiegły rok prywatnie był dla mnie ciężki, co musiało się odbić na Biblioteczce. Ze wszystkim byłam wiecznie w tyle, a na lato padł mi jeszcze komputer i przez kilka miesięcy byłam zdana na pisanie recenzji na telefonie, co niestety nie bardzo przypadło mi do gustu. Na koniec roku jednak udało mi się wreszcie powoli zacząć wyciągać swoje życie na prostą i od razu jest lepiej. Znalazłam swoją chęć do blogowania i drogę do tego, żeby wreszcie działać, a nie tylko się nad sobą użalać. 

Jednak przechodząc już do meritum całego posta to w tym roku chciałabym podsumowanie swoje czytelnictwo w sposób, który podpatrzyłam u Złodziejki Książek i Books by Geek Girl, czyli za pomocą miłych dla oka wykresów i diagramów. Mam nadzieję, że w ten sposób przyjemniej będzie wam się zapoznawało z tym postem, niż gdyby to był suchy tekst.


W 2018 roku po raz kolejny planowałam przeczytać 80 książek, ale już gdzieś w wakacje zorientowałam się, że to na pewno mi się nie uda. Na wykresie widać, że właśnie w tym momencie odpuściłam sobie nieco i w końcowych miesiąca było tych lektur widocznie mniej. Ostatecznie udało mi się skończyć 57 książek, z czego jestem w miarę zadowolona.

Powód mojego zadowolenia widzicie powyżej. Mimo, że nie przeczytałam tyle, ile planowałam były to książki, które w większości mnie zachwyciły. Nie przeczytałam też żadnych strasznych bubli, choć w kilku książkach rzeczywiście było sporo rzeczy, które mi się nie podobały, ale miały również swoje plusy

W przeważającej większości kończyłam (tutaj liczę również serie, z którymi jestem na bieżąco i czekam na kolejne tomy) i rozpoczynałam. Niewiele jednak kontynuowałam.

Oczywiście najwięcej przeczytałam książek fantastycznych, zaraz potem młodzieżówek, co w przyszłym roku bardzo chciałabym zmienić. Na trzecim miejscu plasują się thrillery, a za nimi horrory i literatura dziecięca. Dalej są już przeróżne gatunki od biografii poprzez kryminały i literaturę piękną.


W przypadku płci autora na prowadzenie wychodzą mężczyźni. Kobiet było jednak niewiele mniej, a zaledwie jedna książka była napisana przez autorów rożnej płci.

Tutaj na pierwszy rzut oka widać, że w ubiegłym roku chętniej sięgałam po nowych autorów niż kontynuowałam przygodę ze starymi. Również to chciałabym poprawić i poznać więcej powieści swoich ulubionych autorów.

I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o książkowe podsumowanie. Ze swojego życia prywatnego mogę powiedzieć tyle, że to był rok jednocześnie okropny i wspaniały. Widzę, jak wiele mi brakuje do tego, co chciałabym robić i kim być. Niesamowicie mnie to dołuję, ale staram się cały czas iść do przodu i poprawiać niektóre rzeczy. Do najlepszych momentów tego czasu mogę zaliczyć: znalezienie pracy w zawodzie, wyjazd Warszawa-Podlasie oraz do Wisły, z których wiele zdjęć znajdziecie na moim prywatnym instagramie czy zaliczenie pierwszego roku studiów.

A jak wam minął ten rok? Czy wasze postanowienia się udały?

czwartek, 3 stycznia 2019

5 najlepszych książek 2018 roku

Jak już wcześniej pisałam przyszedł czas na podsumowanie tego trudnego roku. Już od kilku miesięcy przeczuwałam, że ponownie nie podołam swojemu wyzwaniu przeczytania 80 książek, jednak nieszczególnie się tym przejmuje. Poza tym że byłam bardzo zajęta, to poznałam kilka genialnych i bardzo trudnych powieści. To właśnie od nich chciałabym to wszystko zacząć. Początkowo miało być ich dziesięć, jednak po przejrzeniu swojej listy zeszłorocznych lektur wyjęłam z niej te kilka pozycji, które naprawdę zasługują na miano najlepszych. Bez jakiegokolwiek naciągania. Są nimi, ponieważ w jakiś sposób mną wstrząsnęły czy wpłynęły na mój tok myślenia i na pewno zapamiętam je na bardzo długo, a co najważniejsze będę do nich wracać.

To

Nie będę ukrywać, że do przeczytania tej cegiełki skłonił mnie najnowszy film. Jednak akcja ekranizacji to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Książka ma nam do zaoferowania dużo więcej wydarzeń i dużo więcej strachu. Przede wszystkim jednak niesamowicie przemawia do mnie koncepcja budowania akcji horroru na lękach z dzieciństwa, dojrzewania oraz inicjacji seksualnej. Uświadamia nas, że one nie odchodzą tylko ewoluują i wracają w dorosłej formie. Sama końcówka nawiązująca do kosmologii, to już totalna miazga. Nie byłam nawet w stanie przeczytać tego wszystkiego naraz. Musiałam robić sobie przerwy na przemyślenia dotyczące konkretnego fragmentu.

Toń

Przed lekturą Toni nawet przez myśl mi nie przyszło, że Marta Kisiel jest w stanie mnie tak zaskoczyć. Po kilku książkach spod jej pióra byłam przekonana, że wiem, czego oczekiwać i kompletnie się myliłam. Ta historia totalnie zmieniła moje spojrzenie na twórczość autorki. Jest niesamowicie dojrzała i rozbudowana. Do samego końca nie byłam w stanie się domyślić kto stoi za tym całym zamieszaniem. Przede wszystkim jednak nie jest to nawet tematyka, którą lubię, a totalnie przepadłam. Pewnie brzmi to raczej, jak bełkotliwa recenzja, ale po prostu nie jestem w stanie znaleźć odpowiednich słów na opisanie geniuszu tej powieści.

Ameryka w Ogniu


O powieści Omara El Akkady niedługo będę pisała obszerniejszy tekst, dlatego tutaj nie chciałabym zbyt dużo zdradzić. Powiem tylko, że ta książka jest tak niesamowicie i boleśnie prawdziwa. Genialnie odzwierciedla obyczajowość w okupowanym kraju, w kraju ogarniętym wojną oraz przede wszystkim jednostkę, w którą wojna się wżarła i ją wyniszczyła.

Krótka Historia Czasu

Stephen Hawking pojawia się tutaj, ponieważ w tym roku bardziej zaczęłam się interesować fantastyką naukową i astronomią samą w sobie. Po prostu chcę rozumieć prawa rządzące naszym wszechświatem i wiedzieć, czy czasem autor sci-fi nie próbuje mi wcisnąć jakiegoś kitu. Wiedziałam, że będzie ciężko, ponieważ mało co już pamiętam z lekcji fizyki, ale początek mnie zaskoczył bardzo fajnym streszczeniem historii astronomii, a później przeszliśmy do tych trudniejszych spraw. Ogólnie rzecz biorąc ta książka totalnie wywróciła do góry nogami mój światopogląd na kosmos, na początek wszechświata i przede wszystkim na fizykę. Gdy będę mała nieco więcej czasu (czyli pewnie na emeryturze, jeśli dożyję) wrócę do niej i przeczytam sobie już na spokojnie, żeby na pewno wszystko w stu procentach zrozumieć.

Radykalni. Terror

No sam koniec zostawiłam książkę, która jest można powiedzieć bardzo na czasie. Może zbyt brutalna, ale całkowicie zmienia spojrzenie na religie muzułmańską, na postawę islamistów wobec ludzie niewiernych i członków własnych rodziny, a przede wszystkim na to co zawiera Koran. Z drugiej strony mamy tu również młodego człowieka, którego życia zmusza do szybkiego dorośnięcia, który kieruje się zemstą. To historia, która może się wydarzyć w najbliższej przyszłości i obyśmy nie musieli być jej świadkami lub nawet uczestnikami.

W tym roku mój wybór w większości padł na książki, które kazały mi wyjść ze swojej strefy komfortu i przeżywać swego rodzaju strach lub próbować zrozumieć coś wcześniej dla mnie nieogarniętego. Jednak te książki przeżywałam najbardziej i najlepiej zapamiętałam, dlatego zasługują na miano najlepszych.

A wy już macie wybrane najlepsze historie minionego roku? :)

sobota, 1 grudnia 2018

może ja już nie umiem czytać jednej książki naraz? - podsumowanie listopada


Nie bardzo wiem, czy listopad nazwać udanym miesiącem czy raczej takim totalnym niewypałem. Przez większość czasu Biblioteczka świeciła pustkami, a dopiero jak dorwałam w swoje łapki nowy komputer to zabrałam się za pisanie postów. Niestety jednak przegrała z pracą i studiami, a przede wszystkim z tym, że czasami miałam po prostu ochotę usiąść i się zrelaksować - czyli poczytać lub pograć w grę - zamiast dalej myśleć.

W związku z tym pojawiły się tutaj zaledwie dwa posty, a są nimi opinie o książkach Mamusiu, przecież byłam grzeczna i Triskel. Gwardia, co do których miałam mieszane uczucia. O tym jednak możecie przeczytać już w samych postach. Poza tym wybrałam się jeszcze do kina na Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć: Zbrodnie Grindelwalda, które moim zdaniem są totalną klapą i nie opłaca się tracić na nie czasu, a przede wszystkim pieniędzy.

Teraz przejdźmy do tytułu tego posta, czyli faktu, że nie umiem już czytać jednej książki naraz. W listopadzie skończyłam trzy pozycje, z którymi w sumie zapoznawałam się równolegle, a właściwie to po przeczytaniu jakiejś części jednej książki nabierałam ochoty, żeby rozpocząć kolejną. Gdy już udało mi się wyjść z błędnego koła - rozpoczęłam kolejne trzy. Jednak nie roztrząsajmy tego za bardzo, lepiej skupmy się na tym co to właściwie za powieści.

Za mną jest już Alyssa i Czary A.G. Howarda, czyli nieco przerażający sequel Alicji w Krainie Czarów, który w pewien sposób mnie urzekł. Następnie udało mi się szybciutko pochłonąć Był sobie pies W. Bruce'a Camerona. Była to raczej lekka i niewymagająca opowieść o piesku, przy której wylałam trochę łez. No i jako ostatnią dokończyłam Zbrodnie i karę Fiodora Dostojewskiego, o której będzie osobny post. Nadal jest to moja ulubiona lektura, ale tym razem wyciągnęłam z niej zdecydowanie więcej. Jeśli zaś chodzi o to co czytam obecnie, to najpierw rozpoczęłam Siedem Bram Adama Fabera, w którą dość ciężko mi się wciągnąć, więc szybko odłożyłam ją na rzecz biografii Stana Lee, a w ostatnich dniach miesiąca naszła mnie ochota na Teatr Lalek Piotra Borlika, więc w momencie pisania tego posta to właśnie ją mam na głównym temacie.

Listopad to taki średni miesiąc. Miałam dużo do zrobienia w pracy i na studiach, dlatego mimo iż miałam możliwość nareszcie usiąść do komputera podczas pisania posta, to one wygrywały. Pojawiło się mało postów, mało się działo w moim kulturalnym życiu i właściwie nic się nie zmieniło. Mam jednak nadzieję, że w grudniu uda mi się zrobić tutaj zdecydowanie więc i zdecydowanie więcej przeczytać. W końcu będę miała nieco luzu na studiach przez styczniowymi zaliczeniami.

piątek, 12 października 2018

podsumowanie września


Wrzesień czytelniczo był totalną klapą. Przyznaję się do tego z bólem serca, ale szczególnie od połowy miesiąca kompletnie nie chciało mi się czytać ani nawet usiąść do napisania jakiegokolwiek posta. Bardziej skupiłam się na pracy, bo wreszcie czuję, że znalazłam miejsce, w którym zostanę na dłużej niż te dwa miesiące. Leci już czwarty, a ja nie mam nawet ochoty odchodzić. W domu tymczasem wygrywał internet i seriale.

Skończyłam trzeci sezon Magii Kłamstw i obejrzałam ponad połowę czwartej części Supernatural. No i jeszcze pozostaje kwestia dwóch ostatnich weekendów, które spędziłam nieco aktywniej. Najpierw przyjechała do mnie przyjaciółka i razem wybrałyśmy się na koncert The Rasmus, a już na sam koniec miesiąca udałam się na pierwsze w tym roku zajęcia na uczelni. To właśnie one dały mi niezłego kopa do działania na blogu. Zaczęłam przedmioty ze specjalizacji i jak na razie trafią nam się prawdziwi ludzie z pasją, których aż chce się słuchać.

Na koniec jeszcze pochwalę się swoim skromnym dorobkiem przeczytanych książek. Przeczytałam aż dwie króciutkie książki, czyli Pękniętą Koronę Grzegorza Wielgusa i Małe Licho i Tajemnica Niebożątka Marty Kisiel. Nadal jestem w trakcie lektury Zbrodni i Kary, a także rozpoczęłam dwie inne książki, czyli Alyssę i Czary oraz Pierwsze Słowo.

Drugi miesiąc z rzędu raczej nie idzie mi za dobrze, ale znalazłam w końcu natchnienie. Mam nadzieję, że dzięki temu zacznie się więcej dziać na Biblioteczce i będę czytać zdecydowanie więcej. Trzymajcie proszę kciuki.

sobota, 15 września 2018

podsumowanie sierpnia

Sierpień był zdecydowanie spokojniejszym miesiącem. Nie miałam żadnych większych wyjazdów czy planów. Jedynie kilka razy spotkałam się z przyjaciółką i razem wybrałyśmy się na Nadmorski Plener Czytelniczy w Gdyni. Może jesteście ciekawi, co stamtąd przywiozłam? A i na sa koniec miesiąc zrobiłam sobie jeszcze wypad do biblioteki i zastanawiam się na zrobieniem bookhaulu z tej wizyty. Znowu obejrzałam co nieco serialów - przede wszystkim skończyłam Star Treka, a także pierwszy sezon Norsemen i rozpoczęłam ostatnią część Magii Kłamstw. Z tego względu jestem nieco zdziwiona, że przeczytałam tak niewiele.

Zaczęło się od skończenia Diabelskiego Młyna Anety Jadowskiej. Możecie już przeczytać opinię, w której zachwycam się nad tą częścią Nikity. Następnie sięgnęłam po kolejny tom serii Tess Gerritsen o Jane Rizzoli i Maurze Isles. Muszę przyznać, że ten tom był nieco specyficzny, ale równie świetny jak poprzednie. Rozpoczęłam również ponownego czytania Zbrodni i Kary i tym razem jestem jeszcze bardziej zachwycona. W przerwach na analizę fragmentów, zabrałam się za Runę, z której jestem niesamowicie zadowolona. Zdążyłam jeszcze rozpocząć Wrota Obelisków, N.K. Jemisin, ale okazała się być naprawdę ciężką książką, więc powoli sobie ją kończę jeszcze we wrześniu.

Miałam zdecydowanie spokojniejszy miesiąc, ale chyba mnie to rozleniwiło. W całości przeczytałam zaledwie trzy książki. Z drugiej strony zdecydowanie więcej oglądałam seriali. We wrześniu należałoby nieco bardziej to wyważyć.

A co wy porabialiście w zeszłym miesiącu? Przeczytaliście lub obejrzeliście coś ciekawego? A może zobaczyliście jakieś fajne miejsca?

sobota, 18 sierpnia 2018

podsumowanie lipca


Po raz kolejny za podsumowanie miesiąca biorę się dopiero w połowie kolejnego. Dni umykają mi niesamowicie szybko, bo i mnóstwo się u mnie dzieje. Momentami nie mam pojęcia w co najpierw włożyć ręce albo nie umiem się zdecydować, którym hobby zająć się najpierw. Na szczęście w całym tym natłoku wydarzeń znajduję się miejsce na wszystko.

Nadrabiam sobie powoli moje seriale. W lipcu skończyłam drugi sezon Magii kłamstw oraz rozpoczęłam trzeci i ostatni Star Treka. Poza tym zrobiłam sobie mały, wakacyjny wyjazd w góry. Dokładnie to do Wisły na zawody Letniego Grand Prix w skokach narciarskich. Wrażenie naprawdę niezapomniane i z tego powodu bardzo chciałabym wrócić tam w przyszłym roku. A jakby ktoś z was również tam był i widział niziutką brązowowłosą okularnicę z fińską flagą czy też uganiającą się za przedstawicielami tegoż narodu, to na pewno byłam ja.

Natomiast jeśli chodzi o czytanie, to nie spodziewałam się, że udało mi się skończyć aż 6 pozycji. Byłam naprawdę zaskoczona podsumowując sobie to wszystko. Zaczęłam mocnym wejściem od Buick 8 Stephena Kinga. Choć nie była to jego najlepsza ani jedna z najlepszych  książek to naprawdę bardzo mi się spodobała. Bardzo pobudziła moją wyobraźnie, aż momentami miałam ciarki na plecach. Następnie zapoznałam się z powieścią, do której mam kilka poważnych uwag, czyli Triskel. Gwardia, ale o tym już w recenzji. Nieco rozczarowałam się Nowym wspaniałym światem. Choć nie dyskwalifikuję jej jako działa literatury światowej. Jest naprawdę genialną powieścią, tylko spodziewałam się po niej czegoś nieco innego. Potem pod rząd przeczytałam dwie książki Martyny Raduchowskiej, Demona Luster i Łzy Mai. Obie niesamowicie mi się podobały, a w najbliższym czasie na pewno będziecie mogli przeczytać moje zachwyty na ich temat. Na sam koniec zaś zdążyłam jeszcze szybciutko pochłonąć Czarny Amulet Adama Fabera, który podobał mi się dużo bardziej od pierwszego tomu, o którym również będzie jeszcze osobny post.

Lipiec był naprawdę intensywnym miesiącem. Miałam mnóstwo pracy, czasem zły humor, a mimo to znalazłam czas na naprawdę sporo rzeczy. Zaliczyłam niesamowicie udany wyjazd, obejrzałam świetne seriale i jeszcze przeczytałam kilka świetnych książek. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona.

A jak wam minął ten miesiąc? Co ciekawego porabialiście? A może przeczytaliście lub obejrzeliście coś wartego uwagi?

czwartek, 12 lipca 2018

podsumowanie czerwca


Przygotowanie tego wpisu oznacza, że ostatecznie mogę zostawić za sobą nie tylko czerwiec, ale również i pierwszy rok studiów. Jakimś szczęśliwym trafem udało mi się go skończyć w pierwszym terminie, nawet najcięższe przedmioty, których było w tym semestrze całkiem sporo. Poza tym udało mi się wreszcie znaleźć pracę w zawodzie i zaczęłam od początku lipca. Jest męcząca orz stresująca, ale podoba mi się zdecydowanie bardziej niż dwie poprzednie.

A co z czytaniem? W czerwcu obniżyłam nieco loty w stosunku do maja i skończyłam pięć książek. Oczywiście przewijały się również zbiory opowiadań, które sobie od czasu do czasu podczytuje, jak Drobinki Nieśmiertelności czy Księga Wszystkich Dokonań Sherlocka Holmesa. Zaczęłam od Sprawy Zegarmistrza Anny Karnickiej - upewniła mnie ona w zdaniu, że to jedna z najbardziej klimatycznych serii młodzieżowych jakie kiedykolwiek czytałam. W czasie podróży do i z Warszawy zapoznałam się z Wieczorem filmowym, który był w sumie taką średnią powieścią, typową młodzieżówką, ale mimo wszystko odwołania do filmów bardzo mnie zaciekawiły. Szczególnie, że w większości były to klasyki kina. Następnie wreszcie udało mi się skończyć, a następnie napisać o Fantazmatach. Kolejny tomik, który jednogłośnie, w całości mi się podobał. Jako przedostatnią zapoznałam się z powieścią Rafała Cuprajaka, Mamusiu, przecież byłam grzeczna. Bardzo nietypową, pełną metafor i w pewien sposób brutalną książką. Jeszcze rzutem na taśmę zdążyłam skończyć Boginię niewiary, o której już się nie będę rozpisywać, bo niedawno pojawiła się opinia.

Z takich jeszcze ważniejszych wydarzeń, to w ubiegłym miesiącu zwiedziłam trochę stolicy i Podlasia. O czym trąbi ostatnio mój instagram. A także jak pewnie zauważyliście wróciłam do częstszego wrzucania postów i odwiedzania waszych blogów, bo nareszcie mam to czas. Nawet przekonałam się do pisania z telefonu, gdy mój komputer niedomaga. Mam ogromną nadzieję to utrzymać i wreszcie nadrobić swoje zaległości. ;) Do tego jeszcze znowu oglądam seriale!

A jak wam minął miesiąc? Przeczytaliście albo obejrzeliście coś ciekawego? Może odwiedziliście jakieś ciekawe miejsce?

sobota, 30 czerwca 2018

podsumowanie maja


Wciąż mam ogromne zaległości w pisaniu opinii o książkach, dlatego moja aktywność na Biblioteczce ostatnio ogranicza się tylko i wyłącznie do tego. Momentami trudno jednak skupić się przez długi czas na jednej rzeczy, więc dla odmiany i odprężenia postanowiłam wspomnieć trochę o pozycjach, z którymi spędziłam maj.

O dziwo, okazał się to być całkiem dobry miesiąc zarówno pod względem czytelniczym, jak i prywatnie. Znalazłam ciekawszą pracę niż kasa, choć nadal nie jest to zajęcie marzeń. Poza tym udało mi się zaliczyć zmorę tego semestru, czyli rachunek prawdopodobieństwa. No i w końcu przeczytałam siedem, całkiem fajnych książek.

Zaczęło się od Tancerzy Burzy Jaya Kristoffa, która ma dość specyficzny klimat, ale całkiem się polubiliśmy. Zmusiła mnie do wytężenia umysłu. Spragniona dobrego thrilleru, szybko pochłonęłam Autopsję Tess Gerritsen i jak pewnie się domyślacie, ani trochę się nie zawiodłam. Następnie podeszłam do dwóch ciężkich książek z rzędu, które okazały się naprawdę rewelacyjne. Każda na swój sposób. Krótka Historia Czasu wymagała ode mnie naprawdę wiele uwagi, ze względu na mnogość przywoływanych praw fizyki czy też wydarzeń z historii nauki, a Mała Baletnica wywoła wiele skrajnych emocji w związku z tematyką powieści Wiktora Mroka. Na odprężenie po takiej dawce wiedzy i uczuć sięgnęłam po morską opowieść spod pióra Pauliny Kuzawińskiej, czyli Zaklęcie na wiatr. Była to książka po prostu okej, jakoś szczęgólnie mnie nie zachwyciła. Miasto świętych i złodziei miało w sobie potencjał na naprawdę genialną powieść, ale zostało to zaprzepaszczone przez wątek kryminalny. Zdecydowanie miała więcej do pokazania w kwestii problemów społecznych Afryki. I jeszcze pod koniec miesiąca poznałam Pudełko z guzikami Gwendy, czyli jedną z najnowszych powieści Kinga, w duecie z Charizmarem, która była całkiem ciekawa i bardzo ładnie napisana.

Ostatnio wszystkie miesiące bywają dla mnie pełne wrażeń i pewnie raczej szybko się to nie zmieni. Jednak mimo wszystko fajnie czasem spojrzeć w wstecz i przekonać się, że mimo wszystko wypadło się naprawdę dobrze. A z czerwcem może być nieco gorzej...

środa, 9 maja 2018

podsumowanie kwietnia


Przy pisaniu poprzedniego podsumowania miesiąca, obiecałam sobie, że nie będę już wam narzekać, jak źle dzieje się w moim życiu, ale muszę wspomnieć tylko o jednym. Niewiele brakuje już do połowy tego roku, a ja mam wrażenie, że dalej błądzę w ciemnym tunelu, choć w końcu pojawiło się w nim mało światełko i mam nadzieję, że to w końcu wyjście i coś z tego wyjdzie. Wszystko okaże się za kilka dni, a ja na razie potęsknię sobie za dalekimi podróżami pociągiem.

Pocieszam się, że pomimo słabego miesiąca w życiu i na blogu, całkiem nieźle poszło mi przy czytaniu. Poznałam siedem nowych historii, w tym dwie, które oceniłam na lubimy czytać na 10 gwiazdek. Wśród pozostałych była tylko jedna rozczarowująca, ale nawet w niej znalazłam jakieś pozytywy, więc bardzo się nie męczyłam.

Wszystko zaczęło się od skończenia, rozpoczętego jeszcze w marcu, Do zobaczenia w kosmosie Jacka Chenga - nieco wyidealizowanej opowieści dla młodszych czytelników, o tym jak ważna jest rodzina i walka o marzenia. Następnie zapoznałam się ze wznowieniem debiutu Aleksandry Janusz-Kamińskiej, czyli Domem Wschodzącego Słońca, który mocno mnie zaskoczył, choć nie obyło się bez drobnych potknięć. Udało mi się również zakończyć swoją przygodę z trylogią o Lumikki Anderson od Salli Simukki i chyba mogę powiedzieć, że Czarne jak heban to moja ulubiona część. Na pewno ma w sobie najwięcej klimatu. Jednak szczególnie jestem zszokowana swoim spotkaniem z Dworem Cierni i Róż, bo o ile Szklany Tron okropnie mnie wynudził, tak tutaj mam ogromną ochotę na kolejne części. Następnie zachwycałam się nad Radykalnymi Terror Przemysława Piotrowskiego. Jako przedostatnią poznałam kontynuację Ocalonej - Głęboką Próżnię, która niestety mocno mnie zawiodła. No i rzutem na taśmę udało mi się skończyć Toń Marty Kisiel - oczywiście w recenzji czekają na was same zachwyty, do tego stopnia, że chyba złapałam małego kaca książkowego. Jakoś nieszczególnie mogę się wgryźć w kolejną historię, czyli Tancerzy Burzy Jaya Kristoffa. Poza nią w kwietniu rozpoczęłam i będę kontynuować czytanie Fantazmatów, Wszystko jest względne oraz Silmarillionu, a także poznałam kolejne opowiadania z świata Sherlocka Holmesa czy tomiku Drobinki Nieśmiertelności Jakuba Ćwieka.

Mam nadzieję, że marzec przyniesie w końcu jakieś dobre chwile i będę mogła zagrzać gdzieś miejsce na dłużej niż pół roku. Szczególnie, że mam na oku całkiem dobrą posadkę. Chciałabym również w końcu dobrze zająć się Biblioteczką, żeby pozbyć się wyrzutów sumienia z powodu tego stosu niezrecenzowanych książek. No i przede wszystkim czekam na wasze opowieści czy linki do podsumowań minionego miesiąca. Z ogromną chęcią posłucham co się u was działo i co przeczytaliście lub obejrzeliście!

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

podsumowanie marca


W ostatnich podsumowaniach miesiąca bardzo mocno skupiłam się na swoim prywatnym życiu. Nie działo się w nim najlepiej, przez co często nie miałam czasu czy ochoty czytać albo napisać jakąś notkę na bloga, więc jednocześnie nie miałam też jakiś większych osiągnięć, żeby się nimi pochwalić. Niewiele się w sumie zmieniło, ale nie chciałabym znowu wprowadzać was w grobowy nastrój i opowiadać o swoich porażkach, dlatego po prostu pominiemy ten temat. Przejdźmy od razu do tego, co najbardziej wszystkich ciekawi, czyli przeczytanych książek.

Marzec był całkiem niezłym miesiącem pod względem czytelniczym. Udało mi się zapoznać z sześcioma nowymi pozycjami i rozpocząć siódmą książkę. Wszystko zaczęło się od dokończenia dwóch powieści Stephena Kinga - Stukostrachów i Tego. Obiema jestem niesamowicie zachwycona i gorąco je polecam, choć na pewno nie są to książki łatwe i przyjemne. Następnie zabrałam się za Ocaloną Alexandry Duncan, która leżała u mnie bardzo długo, a jeszcze dłużej miałam na nią ochotę. Mam nadzieję, że niedługo pojawi się jej recenzje, na razie na szybko mogę wam powiedzieć, że to naprawdę bardzo fajna i wartościowa powieść młodzieżowa. W momencie, gdy ją skończyłam przyszła do mnie paczka od wydawnictwa Initium z przedpremierowym egzemplarzem Pierwszego Rogu Richarda Schwartza, za który zabrałam się niemal natychmiast. Jestem bardzo zadowolona z lektury i nie mogę się doczekać kolejnych tomów. Na szybko przeczytałam sobie jeszcze raz Czarnoksiężnika z Północy, czyli piąty tom Zwiadowców Johna Flanagana. Mam kilka uwag, ale to wciąż najwspanialsza historia mojego dzieciństwa. Na sam koniec miesiąca dałam szansę Murder Park. Parkowi morderców Jonasa Winnera, ale wciąż nie do końca jestem pewna co o niej sądzić. Tego samego dnia zaczęłam czytać jeszcze Do zobaczenia w kosmosie Jacka Chenga, której już niestety nie udało mi się dokończyć.

Tak naprawdę był to trochę miesiąc pełen wrażeń, nie zawsze pozytywnych, ale wydaje mi się, że wybrnęłam z niego twarzą podniesioną wysoko do góry, gotowa na kolejne wyzwania. Najbliższy czas znowu jest dla mnie czarną plamą, ale mam nadzieję, że jakoś ją wyczyszczę. Byle by do przodu.

A jak u was? Jest się czym chwalić? Przeczytaliście coś ciekawego? Opowiadajcie w komentarzach. Możecie również zostawić linki do swoich podsumowań, na pewno zajrzę!

niedziela, 18 marca 2018

podsumowanie lutego


Mocno nostalgiczny wpis o grudniu oraz styczniu zastąpi chyba również niezbyt optymistyczne podsumowanie lutego, jak zawsze z opóźnieniem. Nadal mam pracę, ale jak mówiłam, nie jest to zajęcie moich marzeń, więc uważam ją za coś tymczasowego i teraz jak już przygotowałam się na kolejną masę porażek na rozmowach kwalifikacyjnych, to czas szukać czegoś w czym będę czuła się pewniej i co będzie przynosiło mi większą satysfakcje.

Przechodząc już do spraw, które pewnie interesują was zdecydowanie bardziej, czyli do spraw blogowych, to odniosłam tutaj mały sukces. Było mnie zdecydowanie więcej na Biblioteczce, wzięłam się w końcu za pisanie zaległych recenzji, które niebawem całkowicie nadrobię no i przede wszystkim posty pojawiły się w miarę regularnie. Niestety ucierpiało na tym czytanie, bo w lutym udało mi się skończyć zaledwie trzy książki, kontynuować jedną i zacząć kolejne dwie.

Przez cały miesiąc na zmianę z innymi książkami, czytałam dalej To Stephena Kinga, które jest bardzo długą i wymagającą książką, ale to kawał świetnej prozy i naprawdę warto się z nią zapoznać. Pętle Pamięci Marcina Kowalczyka były pierwszą pozycją, którą skończyłam oraz niebawem mam o niej napisać dłuższy post. Na razie mogę powiedzieć jedynie, że to bardzo ciekawa, ale jednocześnie mocno pogmatwana i zaskakująca lektura. Małym rozczarowaniem okazał się dla mnie Tropiciel Małgorzaty Lisińskiej, o którym również będzie osobny post, gdzie to rozwinę. No i jeszcze na sam koniec, już właściwie ostatnim rzutem na taśmę, udało mi się przeczytać Białe jak śnieg Salli Simukki, które pomimo całkowicie odmiennego klimatu niż w pierwszym tomie, podobało się równie mocno. No i jeszcze na koniec książki, które zaczęłam, ale nie udało mi się ich skończyć, czyli Stukostrachy Stephena Kinga oraz Drobinki Nieśmiertelności Jakuba Ćwieka.

Luty również nie był dla jakimś bardzo dobrym miesiącem, choć wzięłam się w końcu za nadrabianie zaległości na blogu. W zmian tego nie czytałam dużo i czuję niejaką frustracje, że nie spełniam się zawodowo i potrzebę zrobienia czegoś z tym. Dodatkowo rozpoczął się nowy semestr, więc marzec jest jeszcze bardziej intensywnym okresem. Mam jednak nadzieję, że uda mi się spełnić choć część moich planów na ten miesiąc.

A jak u was wyglądał luty? Co przeczytaliście? Co obejrzeliście? Opowiedzcie lub zostawcie link do swojego podsumowania w komentarzu, a ja na pewno zajrzę! :)

środa, 21 lutego 2018

podsumowanie grudnia i stycznia

Momentami mam ochotę wyrzucić ostatnie dwa miesiąca z pamięci, bo był to okres obkupiony wieloma porażkami w moim życiu prywatnym oraz tutaj na blogu, bo nie bywałam regularnie. Z drugiej jednak strony to wszystko nauczyło mnie wiele dystansu do siebie, nieco oszczędności, budowania planów na życie i przede wszystkim mocniejszego zaciskania zębów, kiedy wszystko idzie nie po mojej myśli. Dorosłe życie daje mi w kość, ale uważam, że mimo wszystko radzę sobie całkiem nieźle, a w pewnym momencie te moje pierwsze kroki zakiełkują jakimś większym sukcesem na froncie zawodowym. Nawet jeśli na ten moment mocno obniżyłam swoje ambicje, a tych dobrych chwil było naprawdę niewiele.

Przechodząc już do bardziej literackich i kulturalnych spraw to może na Biblioteczce nie działo się zbyt wiele, a ja nie miałam za bardzo możliwości wyjścia na jakiś event czy choćby do kina, to przynajmniej całkiem sporo udało mi się przeczytać. Przy okazji w okresie świątecznym razem z Darią z Biblioteczki Ciekawych Książek zorganizowałam kolejny maraton czytelniczy, o którym niestety nie miałam możliwości wam opowiedzieć w czasie rzeczywistym. No i do tego niezbyt wiele oglądałam filmów czy seriali. Na pewno w Sylwestra razem z przyjaciółką obejrzałyśmy w końcu najnowszą część Obcego i kilka innych horrorów, a także odświeżyłyśmy sobie Avatara. Poza tym to chyba nic szczególnego się nie działo.

\
W grudniu udało mi się przeczytać 6 książek, a co za tym idzie nie wypełniłam swojego planu przeczytania 80 książek w 2017 roku. Zabrakło mi zaledwie czterech, ale i tak jestem bardzo z siebie zadowolona, bo był to okres wielkich zmian w moim życiu. Skończyłam szkołę, zaczęłam studia i swoją pierwszą pracę, a pod koniec roku postanowiłam jeszcze ją zmienić. 

Jeśli chodzi o to co przeczytałam w tym miesiącu, to nareszcie jestem na bieżąco z główną osią fabularną Szklanego Tronu, czyli dobrnęłam do końca Imperium Burz i nadal nie rozumiem fenomenu tej historii. Następnie zachwycałam się cudownym stylem oraz pomysłem na historie w Dwóch Obliczach Agnieszki Bednarskiej, czego kompletnie się nie spodziewałam się po tej książce. Poznałam debiutancką powieść Wojtka Krusińskiego, Porachunki i była to całkiem ciekawa lektura. Skończyłam trylogię Millenium, czyli poznałam Zamek z piasku, który runął Stiega Larssona i jest to jedna z najlepszych trylogii, na jakie trafiłam. W końcu zapoznałam się z pierwszym tom Żniwiarza Pauliny Hendel i choć widzę w niej mnóstwo błędów to jednocześnie tli się we mnie jakiś mały promyczek na przyszłość tej serii. Potem kontynuowałam czytanie serii Kuzynki Kruszewskie Andrzej Pilipiuka i szczerze powiedziawszy Księżniczka już aż tak bardzo mi się nie podobała, jak wcześniejszy tom. Zaczęłam jeszcze drugi tom Żniwiarza, ale nadszedł czas maratonu, więc odłożyłam go na później i zabrałam się za swoje plany czytelnicze na ten okres. Udało mi się z nich przeczytać Dziadka do Orzechów i Koralinę, a jeśli chodzi o Krzyk Icemarku to dobrnęłam do około połowy.


Styczeń przyniósł taką samą ilość przeczytanych książek, jak w grudniu. Na początek skończyłam czytać Czerwone Słońce i Krzyk Icemarku, które zaczęłam miesiąc wcześniej, ale niestety nie udało mi się ich wtedy skończyć. Następnie odświeżyłam sobie historię Małego Księcia, ale tym razem po angielsku. Potem sięgnęłam po Vivo Istavana Vizvary i naprawdę miło się zaskoczyłam. Podobnie w przypadku W otchłani Beth Revis, które wiele miesięcy temu polecało mi kilku bloggerów i mieli całkowitą racje, że jest to genialna młodzieżówka. No i poza swoimi planami czytelniczymi wtrąciłam Okrutną Pieśń Victorii Schwabb, krótką po tym jak do mnie przyszła. Byłam jej niesamowicie ciekawa i w sumie ani trochę się nie zawiodłam. Była to świetna lektura, o której wam jeszcze opowiem w recenzji. Poza tym zaczęłam jeszcze czytać To Stephena Kinga i Pętle Pamięci Marcina Kowalczyka, ale nie udało mi się ich skończyć w styczniu.

A jak w u was wyglądały dwa ostatnie, minione miesiące? Może działo się więcej dobrego niż u mnie? Nauczyliście się czegoś nowego? Poznaliście jakieś niesamowite książki? Opowiadajcie, bo jestem niesamowicie ciekawa! :)

niedziela, 10 grudnia 2017

podsumowanie listopada


Gdy piszę ten post jest wieczór, czwartego grudnia i robię to z nadzieją, że ujrzycie go wcześniej niż podsumowania sprzed jakiś dwóch miesięcy, czyli chociaż przed dziesiątym dniem miesiąca. Niestety, ale ostatnimi czasy nim się obejrzę miesiąc się prawie kończy, a przygotowane notki czekają sobie na zrobienie do nich w miarę ogarniętych zdjęć. 

O tym co się dzieje u mnie prywatnie, poza tym, że jakoś to leci, nie mam zbyt wiele do powiedzenia. Pracuję, studiuję, czytam, oglądam i od czasu do czasu pójdę sobie na jakieś kulturalne wydarzenie. W listopadzie było to akurat spotkanie z Dmitry'em Glukhovskym w gdańskim Empiku w Galerii Bałtyckiej i koncert Sunrise Avenue w Klubie Studenckim Kwadrat w Krakowie, które niefortunnie złożyły mi się w jednym, ostatnim tygodniu miesiąca, przez co na koniec byłam tak wykończona, że gubiłam się we własnych błędach na dokumentach w pracy. No i jeszcze wyjazd na drugi koniec Polski wypadł w tym samym momencie, co spotkanie z Jakubem Ćwiekiem w Gdańsku. Świetnie się bawiłam w Krakowie, ale jednocześnie od dawna chciałam zobaczyć na żywo tego pana. Mam nadzieję, że przyjedzie na Gdańskie Targi Książki.

Miałam w planach przeczytanie przynajmniej ośmiu książek, żeby wyrobić się ze swoimi planami na ten rok, ale choć się nie udało, to jestem w miarę zadowolona ze swojego wyniku - sześć pozycji. Zaczęło się oczywiście od skończenia Illuminae Amie Kaufman i Jaya Kristoffa, która bardzo mi się podobały i rzeczywiście zasługiwała na ten cały szum medialny, choćby ze względu na formę w jakiej została przedstawiona. Następnie w końcu sięgnęłam po mój absolutny must read, który długo czekał na swoją chwilę, czyli Czerwone jak krew Salli Simukki. Była to naprawdę fajna, lekka lektura na jeden wieczór. Niesamowicie spodobała mi się debiutancka powieść Marcina A. Guzka Komandoria 54. Genialnie się przy niej bawiłam. Miałam cudowny świat przedstawiony oraz cudownych bohaterów, przez których uroniłam morze łez na koniec. Udało mi się także w końcu przeczytać i zrecenzować swój patron - Godzinę Diabła. Miejscami świetna, miejscami beznadziejna, ale miło spędziłam przy niej czas. W pociągu do Warszawy udało mi się pochłonąć ostatnie dwieście stron Eel II Krzysztofa Bonka, o której opinią niedługo się podzielę, bo naprawdę nie spodziewałam się, że aż tak mi się spodoba. Oczywiście nie mogłoby się też zabraknąć przynajmniej jednego opowiadania o Sherlocku Holmesie - tym razem los padł na Sprawę Tożsamości. Przez większość miesiąca czytałam jednak Imperium Burz, ale niestety nie udało mi się go skończyć w listopadzie, więc zaliczę ją do grudnia.

Ostatecznie w sumie niewiele pamiętam z tego, co oglądałam w listopadzie. Na pewno zrobiłam sobie z przyjaciółką maraton pierwszego sezonu Supernatural. Kontynuowałam oglądanie The Good Doctor i The Exorcist, które się jeszcze nie skończyły, ale zapewne nastąpi to już w grudniu. Oraz Star Trek: The Orginal Series A poza tym to chyba już nic.

Jak wam minął miesiąc? Co ciekawego przeczytaliście lub obejrzeliście? Koniecznie podzielcie się ze mną w komentarzach swoimi wspomnieniami z listopada lub linkami do swoich podsumowań. :)

sobota, 18 listopada 2017

podsumowanie października


Za nami pierwszy miesiąc roku akademickiego i jestem nieco przerażona. Przede wszystkim organizacją planu zajęć, który jestem w tym roku po prostu tragiczny, bo odeszła osoba odpowiedzialna za układanie go. Uwierzyć, że mam zajęcia w niedzielę do 21:00? Albo, że w tę niedzielę mam zaliczenie z ćwiczeń, a wykład miałam dopiero jeden? Są też przedmioty, o których zaliczenie się nieco denerwuje, bo wykładowcy potraktowali nas, jakbyśmy wszyscy byli po mat-infie czy technikum informatycznym i mieli już jakieś pojęcie o tym, o czym mówią. Czytałam również zdecydowanie mniej, ale wiadomo dlaczego - połączenie pracy i studiów jest okropnie czasochłonne. Udało mi się jednak dokończyć sześć kolejnych pozycji i rozpocząć nową, a także spędzić czas ze znajomą na zwiedzeniu Gdańska czy wypadzie do kina z przyjaciółką na Thor:Ragnarok dosłownie na sam koniec miesiąca. Innych filmów oglądałam zdecydowanie mniej, bardziej skupiłam się na serialach.

Udało mi się spełnić prawie wszystkie swoje plany czytelnicze na październik, które opisałam. Nie udało mi się jedynie skończyć Godziny Diabła, ale teraz idzie mi już zdecydowanie lepiej, więc w listopadzie mam nadzieję nareszcie ją skończyć. Nie polubiłam się też z Merlinem, więc nie skończyłam Nieznanych Lat. A poza tym to dokończyłam Dziewczynę, która igrała z ogniem Larssona i ogromnie mi się podobała, o czym możecie przeczytać w recenzji. Poznałam również dalszy ciąg przygód Quin, Shinobu i Johna, czyli Podróżniczkę Arwen Elys Dayton, która podobała mi się zdecydowanie bardziej niż pierwszym tom. Następnie nareszcie sięgnęłam po Szamankę od umarlaków Martyny Raduchowskiej i Mitologię Nordycką Neila Gaimana, które niesamowicie mi się podobały. W ostatni weekend października pochłonęłam jeszcze Na krawędzi wszystkiego Jeffa Gilesa, a potem już tylko rozpoczęłam czytania Illuminae Amie Kaufman i Jaya Kristoffa, skończyłam je dopiero w listopadzie. A byłabym zapomniała! Oczywiście zapoznałam się też z kolejnym opowiadaniem o Sherlocku Holmesie, czyli Ligą Rudzielców.

I tak jak mówiłam oprócz Thor: Ragnarok w październiku oglądałam jedynie seriale. Przede wszystkim skończyłam trzeci sezon House M.D. i zabrałam za kończenie drugiego sezonu Star Trek: The Oginal Series. Również na bieżąco z wychodzeniem odcinków kontynuowałam Channel Zero, The Good Doctor i The Exorcist, z czego tylko jeden skończył się w październiku. Z czego bardzo się cieszę, bo drugi sezon był o wiele gorszy niż pierwszy. Okropnie się przy nim wynudziłam.

Październik był kolejnym zabieganym miesiącem w tym roku. Zaczęłam studia, przez co miałam jeszcze mniej czasu i energii na przyjemności, ale ostatecznie wynik przeczytanych książek oraz obejrzanych seriali mnie zadowala, choć do celu na ten rok jeszcze daleka droga. Mam nadzieję, że listopad będzie równie udany.

A jak wam minął miesiąc? Co ciekawe przeczytaliście lub obejrzeliście? A może byliście w jakimś ciekawym miejscu lub na wydarzeniu kulturalnym?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...