Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad z książkoholikiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wywiad z książkoholikiem. Pokaż wszystkie posty

piątek, 21 października 2016

Wywiad z Książkoholikiem #7: Big Comeback!


Tak mocno zatraciłam się w swoim codziennym życiu, prowadzeniu bloga i zauważaniu błędów w seriach postów, które wymyśliłam, że zapomniałam o tych, które wyszyły mi... dobrze. Na każdym kroku przypominacie mi, że Wywiad z Książkoholikiem to świetna seria, że przeprowadzanie wywiadów wychodzi mi niesamowicie, ale do niemądrej mnie dopiero teraz to dotarło i poczułam chęć, żeby to robić dalej, dlatego przedstawiam wam wielki powrót tej serii. Po długiej przerwie moim pierwszym celem stała się osoba, którą cały czas miałam pod nosem, a jakoś nigdy przez myśl nie przeszło mi, żeby z właśnie z nią przeprowadzić wywiad, ale szybko poprawiam ten mały fail i oto przed wam Ola z Nieuleczalnego Książkoholizmu!


S: Olu, mogłabyś odpowiedzieć mi swoją przygodę z czytaniem? Zaczęło się od jakiejś konkretnej książki? Co natchnęło Cię do założenia bloga?

O: Może po kolei... Nie pamiętam, żeby był jakiś moment, w którym zaczęłam czytać, a wcześniej tego nie było. Przyznam, że mama od małego uczyła mnie literek, jak miałam pięć lat to już czytałam innym dzieciom w przedszkolu. Więc naprawdę, zaczęło się od elementarza i znienawidzonej czytanki o menuecie, z którego uparcie robiłam mamuta. Pierwszą książką, którą bardzo dobrze wspominam (chyba pierwsza przeczytana w stu procentach samodzielnie) jest "Jacek, Wacek i Pankracek"... potem Baśnie, seria o Hani Humorek i tak jakoś... poszło :) A co do bloga... Tutaj wielka zasługa mojego cudownego przyjaciela, Kuby, który jest lekko świrnięty na punkcie robienia "czegoś wielkiego". To on namówił mnie, żebym się odważyła i założyła swoje miejsce w sieci. Wcześniej oglądałam dużo booktube’a, początkowo Nieuleczalny Książkoholizm miał być kanałem na YT, ale po pierwsze, odezwały się moje kompleksy, a po drugie, jestem krakusem i nie chciało mi się wydawać pieniędzy na kamerę. Przyznam, że nadal trochę obawiam się moich znajomych i ich reakcji, o blogu wie naprawdę niewiele osób, a pisząc łatwiej mi zachować anonimowość... ale to już totalnie na inny temat! Więc natchnął mnie Kubuś! Dziękuję Ci za to!

S: Czuję się dokładnie tak samo, jak ty. Boję się reakcji moich znajomych na bloga, ale odważyłam się już powiedzieć kilku osobom i w zasadzie były same pozytywne słowa np. że to świetny pomysł. Jednak są to osoby, którym ufam w stu procentach, a nie koleżanki z klasy. Przy zachowaniu anonimowości pomaga mi prowadzenie bloga pod pseudonimem a nie imieniem i nazwiskiem. Widziałam, że ty zdecydowała się na swoje imię oraz pierwszą literę nazwiska. Nie miałaś pomysłu na nick czy po prostu inaczej sobie tego nie wyobrażałaś?

O: Szczerze mówiąc, wcześniej nie byłam tak bardzo anonimowa w sieci. Tworzyłam mnóstwo fan-madów i fanfiction o „Czasie Honoru”, moim ukochanym serialu. Prowadziłam bloga, udzielałam się na forach, pisałam fanfiction. I byłam rozpoznawalna jako "Alia" - właśnie czuję się jakbym się dekonspirowała. A nie chciałam łączyć bycia Alią z blogiem książkowym, bo to było coś innego. Posługiwałam się jeszcze jedną ksywką, którą do dziś używam zawsze na forach literackich czy innych, a mianowicie Kornik - jednak tutaj jest zbytnie podobieństwo do mojego nazwiska, kilka osób tak do mnie mówi, takich, co do których nie chciałabym, żeby wiedziały, że bloguję. Uznałam, że Ola K. jest dużo bardziej anonimowe niż Kornik, bo sama znam przynajmniej cztery Aleksandry, których nazwiska zaczynają się właśnie na tę literę. A tworzenie innej ksywki byłoby już całkiem na siłę i nie wyrażałoby mnie.

S: Właściwie czemu nie łączyć Alii z Olą K.? I to i to jest działalnością internetową. Sama też tworzyłam wcześniej fanfiction pod moim pseudonimem i nie wyobrażam sobie tworzenia innego internetowego pseudonimu dla siebie, ale może ty nie byłaś do niego aż tak przywiązana?

O: Mój serial życia skończył się jesienią 2014 roku, a blog powstał niemal rok później. To dużo czasu, zwłaszcza kiedy masz 15/16 lat i dorastasz, zmieniając się naprawdę szybko... nadal kocham „Czas Honoru”, ale nie jestem już tą samą osobą, która, mówiąc kolokwialnie, jarała się zwiastunem i analizowała każdą scenę miliony razy. Sama chciałam w pewien stopniu zamknąć ten etap życia, tym bardziej, ze w momencie zakładania Nieuleczalnego Książkoholizmu byłam dużo bardziej... dojrzała.

S: Teraz bardzo dokładnie to rozumiem. Mam nadzieję jednak, że znalazłaś sobie coś, co nadawało sens twojemu życiu po zakończeniu „Czasu Honoru.” ;) Jakiś nowy serial? Książka? Cokolwiek innego?

O: Hmm, była pustka, ale cieszę się, że „Czas Honoru” otworzył mi oczy na historię. Może nie mam teraz takiego wkrętu jak wówczas, ale nadal bardzo dotyka mnie najnowsza historia naszego kraju - II wojna światowa, Żołnierze Wyklęci. Dodatkowo, przez ponad pół życia byłam oazowiczką, teraz niestety moja wspólnota się rozpadła.... No i moja druga wielka miłość, która na początku była tylko z rozsądku, ale teraz naprawdę stała się sensem życia - język włoski. Uczę się go od pięciu lat, z czego już dwa prywatnie i coraz bardziej kocham. Uwielbiam mówić w tym języku, czytać, słuchać piosenek. No, może jedyne, czego nie lubię to congiutivo, najbardziej dziwny czas, jaki można wymyśleć, ale pociesza mnie fakt, że nawet Włosi go nie używają i nie lubią. Mam w planach zajmować się w życiu właśnie moim italiano, ale jeszcze nie wiem, czy uczyć, czy może tłumaczyć książki…

S: A udało ci się już przeczytać jakąś książkę po włosku? :)

O: Niestety, jeszcze nie, ale przyznam, że to tylko kwestia lenistwa. Mam już kilka pozycji zakupionych, jedną nawet przywiozłam z Włoch, ale ciągle coś wyskakuje – a to z biblioteki a to egzemplarze recenzenckie… Ty też tak masz?

S: Oczywiście! :D Właściwie to ostatnio mało czytam książek z biblioteki, bo ciągle wskakują mi jakieś recenzenckie albo moje, które kupiłam i nie mogę się powstrzymać przed ich natychmiastowym przeczytaniem. Ale niestety nie miałam jeszcze okazji przeczytać książki w obcym języku, choć zbieram się do tego. Chciałabym przeczytać Harry’ego Pottera w oryginale. A ty co planujesz przeczytać najpierw z tych zagranicznych?

O: Kupiłam sobie "After", ale to tylko ze względu na to, że jest napisane prymitywnym językiem i wiem, że go zrozumiem... No i może tamtejsze słownictwo pomoże mi wyrwać jakiegoś Włocha xD Poza tym odziedziczyłam po wujku "Fattoria degli animali", czyli Folwark zwierzęcy oraz kilka romansideł i to raczej od nich zacznę…

S: A czemu nie od Folwarku? Dziękuję ci bardzo za ten wywiad i mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś. :)

O: A nawet nie wiem... Obawiam się trochę Orwellowskiego stylu po włosku, więc wolę zacząć od czegoś, co zrozumiem na pewno. To ja dziękuję za wybranie mnie, a mogę jeszcze coś powiedzieć?

S: Oczywiście!

O: Na początku wywiadu opowiadałam Wam o mojej pierwszej miłości, "Czasie Honoru". Ten serial uświadomił mi, że ludzie, którzy walczyli za nasz kraj to nie nazwiska z podręcznika, tylko prawdziwe osoby, takie jak my, często w naszym wieku. Oni w czasie wojny kochali, bali się, mieli swoje marzenia, ale kiedy trzeba było, umieli wszystko postawić na jedną kartę... A dziś możemy im podziękować! Polska Poczta wraz z ekipą „Czasu Honoru” i wrocławską fundacją Sensoria organizuje akcję w ramach której możecie wysłać do powstańców warszawskich kartkę z podziękowaniami, wyrazem pamięci o ich heroicznym czynie. Bezpłatne kartki możecie zabrać z każdej poczty, możecie ograniczyć się tylko do napisania kilku słów, które zmieszczą się na pocztówce lub dołączyć list. Myślę, że warto w ten sposób pokazać tym bohaterom, że wciąż są dla nas ważni... Wszystkie informacje znajdziecie wklepując w google frazę "bohateron". Mam nadzieję, że dacie się namówić. A Tobie, Suomi, raz jeszcze dziękuję za zaproszenie! Było super!


piątek, 29 kwietnia 2016

Wywiad z Arturem Laisenem!

żródło: geniuscreations.pl
Całkiem niedawno temu mieliście okazje przeczytać na moim blogu recenzje dwóch książek debiutującego nakładem wydawnictwa Genius Creations Artura Laisena, którego niesamowicie polubiłam za niesamowicie dopracowane książki. Teraz, również dzięki ww wydawnictwu mam okazję zaprezentować wam wywiad, który z nim przeprowadziłam.




Arturze, jakie były twoje początki z pisaniem? Zawsze wiedziałeś, że chcesz być pisarzem czy przyszło to w jakimś konkretnym momencie?

Ha! Sztandarowe pytanie. Moje najwcześniejsze wspomnienia związane z pisaniem pochodzą z okresu późnego przedszkola. Razem z moją mamą spisywaliśmy ilustrowaną powieść. To znaczy ona pisała, a ja ponoć pomagałem wymyślać. ;) Teraz jak na to patrzę, myślę że mojego wkładu aż tak wiele tam nie było. Zatem pierwsze samodzielne dzieło, nie licząc poezji "okolicznościowej" pochodzi mniej więcej z 5 klasy podstawówki. Około trzynastego roku życia odkryłem SF, a dwa lata później postanowiłem, że zostanę twórcą fantastyki. Z pomysłu wyleczyłem się dopiero około trzydziestki, co oczywiście źle świadczy o moim zdrowym rozsądku. ;) Ściślej rzecz biorąc, zdałem sobie do końca sprawę, że pisarzem to mogę co najwyżej, przy odrobinie szczęścia, od czasu do czasu bywać, gdzieś na marginesie mojego codziennego życia.

Czy dzisiaj Twoja rodzina również jest zaangażowana w proces twórczy? Czy odgrywa rolę pierwszych recenzentów?

Moja żona bardzo lubi literaturę, ale niekoniecznie taką, jaką piszę, zatem jeśli już jej coś się spodoba, to mogę założyć, że jest naprawdę dobre. Z całą pewnością jest bardzo wnikliwą, spostrzegawczą i krytyczną czytelniczką, więc zawsze próbuję ją namawiać, by jednak spróbowała zapoznać się z tym, co skrobię na bieżąco. Przeważnie mi się to, niestety, nie udaje, bo jak i ja jest osobą bardzo zapracowaną i ma tyleż czasu na studiowanie moich wypocin, co ja na ich tworzenie. Czyli mało. :)

Więc pisanie nie jest twoim głównym zajęciem?

Moja sytuacja jest zbliżona do sytuacji większości autorów. Czyli z racjonalnego, pragmatycznego punktu widzenia jest to hobby. Z tą różnicą, że przeciętne hobby nie pochłania aż tyle czasu i wysiłku. Na co dzień mam zatem zwykły etat, do tego prowadzę niewielką firmę, biorę różne "fuchy", żeby nakarmić rodzinę i spłacić kredyt. Piszę wtedy, kiedy uda mi się ukraść trochę czasu pozostałym zajęciom albo – niestety – rodzinie. Tyle że akurat rodzina już się wycwaniła i nie pozwala się tak łatwo okradać ;)

Mogę tylko pogratulować, że znajdujesz czas na pisanie. Chcesz by Twoje powieści były utrzymane w klimatach Ursuli K. Le Guin? Czy czerpiesz inspiracje z innych źródeł?

Myślę, że każdy autor czerpie inspiracje z wszystkiego, co go otacza – nie tylko z książek. Ze świata, z ludzi, z rozmów. CK Monogatari, na przykład, nie powstałoby gdyby nie moja wieloletnia przyjaźń z pewnym Piotrem, ekonomistą z wykształcenia, który opowiadał mi o swojej pracy w dużej kieleckiej firmie. Co do samej literatury, to zainspirować potrafią nas niekiedy rzeczy na pozór bardzo odległe od tego, co akurat tworzymy. Jeśli natomiast miałbym wymienić jakieś bardziej wyraźne inspiracje literackie, to powiedziałbym, że, na przykład, Studnia… powstawała, kiedy byłem pod dużym wpływem autorów takich jak Peter S. Beagle, Roger Zelazny, Gene Wolfe i Mika Waltari.

Właśnie, CK Monogatari! Czy planujesz jeszcze książki inspirowane kulturą japońską?

Bezpośrednio? Nie. Choć Jedenaście Wojujących Królestw Madagoru z drugiego tomu Teraii zostało zainspirowane szesnastowieczną Japonią, a Tekri w jednej ze scen nawet rzuca w przeciwnika shurikenem. ;) W przyszłości chciałbym natomiast napisać powieść, której akcja rozgrywa się w Chinach, i jeszcze inną, gdzie występuje wątek tybetański.

Czytałam o Twoich imponujących planach pisarskich. Muszę powiedzieć, że rzuciło mi się w oczy hasło "szamanizm syberyjski". Czy mógłbyś je rozwinąć?

Owszem, plany być może i są imponujące, ale czy życie i świat pozwolą mi je zrealizować? Mam pomysł na powieść – kilku pokoleniową sagę, której ostatni akt rozgrywa się we współczesnej Polsce. Opowiada ona historię pewnej rodziny, której męscy potomkowie posiedli pewien szczególny dar. A raczej odziedziczyli go po córce syberyjskiego szamana, z którą ożenił się ich przodek, były zesłaniec. Więcej nie chciałbym jednak zdradzać na tym etapie.
Szamanizm syberyjski tak czy inaczej zawsze mnie fascynował – bardzo podobała mi się np. Ruda Sfora Kossakowskiej, będąca fantastyczną interpretacją mitów Jakuckich. Stworzona przeze mnie postać Koj Choruna (Teraia, Wyprawa Koj Choruna i być może jeszcze kilka innych tekstów w przyszłości) też została w jakimś stopniu zainspirowana sylwetkami syberyjskich szamanów.

Masz dość egzotyczne obiekty zainteresowań i ogromną wiedzę na ich temat. Jestem bardzo ciekawa, skąd wzięła się geneza Teraii.

Tak naprawdę Teraia zaczęła powstawać prawie osiemnaście lat temu – początkowy pomysł jest więc dość stary. Porzucałem go i powracałem do niego na nowo wielokrotnie. Ta Teraia, którą teraz piszę – czyli "Teraia 2.0" – to konglomerat wielu bardzo różnych pomysłów, które złożyły się (i wciąż się składają) w pewną, mam nadzieję, sensowną całość. Niektóre były konsekwencją samego życia i moich obserwacji, tego co mnie uwiera pod sercem i co uważam za ważne, inne wzięły się z inspiracji lekturami, a jeszcze inne, na przykład, przyszły do mnie zupełnie znienacka i zaczęły nagle wyświetlać się przed oczami mojej wyobraźni w postaci filmu anime ;)

To bardzo sensownie, ale książka posiada wiele rozpoczętych wątków, których zakończenia jestem niesamowicie ciekawa. Ciekawi mnie też, czy w kolejnych częściach będzie się pojawiała postać Krzysztofa? Nie ukrywam, że bardzo go polubiłam, choć pojawił się ledwie na chwilę.

Też uważam, że Krzysztof jest sympatyczny. Chyba nawet zbyt sympatyczny i rozsądny, by go przenosić do innego świata. Niestety, muszę cię rozczarować – poza pewnymi retrospekcjami pozostałe tomy rozgrywają się już wyłącznie w Świecie Błękitu. Lecz tytułem pocieszenia – powinien ci się spodobać Kassaf Owiri, który pojawia się w drugim tomie.

Mówi się trudno. ;) Może zapytam na koniec: czy masz jakieś rady dla początkujących pisarzy? Lub też chciałbyś dodać coś od siebie?

Kolejne sztandarowe pytanie! Myślę, że przede wszystkim warto się zastanowić, co oznacza dla nas "bycie pisarzem". Bo – wbrew pozorom – może to oznaczać bardzo różne rzeczy. Inna jest ścieżka kogoś, kto pragnie zostać pisarzem zawodowym, czyli zarabiać w ten sposób na życie (na co w Polsce szanse są raczej znikome), inna kogoś, kto pragnie brylować na salonach, a jeszcze inna kogoś, kto po prostu czuje gdzieś w głębi taką potrzebę.
We wszystkich przypadkach wydaje mi się jednak, że ważne jest, aby po prostu kochać literaturę. Bardzo dużo czytać - różne rzeczy, nie tylko to, co nam się zwykle podoba. Co jakiś czas próbować coś napisać.

Z jednej strony nie zrażać się niepowodzeniami (bo ich zazwyczaj jest o wiele więcej niż sukcesów), ale z drugiej nie fiksować na samym pisaniu. Żyć normalnym życiem. Dojrzewać. Znajdować radość w samym procesie a nie za wszelka cenę poszukiwać sukcesu.

poniedziałek, 22 lutego 2016

Wywiad z Książkoholikiem #6

Tym razem na przeróżne tematy porozmawiałam sobie z Yui Tamashi z bloga oraz vloga Book Please, która była pierwszą booktuberką, którą zaczęłam oglądać. :) Zahaczyłyśmy o kilka ostatnio popularnych tematów w książkowej blogosferze. :) Zapraszam do czytania!

S: Mogłabyś mi na początek opowiedzieć, jak to się stało, że zaczęłaś czytać? Tak było od zawsze, czy może zaczęło się od jakiejś konkretnej książki? I co sprawiło, że postanowiłaś się zacząć się tym dzielić w internecie?

Y: Przyznam się szczerze, że nie zawsze lubiłam czytać. W podstawówce, gdy wychowawczyni zadawała jakąś lekturę do przeczytania mama musiała mi czytać książki, abym wiedziała o czym jest dana książka. Jednak wszystko zmieniło się, gdy nastała era Harry'ego Pottera. Co prawda wtedy też za bardzo nie miałam ochoty zapoznać się z tymi książkami, mimo że na mojej półce gościły już dwie pierwsze części. Po te książki postanowiłam dopiero sięgnąć, po obejrzeniu jakiegoś dokumentu na temat świata Harry'ego Pottera. Później też zauważyłam, że koleżanki z klasy bardzo się interesują się tą tematyką i sama przepadłam. Pokochałam książki o losach Harry'ego i jego przyjaciół i zaczęłam potrzebować więcej. Gdy pytałam koleżanek z klasy jakie książki czytają, to wiele z nich mówiło o "Ani z Zielonego Wzgórza" albo "Pamiętniku księżniczki", ale mnie takie gatunki wtedy nie kręciły, bo potrzebowałam więcej magii, dziwnych stworzeń, duchów itd., dlatego zapisałam się do biblioteki i chodziłam tam co najmniej raz w tygodniu, aby coś nowego odkryć i dopiero po jakimś czasie otworzyłam się na inne gatunki.
W czasach szkolnych zawsze miałam wokół siebie osoby, które lubiły czytać książki, mogłam się z nimi podzielić moimi przemyśleniami, prosić o jakieś rekomendacje itp., ale wtedy już byłam dość aktywną osobą w Internecie, co prawda nie w sprawach książkowych, ale tworzyłam przeróżne blogi o swoich pasjach. Z tego co mi się zdaje to blogi książkowe odkryłam dopiero na studiach. Pamiętam pod jakim byłam wrażeniem zdjęć ze stosikami, które blogerzy kupowali bądź dostawali, czytając recenzje chciałam kupować każdą książkę, a później sama również zapragnęłam dzieleniem się moją pasją, ponieważ osób, które czytały w moim otoczeniu było coraz mniej, więc nie miałam z kim na te tematy rozmawiać. Internet okazał się czymś wspaniałym, bo pokazując moją pasję nie tylko dowiadywałam co inni sądzą o książce, którą czytałam, ale również znalazłam super osoby, z którymi mogę porozmawiać mimo że dzielą nas czasami nawet setki kilometrów.

S: A tak chodząc między książkami często znajdowałaś pozycje, które podobały ci się niemal tak samo, jak Harry Potter? ;)

Y: Wybór w bibliotece książek z gatunku fantasy w dziale dziecięcym był bardzo ograniczony w tamtym czasie, więc musiałam nieźle się natrudzić, aby znaleźć coś ciekawego. Książki, które wybierałam były ciekawe i dobrze się przy ich czytaniu bawiłam, ale poza "Zmorami Alaizabel" nic mnie tak nie zachwyciło jak Harry Potter. Ale też nie starałam się znaleźć zamiennika Harry'ego Pottera, chciałam coś o podobnej tematyce.

S: Właśnie o takie pozycje mi chodziło. Nie coś podobnego do Harrego Pottera tylko coś, co się równie mocno podobało. :) Potem, jak już nastąpiło otwarcie na inne gatunki to, od którego gatunku się zaczęło? Jakie obecnie lubisz najbardziej?

Y: O ile dobrze pamiętam to po fantasy zabrałam się za bardziej dziewczęcą literaturę, typu "Pamiętnik Księżniczki", "Stowarzyszenie Wędrujących Dżinsów", książki o Olsenkach czy postaciach przez nie granych. Pamiętam, że czytałam wtedy dużo książek Meg Cabot, bo była ona wtedy na topie i półki w bibliotece się od niej urywały. Gdy szukałam czegoś nowego to też bardzo zwracałam uwagę na okładki, co mi pozostało do dzisiaj :) Patrzałam czy są kolorowe, błyszczące itd. musiały być krzykliwe i jakimś dziwnym trafem, tamte książki podobały mi się. Pamiętam też, że wracałam do książek, które były lekturami w 1-2 klasie podstawówki i na nowo pokochałam "Dzieci z Bullerbyn", "Kubusia Puchatka", ale jakoś nigdy nie mogłam się przekonać do "Ani z Zielonego Wzgórza" czy książek napisanych przez polskich autorów. Teraz bardzo często mi się zmienia to jaki gatunek lubię. Fantasy zawsze będzie miało największe miejsce w moim sercu i najchętniej do niego wracam, ale też kocham czytać kryminały, obyczajówki, biografie, książki historyczne i mogłabym wymieniać i wymieniać. Aby żaden gatunek za bardzo mi się nie przejadł często mieszam książki. Raz fantasy, raz dystopia, później trafi się jakaś komedia. Chociaż przyznam, że ostatnio mam sporą fazę na dystopie i trwa to już jakieś dwa lata i nadal mi się nie nudzi, a zwykle po trzech czterech książkach czytanych pod rząd jednego gatunku miałam już dość.

S: Ach, dystopie! Właściwie chyba tylko ty masz na nie fazę, ale cały polski rynek książki, bo od dawna mam wrażenie, że jesteśmy nimi zalewani po uszy. Sama przeczytałam kilka i jestem w miarę zadowolona, choć na oko widać, że większość opiera się na tym samym schemacie. Są jeszcze jakieś inne schematy, które mimo wszystko lubisz?

Y: Niestety nie da się ukryć, że większość dystopii jest stworzona na tym samym schemacie, ale jeśli mają dobrze zarysowaną fabułę, fajnych bohaterów to podobieństwa w ogóle mi nie przeszkadzają. Ogólnie to nie mam problemu ze schematami w książkach, jeśli lektura potrafi się wybronić i autor tworzy coś ciekawego. Ale nienawidzę schematów miłosnych, szczególnie gdzie o jedną dziewczynę bije się dwóch chłopaków. Ciężko jest mi wtedy coś ciekawego znaleźć, aby się nie zanudzić. Już wolę oklepaną walkę dobra ze złem, gdzie dobro zwycięża, bo zawsze się znajdzie jakiś moment kulminacyjny, który zaskoczy podczas czytania, a o uczuciach ciężko jest pisać, chociaż muszę przyznać, że na rynek wyłania się coraz więcej autorów, którzy potrafią wzruszyć i zniszczyć człowieka mimo, że książka może bazować na schemacie.

S: Oczywiście nie mówię, że są one złe. Sama ostatnio miałam przyjemność z książką polskiej autorki, która była zbudowana na schemacie, ale niesamowicie mną wstrząsnęła i będę pamiętać ją na długo. :) Skoro już mowa o uczuciach to romanse należą do twoich ulubionych gatunków czy raczej nie bardzo i rzadko po nie? Wolisz takie współczesne dla młodzieży czy klasykę?

Y: Przez bardzo długi czas uważałam, że romanse są ble i fuj, czy to w filmach czy książkach. Wolałam światy, które mówią o miłości do rodziny, przyjaciół, zwierząt itd., Niby czytałam o miłościach do płci przeciwnej, ale zawsze tamte książki były zbyt przesłodzone i wyidealizowane, niby się o czymś takim marzy, ale ja zawsze miałam inny ideał miłości. Zawsze wszystko widziałam inaczej niż rówieśnicy, jak im się podobało, to mi akurat nie i odwrotnie. Ale na chwilą obecną bardziej lubię czytać romanse, może dlatego że dojrzałam, może dlatego że inaczej patrzę na książki i obrazy miłości albo najzwyczajniej autorzy mają teraz lepszy warsztat pisarski :) Gdy już sięgam po romanse to najczęściej po młodzieżówki, które uwielbiam czytać i chyba nie przestanę lubić, ale też bardzo lubię klasykę, którą momentami ciężej się czyta, ponieważ ich tłumaczenia nie są zbyt dobre, są przesadzone w słownictwie i myślę, że wiele osób może mieć problem z ich zrozumieniem i już nie raz mi się przydarzyło, że po przeczytaniu klasyka w języku angielskim dopiero wtedy doceniłam tę książkę i naprawdę mi się podobała. Tak było np. z "Portretem Doriana Greya" (po polsku ledwo skończyłam tę książkę, a po angielsku pokochałam) :)

S: To jest chyba mój problem! Niezbyt lubię klasykę, bo jest dla mnie taka zbyt ciężka, przesadzona i za dużo w niej zbędnych opisów. :) Z czytanych polubiłam jedynie Opowieść Wigilijną oraz Zbrodnię i Karę, które byłam zmuszona przeczytać jako lektury, ale do tej drugiej niedawno wróciłam i podobała mi się równie mocno. A jakie masz podejście do lektury szkolnych? Wiem, że już studiujesz, ale gdy ty chodziłaś do szkoły to czytałaś je chętnie, czy raczej miałaś podejście takie samo, jak większość uczniów?

Y: Ach "Zbrodnia i kara" coś pięknego. Była to moja ulubiona lektura w liceum na równi z "Lalką" :D Mimo, że studiuję to nadal muszę czytać lektury szkolne, ponieważ mam zajęcia z literatury :) Nie powiem, że z lekturami szkolnymi było mi łatwo, większość z nich czytałam tylko po to, aby przeczytać i później napisać z tego sprawdzian. Bardzo nie lubiłam tego, że ktoś mi każe coś czytać, zresztą nauczycielki też za bardzo ciekawie o tych książkach nie mówiły. Jednak, gdy miałabym porównać jak to było w poszczególnych szkołach to w podstawówce było całkiem ok, bo spodobał mi się "Tajemniczy ogród" i "Quo Vadis", ale w gimnazjum lektury były kompletną porażką. Żadna mi się nie podobała, a jak już o tym głośno mówiłam, to nauczycielka zawsze powtarzała, że się nie znam i nie rozumiem książek, więc od razu się zniechęcałam do czytania lektur, całe szczęście przez kilka miesięcy miałam przecudowną panią od polskiego, która nawet pożyczała mi książki i zawsze z nią mogłam o nich porozmawiać, ale jak wróciła tamta pani to była już masakra. Za to w liceum pokochałam praktycznie wszystkie lektury. Miałam rewelacyjną panią, bardzo dobrze wykształconą i aż przyjemniej się te książki czytało i omawiało na lekcjach. Dlatego ja myślę, że bardzo dużo zależy od nauczyciela, bo jeśli mamy beznadziejnego to nie chce nam się tych lektur czytać, a jak widzimy osobę, która opowiada o tym z pasją, wiedzą to będziemy mieć do tego inne podejście :)

S: O tak, podejście nauczyciela jest najważniejsze. Nasza pani często daje nam samemu do wszystkiego dojść, w toku rozmowy o książce i dzięki temu zapamiętujemy o wiele więcej. :) Ode mnie to właściwie wszystkie pytania, ale może chciałabyś coś jeszcze dodać od siebie?

Y: Chciałabym tylko dodać, że cieszy mnie ogromnie to, że coraz więcej ludzi sięga po książki i dzieli się tym w Internecie, bo jest to naprawdę inspirujące i dzięki temu mam jeszcze więcej chęci do czytania gatunków, których wcześniej mniej czytałam albo myślałam, że w ogóle mi się nie spodobają :)

S: A ja ci bardzo dziękuję za tę rozmowę. :)

Y: Również dziękuję :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Wywiad z Książkoholikiem #5

Z serii takich małych ciekawostek to wywiad z tą bloggerką miał się pojawić w zeszłym miesiącu, ale z powodu spraw różnych Pyza zaklepała sobie termin styczniowy, który potem okazał się być również niezbyt sprzyjający, ale jakoś sobie poradziłyśmy i oto jest! Dla mnie to chyba taka mała nauczka, żeby bardziej precyzyjnie formułować pytania. :) A jak wam się podoba?

S: Chciałabym, żebyś opowiedziała mi swoją historię z czytaniem - jak to wszystko się zaczęło? Od jakiejś konkretnej książki czy może coś innego sprawiło, że pokochałaś czytanie? - oraz prowadzeniem bloga - dlaczego go założyłaś? Od razu miałaś na niego pomysł, czy jednak kształtował się już w trakcie pisania? Znalezienie szerszej publiczności było ciężkie? :)

P: Bardzo szybko nauczyłam się czytać -- rodzina była przekonana, że jak się nauczę, to zamiast dręczyć innych ("poczytajcie mi, poczytajcie, tak, wiem, że jest wcześnie rano!"), będę po prostu czytała sama. Ale dość długo jeszcze działałam tak na dwa fronty -- za to teraz z trudem przysłuchuję się, kiedy ktoś mi czyta (ale staram się tego nauczyć z powrotem, bo kuszą mnie audiobooki i możliwości, jakie dają). Natomiast jeśli chodzi o blog, powstał on jako postanowienie noworoczne -- w zeszłym roku. Spodobało mi się to na tyle, że postanowiłam pisać dalej. Przyznaję, że sprawia mi to dużo radości, tak po prostu. Wiedziałam, że chcę pisać o książkach -- i o czytaniu, bo to są dwie rzeczy, które lubię niemal od zawsze i które mnie stale interesują. Jeśli chodzi o czytelników, to jest właściwie pytanie do nich -- strasznie mnie cieszy, że ktoś czyta to, co piszę, i jeszcze chce dyskutować o tym albo na jakiś pokrewny temat, który się w trakcie takiej rozmowy pojawi.

S: Hmmm z tym "pomysłem" chodziło mi bardziej o koncepcje bloga niż o sam jego temat. Czy to od razu były "Pierogi pruskie", a ty od razu byłaś Pyzą, czy to wpadłaś na to dopiero po jakimś czasie? :)

P: "Pierogi pruskie" pojawiły się właściwie od razu, kiedy zastanawiałam się nad nazwą, a Pyzą byłam już od jakiegoś czasu, więc z tym nie było problemu.

S: Wracając do poprzedniej odpowiedzi - jedno z niewielu postanowień noworocznych, które się udało! :D A jak jest w tym roku? Postawiłaś sobie jakieś? Głównie chodzi mi o książkowe - wymyśliłaś własne? Dołączyłaś do jakiegoś organizowanego przez innych bloggerów czy vloggerów? A może po prostu tylko założyłaś liczbę książek, którą powinnaś przeczytać, żeby być zadowoloną?

P: Tak w ogóle to przyznaję, że bardzo lubię wszelkie wyzwania, robienie sobie list książek i tego typu rzeczy -- w wybieraniu, co przeczytam, kryje się przecież tyle przyjemności! A co do tegorocznego: zrobiłam założenie, że trochę odgruzuję półki i przeczytam 24 książki, które mam. Ale żeby nie było nudno i żebym miała jakieś wytyczne, wymyśliłam do tych książek kategorie. Czy może na odwrót: wymyśliłam kategorie i teraz będę sobie do nich dopasowywać książki. To skutek wyzwania z zeszłego roku, właśnie takiego "kategorycznego", które bardzo przypadło mi do gustu. Ale generalnie chodzi mi po prostu o to, żeby czytać systematycznie. Liczba jest jakimś miłym bonusem, ale nie koniecznością.

S: Czyli jest to dla ciebie zabawą? Ubarwieniem codzienności i wprowadzeniem małego dreszczyku, a nie przymusem?

P: Na pewno nie przymusem! W końcu aktywność blogowa polega, tak w każdym razie mi się wydaje, na tym, że robi się coś, co się lubi i co człowiekowi sprawa frajdę. W tym sensie zabawą blogowanie jest dla mnie na pewno. W innym sensie -- nie do końca, bo tak w ogóle to podchodzę poważnie do tego, co robię: staram się, żeby teksty były ciekawe, pojawiały się regularnie (piszę codziennie, w tym roku wzięłam sobie wolne od pisania weekendy), biorę udział w dyskusjach, które się pod nimi toczą, i dokładam starań, żeby to, co robię, robić jak najlepiej. 

S: Znowu małe nie porozumienie - nie chodziło o blogowanie, a o wyzwania/postanowienia noworoczne związane z książkami. :) Twoje posty są niesamowicie ciekawe, a często również takim dość ciekawym i zabawnym spojrzeniem z innej strony na pewne sprawy np. jak z tymi typami czytelników w transporcie publicznym. Często ciekawi mnie, jak udaje ci się to zebrać samemu jednocześnie czytając. Czy część podpowiadają ci znajomi? I czy wiedzą w co się bawisz?

P: Ach -- postanowienia! Nie, to też nie kwestia przymusu, ale zabawy. Traktuję je trochę jak takie drogowskazy w rodzaju "a co by tu teraz poczytać?". Bo podejrzewam, że większość czytelników też tak ma -- to znaczy jeśli za dużo książek leży i czeka, żeby je przeczytać, to człowieka paraliżuje trudność w wyborze pod tytułem "ale co teraz?". A wyzwanie jakoś tam podpowiada: a może tę, może tamtą, może do biblioteki byś poszła... Jestem zresztą nowicjuszką wyzwaniową, zeszłoroczne, znalezione na Popsugar, było pierwszym, w które się bawiłam, i bardzo mi się spodobała jego formuła. Dziękuję za miłe słowa dotyczące moich wpisów -- jasne, czasami robię taki research wśród znajomych, zawsze staram się sobie zapisywać ciekawe rzeczy, które usłyszę, ale większość pracy jednak wykonuję sama.

S: A gdybyś sama miała stworzyć wyzwanie czytelnicze nie tylko dla siebie, ale również czytelników swojego bloga? Jak by ono wyglądało? ;)

P: Myślę, że to tegoroczne można traktować jako wyzwanie także dla innych -- jeśli ktoś będzie miał ochotę, niechaj się częstuje!

S: Z chęcią wzięłabym udział, ale niestety już widzę, że do pewnych kategorii książki na pewno nie znajdę, ale tobie i innym którzy wezmą udział wielkie powodzenia! :) Widziałam też, że większość recenzji na Twoim blogu to recenzje książek starszych lub mało znanych. Z jakiego powodu tak się dzieje? 

P: Dobre pytanie -- właściwie nie wiem, jak na nie odpowiedzieć. Na pewno jedną z przyczyn jest to, że rzadko udaje mi się dostać w swoje ręce nowości: zazwyczaj czekam, aż już większość osób je przeczyta i nie ma wielkiej kolejki w bibliotece, kupuję też głównie inne niż powieści książki. Najczęściej więc pożyczam od znajomych albo wypożyczam i w związku z tym te nowości już nie są wcale takimi nowościami. A poza tym bardzo lubię starsze książki, dużo ich pojawia się w moim domu ze względu na słabość do antykwariatów i kiermaszy bibliotecznych. A że mniej znane...? Właściwie nie wiem, wybieram to, co wydaje mi się interesujące, wszystko inne dzieje się niejako przy okazji :).

S: Chciałabyś coś jeszcze dodać od siebie? Bo właściwie wszystkie pytania ode mnie. :)

P: Cieszę się, że udało nam się porozmawiać. :)

S: Ja również i dziękuję bardzo!

środa, 16 grudnia 2015

Wywiad z Książkoholikiem #4

Tym razem bardzo miła i przyjemna rozmowa z Olą aka brak pomysłu z Ciekawego cytatu o książkach. :)

S: No to zaczynajmy ;) Mogłabyś opowiedzieć mi swoją historię - tą związaną z czytaniem? Jak to się właściwie zaczęło? Od jakiejś konkretnej książki czy może raczej jakoś zupełnie inaczej? No i co pociągnęło cię do prowadzenia bloga?

B: Szczerze mówiąc, nie pamiętam dokładnie jak to się zaczęło. Nie mam też jakiejś porywającej historii, mówiącej o tym dlaczego zaczęłam czytać. Książki od zawsze były obecne w moim domu. Dziadek zbierał wszelakie kroniki, encyklopedie i pozycje naukowe, a tato po trochu z wszystkiego. I tak jakoś wyszło, że ten lekki rodzinny bakcyl rozkwitł w mojej osobie.
Gdybym miała wskazać serie od której czytanie stało się moim nałogiem, wskazałabym "Przygody trzech detektywów". Do dziś pamiętam, jak w szkolnej bibliotece znalazłam egzemplarz "Gadającego grobowca". To właśnie Hitchcock był moim pierwszym ulubionym autorem. Do dziś mam do tej serii ogromny sentyment. Potem były kolejne książki, kolejne biblioteki i jeszcze więcej książek. Każda kolejna, w jakiś sposób kształtowała mój gust. I wyniki są jakie są.
Skąd blog? Od zawsze ciągnęło mnie do pisania. Najpierw próbowałam recenzować płyty. Miałam swój ulubiony blog (wtedy jeszcze wszyscy działali na onecie), który się tym zajmował. Chciałam tworzyć coś takiego, ale wtedy nie potrafiłam. Widziałam, że to co robię nie trzyma się przysłowiowej kupy, więc przestałam. Potem przyszło liceum, matura i po niej spróbowałam znów. Po kilku nieudolnych próbach (i nieistniejących już blogach) w końcu stworzyłam smieszna-nazwe i tu już zostałam. Stwierdziłam, że skupię się na czymś co znam najlepiej i po prostu stworzyłam swoje małe królestwo!

S: Kolejna osoba, która próbowała z blogami po kilka razy! Czyli nie jestem jedyna! ;) Czy dla ciebie to też frustrujące, kiedy pisanie nie idzie albo praca nie przynosi efektów, albo jeszcze w momencie, kiedy mało kto albo w ogóle nikt tego nie czyta?

B: Prowadziłam już chyba każdy typ bloga. Grafikę, instrukcję, nawet przez chwile opowiadanie! A skończyłam na recenzjach. :)
Oczywiście, że takie sytuacje mnie frustrują. Najbardziej frustruje mnie brak mojej motywacji czy ten moment gdy słowa się nie kleją. Gdy wiem, że wypada by post się pojawił, a ja nie mogę znaleźć w sobie tej ikry do pisania. Brak odbioru to dla mnie nieco inna sprawa. Wiadomo, miło gdy ktoś czyta coś co tworzysz. Ale moja przyjaciółka, która zawsze motywowała mnie do tworzenia, powiedziała kiedyś "Jeśli nie masz widowni, a robisz to co lubisz, to ludzie się w końcu znajdą". I staram się tego trzymać.

S: Genialne słowa, z których wynika, że masz wokół się naprawdę wielu wspaniałych ludzi wokół siebie. Wszyscy podzielają Twoje zainteresowania czy raczej każdy ma coś swojego?

B: Wiem, że nie powinnam tak mówić, ale wiem o tym. Bardzo się cieszę, że ich mam. Są dla mnie ogromnym wsparciem. Hmm, oba. Niby interesujemy się tym samym, ale jednak każdy na różnym poziomie. Dzięki temu, nie nudzimy się ze sobą. :)

S: Znajomych nie trzeba się wstydzić! :) A propos tego nudzenia – czytasz wciąż jeden ulubiony gatunek, czy jednak przetykasz go jakimiś zupełnie innymi, które może niekoniecznie lubisz, żeby tylko nagle ci się nie znudził?

B: Nie wstydzę się ich. Chodzi mi o to, że ufanie ludziom nie zawsze wychodzi na dobre. Odkąd piszę bloga i odkąd nawiązałam współpracę recenzenckie, bardzo często przeplatam gatunki. Nie dlatego, że obawiam się znudzenia. Tylko dlatego, że mam szansę by mieszać. Kupując książki, raczej wybiera się "pewniaki" by nie żałować. Dzięki temu, że recenzuje, nawet jeśli na półkę trafi niezbyt zachwycająca mnie pozycja, nie będę żałować. Dzięki temu poznaje nowe gatunki, kształtuje swój czytelniczy gust i poznaje nowych autorów.

S: Skoro o współpracach mowa – bo sama nie miałam jeszcze możliwości żadnej nawiązać – to czy rzeczywiście bloggerzy są w jakiś sposób karani czy inaczej się podchodzi do współpracy z nimi po napisaniu nieprzychylnej recenzji? Możesz zweryfikować jeszcze jakieś inne mity o tych współpracach?

B: Nie miałam jeszcze takiej sytuacji. bym któremukolwiek wydawnictwu z czymś zalegała. Zawsze gdy przychodzi egzemplarz recenzencki, czytam go zaraz po skończeniu aktualnej lektury. Nie chce doprowadzić do nerwowej sytuacji. Nie raz pisałam niezbyt przychylne recenzje. W życiu jestem szczerą osobą i pisząc, nie zmieniam tego. Nigdy nie zdarzyło się tak, bym odczuła jakąkolwiek zmianę po takim tekście. Wiadomo, najlepiej by opinie były przychylne, ale nie zawsze się tak da. I wydawcy bez wątpienia też o tym wiedzą. W końcu oni też są ludźmi.
Musisz mi jakimś zarzucić, bo szczerze mówiąc sama się z nimi nie spotkałam albo ich nie pamiętam. :D Osobiście uważam, że to bardzo fajna sprawa dla każdego kto lubi czytać. Nie jest to żadne piekło tylko czysta przyjemność.

S: Sama też zbyt wielu nie znam, bo jak wspomniałam nie jestem obeznana w temacie, ale to był chyba taki najpopularniejszy, a reszty w tej chwili nie jestem w stanie sobie przypomnieć. Może różnice między wydawnictwami są widoczne? Z jakimś współpracowało ci się lepiej a z jakimś gorzej?

B: Właśnie z tą wątpliwością spotykam się najczęściej, dlatego pytam o inne. ;) Każde wydawnictwo jest inne. W końcu to inni ludzi, inny marketing i zupełnie inne możliwości. Jestem zdania, że nie można się ich bać. W końcu po to istnieją, żeby z nich korzystać. Dlatego warto z nich korzystać. Nie rozdzielam tego. Każda bardzo mnie cieszy i z każdej jestem bardzo zadowolona. Zawsze pamiętam o tym, że za każdą nich stoją ludzie i nie oceniam. ;)

S: Może chciałabyś jeszcze coś dodać na sam koniec? Bo z mojej strony to już właściwie wszystkie pytania. :)

B: Dziękuje Ci bardzo za wyróżnienie i rozmowę. :) Powodzenia w blogowaniu i nawiązywaniu współprac recenzenckich.

S: Ja również bardzo dziękuję i powodzenia! 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Wywiad z Książkoholikiem #3


Wiem, jak bardzo lubicie serię Wywiad z Książkoholikiem, więc dzisiaj serwuję wam kolejną rozmowę z naszą koleżanką po fachu. Tym razem udało mi się złapać Kornelię ze Słownika Sztuki, której karierę blogerską śledzę od samiutkiego początku. Właśnie przez to stała się jedną z moich ulubionych "recenzentek". Ciężko poszło ustalenie wspólnego terminu, ale rozmawiało się bardzo przyjemnie! :D

S: No dobrze, więc chciałabym, żebyś na początek, tak jak wszyscy, opowiedziała nam historię, jak to wszystko się zaczęło - czytanie i blogowanie. Czy to była jakaś konkretna książka? Czy może od tak po prostu? Czy może jednak kryje się za tym jakaś dłuższa historia? :)

K: Z czytaniem w historii mojego życia było naprawdę różnie. W pierwszych klasach podstawówki czytałam dość niechętnie, w kolejnych latach również omijałam książki szerokim łukiem. Czytelnictwo zainteresowało mnie dopiero wtedy, gdy zauważyłam, że pisanie sprawia mi przyjemność (dziękuję mojej polonistce z gimnazjum, bo to ona mnie zaciągnęła do pracy). Pomyślałam, że chcę muszę się jeszcze bardziej przyłożyć, a żeby gładko pisać- muszę rozszerzyć swój zasób słów. Zaczęłam więc trochę więcej czytać. Zauważyłam, że odpręża mnie to bardziej niż jakakolwiek inna aktywność. Od tego momentu książki stały się moimi dobrymi znajomymi.
Blog to już całkowicie inna historia, bo moja przygoda z recenzowaniem zaczęła się jeszcze poza blogosferą- na instagramie, gdzie udawało mi się zamieszczać mini rekomendacje. Bardzo żałuję, że przestałam to robić, ale zapowiadam, że wkrótce mogę do tego wrócić. Po jakimś czasie, zupełnie spontanicznie, przeniosłam swoją działalność na bloga, którego dzisiaj możecie odwiedzać. Nazwa nie jest jakaś specjalna, wręcz dziwna i nieco sztywna, ale moje wizje krążyły wówczas terminu "słownik" i "sztuka", więc dlatego piszę notki pod szyldem "Słownik Sztuki".

S: Pamiętam jeszcze tamte minirekomendacje z instagrama, a nazwa jest bardzo fajna i przyciąga uwagę, więc nie ma co marudzić... Właśnie! Jak radzisz sobie z wymyślaniem tytułów postów okołoksiążkowych na bloga? Przychodzą same, jak byś prosto z mostu pisała, o czym będzie post czy raczej trochę nad nimi główkujesz?

K: Przyznam, że wszystkie tytuły do postów okołoksiążkowych to ciężki kawałek chleba. Ogólnie tytułowanie jest dla mnie najgorszą częścią w pisaniu, bo naprawdę nigdy nie wiem czy historia "się przyjmie" pod taką nazwą, a nie inną. Wracając do pytania, tak naprawdę główkuję nad nagłówkami, bo to one w pierwszej kolejności zachęcają czytelnika. Wszystkie moje pomysły wydają mi się okropne, czasem śmieszne, zwłaszcza, że zdarza mi się rymować. Staram się nadawać notkom ciekawe tytuły, a z pewnością takie, których bym się nie wstydziła :)

S: Czyli samo pisanie postu nie sprawia już takiej trudności? :D

K: Na pewno sprawia mniejsze trudności niż wymyślenie tytułu. :) Czasem zdarza mi się stracić wenę na długi czas, to prawda. Wydaje mi się jednak, że wszyscy, którzy coś piszą raz na jakiś czas mają blokadę autorską. To w świecie blogerów katastrofa nieunikniona, ale myślę, że są sposoby na przywrócenie inspiracji. Ja, kiedy mam wrażenie, że już nic nie uda mi się napisać, sięgam po książkę lub oglądam swoje ulubione seriale i w ten sposób wypełniam deficyt weny po brzegi. Wracam na bloga z głową pełną pomysłów :)

S: Oj, doskonale wiem, co to znaczy nie mieć weny! Każdy pisarz, włącznie z tobą to wie. :) Wspominałaś kiedyś na blogu, że piszesz książkę, więc chciałam spytać, jak posuwają się prace? Jest raczej bliżej niż dalej czy na odwrót?

K: Ojej, moja "powieść"- zapomniana historia :D Staram się jak mogę, żeby znaleźć czas i na nią, ale nauka i blog pożera większość mojego czasu, energii i inspiracji. Dobrze, że pytasz o książkę, bo mogę się nareszcie pochwalić pięćdziesięcioma stronami akcji, łez i kąśliwych uwag. Dlaczego jestem tak dumna z tak małej ilości stron? A to dlatego, że buduję wszystko od początku, po tym jak mój ukochany komputer postanowił się zawiesić i kompletnie wyczyścić dyski z informacji. Niestety, wcześniej zapomniałam zrobić kopii na pendrive'a i w czeluściach pamięci komputerowej przepadło 140 stron wcześniejszej powieści. W pierwszej myśli: tragedia, później przekonanie, że mogę wszystko naprawić i napisać od nowa. I tak wszyscy bohaterowie poddani zostali metamorfozie- fizycznej i psychicznej. Większość dostała także nową historię i imiona, a fabuła stała się trochę bardziej klarowna i logiczna. Reasumując: Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło :)

S: Wiem, co dokładnie czułaś w tamtym momencie, bo sama piszę i często po napisaniu wszystkiego mam ochotę zrobić to od nowa, lepiej, zwrócić uwagę na większą ilość szczegółów, rozbudować swoje postacie i opisy. Myślę też, że czuję to większość pisarzy, nawet ci którzy nie prowadzą bloga, ale bardziej ciekawiłoby mnie, czy znasz jakiegoś innego bloggera książkowego, który również pisze książki? :)

K: Naprawdę? Nie wiedziałam, że piszesz! Zawsze dowiaduję się wszystkiego zdecydowanie za późno :)
Wiem, że Robert z bloga Czytanie moim tlenem coś, którego wszyscy dobrze znamy i lubimy, coś pisze, ale nie jestem pewna czy dalej drąży temat. To normalne, że po jakimś czasie gubi się wątek i rzuca projekt, ale mam nadzieję, że kiedyś powróci do swojej historii, ponieważ jest ciekawa. Wciągnęłam się :)

S: Tak! Od ponad dwóch lat piszę fanfiction o skoczkach narciarskich, a jakiś miesiąc temu zaczęłam pisać własną książkę i mam do niej na razie tylko prolog. :) Publikuje ją na blogu? Czy po prostu wysyłał ci do przeczytania, bo poprosiłaś?

K: Fajnie, skoki narciarskie to chyba jedyny sport, którego oglądanie mnie nie męczy, więc pochwalam twoją kreatywność. Robert publikuje swoją książkę na blogu, nawet poświęcił na nią specjalną zakładkę :)

S: Mnie nim zaraził tata i kocham go od dziecka :) Obserwuję jego bloga od niedawna, więc pewnie normalne, że jeszcze na to nie wpadłam ale w wolnej chwili na pewno zobaczę, co w trawie piszczy. Ale wracając do tego pisania! Jak to jest u ciebie z nowymi pomysłami? Masz ich mnóstwo, czy póki piszesz jedno nie dajesz się wedrzeć innym do głowy? :)

K: Pomysły na coś nowego często odwiedzają mnie wtedy, kiedy akurat nie mam czasu, żeby je zrealizować albo choćby zapisać. Kiedy już siadam przed komputerem i jestem nastawiona, żeby przelać swoje myśli w internet (albo do dokumentu tekstowego), wszystko nagle ucieka. To bardzo przytłaczające uczucie, ale przyzwyczaiłam się do niego wystarczająco tak, aby nauczyć się je ignorować. Jeśli już mam jakiś stabilny pomysł staram się skupić tylko na nim, a resztę po prostu trzymać w pamięci. Zdarza się, że jakieś elementy z innych projektów przydadzą mi się w zrealizowaniu obecnego i tak właśnie działa większość moich prac- realnych i zagubionych gdzieś w moim umyśle. Taki literacki recykling.

S: Hah, chyba bardzo dokładnie się rozumiemy, bo u mnie jest dokładnie tak samo! Choć nie wykorzystuję części pomysłów w aktualnie pisanych opowiadaniach, a raczej później staram się nad nimi skupić. Ostatnio nawet mam czas wygrzebywania z pamięci z starych pomysłów. Niektóre pochodzę nawet z początków mojej kariery, ale wszystkie mają element wspólny. Choć to pewnie wspólne dla wszystkich autorów, bo większość poznałabym pewnie nawet z zamkniętymi oczami. Masz jakiś takich autorów?

K: Jeszcze nie zagłębiłam się jeszcze w czyjąś twórczość tak mocno, aby poznać go po losowym fragmencie, ale wydaję mi się, że najbliżej tego stanowiska znajduje się Tahereh Mafi, autorka serii "Dotyk Julii". Pamiętam, że to była pierwsza trylogia, która mnie tak okropnie wciągnęła, że nie mogłam przestać jej czytać. Pierwsza książka o Julii była również pierwszą, na której temat napisałam, co prawda bardzo krótką, recenzję. Czuję wielki sentyment do tych powieści, ale już tak mam, że szybko do czegoś się przywiązuję, a potem wspominam przez dłuuugi czas.

S: Sentymenty są dla ludzi! Zresztą każdy z nas ma autora i książkę, której nigdy w życiu nie wypuści z pamięci. Mogłabyś wymienić jeszcze kilka z nich? :)

K: Wspominam często, że bardzo urzekły mnie takie małe powiastki jak "Mały Książę" Exupery'ego i "Oskar i Pani Róża" Schmitt. W pamięci utkwiła mi również książka pod tytułem "Dygot", którą miałam przyjemność recenzować. Naprawdę mocna, pełna prawdziwego życia książka Jakuba Małeckiego. Trudno nie wspomnieć o wspaniałej "Złodziejce Książek" Markusa Zusaka. Mogłabym wymieniać jeszcze bardzo długo, bo dla mnie, każda książka jest warta przeczytania. Mogą nam pokazać jak trzeba pisać, a jak się nie powinno. Wychodzę z założenia, że każda książka jest dobra, bo według autora taką jest. Tyle upodobań, ile ludzi na świecie, ale istnieje przecież prawdopodobieństwo, że nasze gusta literackie pokryją się z tymi pisarza. Nigdy nie wie się, na co się trafi, więc daję szansę każdej lekturze.

S: Mamy dokładnie takie samo zdanie! Bardzo podobają mi się Twoje słowa i bardzo dziękuję za rozmowę. :)
K: To ja dziękuję tobie. Nigdy nie wpadłabym na to, że ktoś mógłby przeprowadzić ze mną wywiad. Czuję się taka dowartościowana :)

S: Nie ma za co. :D

niedziela, 11 października 2015

Wywiad z Książkoholikiem #2


Tym razem moją ofiarą został ktoś z naszego otoczenia bloggerów książkowych, czyli Kitty Ailla z bloga Biblioteczka Ciekawych Książek. Choć szczerze muszę się wam przyznać, że nie poszedł mi tak dobrze, jak wcześniejszy i jest to głównie moja wina, bo w gdzieś w połowie zgubiłam wątek i nie wiedziałam już o co mam pytać, dlatego wielkie brawa dla Darii, żeby w ogóle sobie poradziła w tym moim zmieszaniu. :)

S: Zacznę dokładnie tak samo banalnie, jak poprzednim razem. Możesz opowiedzieć mi, jak to wszystko się zaczęło? Co sprawiło, że pokochałaś czytanie, a potem popchnęło Cię do prowadzenia bloga o książkach? Była to jakaś konkretna książka czy raczej coś zupełnie innego? :)

K: Pokochałam czytanie... Powiedzmy, że zaczęło się to od Harry'ego, ale prawda była taka, że na początku byłam w stanie czytać dosłownie tylko serię Rowling! Tak, w kółko tylko Harry i Harry. Ale przeszło mi i potem zaczęła się miłość ogólna do wszystkich książek fantasy. Ale to było około 4 klasy podstawówki. A bloga mam od około dwóch lat. Założyłam go, bo chciałam poznać innych książkoholików, poznać ludzi, podzielić się z nimi moimi opiniami oraz poznawać ich opinie :) Poza tym kocham pisać!

S: Bardzo mocno kierujesz się opinią innych? Czy może raczej chcesz ją tylko poznać, a książkę, którą chcesz bardzo mocno przeczytać i tak przeczytasz, pomimo „hejtu”, który na nią leci?

K: Jeśli chcę przeczytać książkę, a są na nią hejty to biorę je pod uwagę, ale tylko dlatego, aby móc potem porównać z innymi opiniami swoją. Mam specyficzny gust, więc czasami książka, która innym się nie podoba, mi przypadnie do gustu :)

S: Często zdarzają się takie sytuacje? Mogłabyś wymienić kilka takich książek?

K: Tak, jak teraz sobie nad tym myślę, to raczej widzę odwrotną stronę medalu - książki, których jest wszędzie pełno, a mi na pewno by się nie podobały. Chociaż widziałam kilka hejtów na książki Olgi Gromyko o Wholi, które ja uwielbiam. Inne chyba nie przychodzą mi na razie do głowy ^^

S: Czyli obracasz się w kręgach mniej znanych książek i pisarzy! Ale chyba jest jakaś jedna albo kilka znanych, które ci się spodobały? :)

K: Widzisz, problem polega na tym, że ja mało takich czytam, bo głównie korzystam z zasobów bibliotecznych. Ale gdyby się tak zastanowić to Gra o tron... No i standard: Harry, Władca Pierścieni, Wiedźmin. A z tych najnowszych coś czuję, że polubię się ze Szklanym tronem, jak już go dorwę.

S: Bardzo polecam Szklany Tron! A skoro już przy nim jesteśmy to możesz wymienić swoje ulubione gatunki poza fantastyką?

K: Oho, poza? To trudne zadanie! Ale spróbujmy... Dobrze czuję się, czytając kryminały i horrory, choć te nigdy nie są straszne. Na pewno parodie są też ciekawe, bo lubię humor w książkach. I erotyki, ale bardziej typu Sukkuba, a nie Greya ^^

S: A teraz ładnie poproszę ulubionych pisarzy z każdego gatunku :D

K: Z każdego to ciężko, a poza tym cóż... Ulubionych.. Ale nie po jednym? :)
No, ale okay, spróbujmy.
Erotyk - E. Lee, C. Harris
Horror - S. Beckett
Kryminał - ... na pewno uwielbiam kryminał M. White'a Sztuka morderstwa i znów S. Beckett
Młodzieżówka - a J. Ćwiek się liczy? :D
Fantasy - lubię ich za dużo ^^ Od autorki HP, przez Martina po choćby Sapkowskiego, Ćwieka czy Bowdena
Akcja - zdecydowanie króluje tutaj M. Zamboch!
Romansów, YA i NA nie czytam :)

S: Nie musiało być po jednym! A gdyby jednak jakiś cię zainteresował to przeczytałabyś, czy jednak zrezygnowała?

K: Rozumiem, że to odniesienie do gatunków, których nie czytam... Wiesz, romansy mnie mdlą, a YA i NA odnosi się do życia, jakie mnie otacza... To mnie nudzi. Dlatego wolę smoki, wróżki i wampiry. Tak, ja lubię wampiry! :)

S: Czyli lubisz bujać w obłokach? ;)

K: Raczej niezbyt. To znaczy lubię marzyć, ale nie zatracać się w marzeniach, a to rozumiem poprzez bujanie w obłokach.

S: Więc jednak bardziej stawiasz na planowanie czegoś realnego od nierealnych marzeń?

K: Tak. Ponadto wolę mieć wszystko zaplanowane i rzadko lecę na spontan, bo boję się wtedy, że coś się nie dogra, nie wyjdzie...

S: A doświadczenie w tym wszystkim czerpiesz z książek? Znaczy: czy starasz się uczyć na błędach bohaterów?

K: Zależy na ile realne są sytuacje, jakie doświadczają moich bohaterów. Wiesz, ciężko czytając fantasy, opierać się na doświadczeniu bohaterów w czarach itp. Ale jeśli chodzi o sytuacje życiowe... Raczej czerpię z tego jakąś wiedzę i sprawdzam w realnym świecie :)

S: A przydaje ci się to? :)

K: Raczej rzadko. I tak zazwyczaj robię po swojemu. Cóż, taka moja uparta babska natura :)

S: Upartości nigdy za wiele :D Dziękuję za ten wywiad!

K: Nie ma sprawy, mam nadzieję, że jesteś zadowolona z efektu :)

poniedziałek, 21 września 2015

Wywiad z Książkoholikiem #1


Miała być seria postów, a jest wyzwanie, seria postów i chyba jeszcze stworzę jakiś własny autorski TAG, a może nawet kilka. :) Okazało się, że z blogiem ksiażkowym będzie tak samo, jak z moimi opowiadaniami - wręcz jestem, jak King, czyli po prostu sram pomysłami na prawo i lewo. Na ten wpadłam przypadkowo i ogłosiłam go już wcześniej na fanpage'u na facebooku. Na pierwszy rzut pójdzie moja internetowa znajoma, która zgodziła się zostać królikiem doświadczalnym i odpowiedzieć na kilka pytań. Nie wiem, jak to wszystko wyszło, a najbardziej nie wiem, jak mi poszła zabawa w reportera, więc piszcie szczerze co myślicie!

S: Na samym początku początku chcę zaznaczyć, że próbowałam wymyślić jakieś przykładowe pytania, ale zwyczajnie nic nie przyszło mi do głowy. Z tego powodu postanowiłam pobawić się w trochę w prawdziwego reportera, który zostaje zaskoczony i nie ma czasu przygotować się do rozmowy. Nauczyłam się też, że należy zadawać pytania poczynając od tych o ogół, a kończąc na szczegółach, więc zacznę od, możesz szczerze powiedzieć, banału i pewnie się takiego pytania spodziewałaś, ale... Jak to wszystko się zaczęło? Od jakiejś konkretnej książki, czy może raczej coś innego na ciebie wypłynęło?

W: Jak byłam małą dziewczynką nienawidziłam czytać książek! Wszystkie lektury mnie zrażały i ograniczałam się do streszczeń już w podstawówce. Pierwszą moją serią, którą przeczytałam z przyjemnością i dobrowolnie był... "Zmierzch". Pamiętam, że niesamowicie się wkręciłam, wydawało mi się to boskie, świetne i najlepsze na świcie. Myślę, że można mi to wybaczyć ze względu na fakt, iż miałam wówczas jedenaście lat.

S: Nie musisz się niczego wstydzić, bo pewnie znajdzie się wiele z nas, które w podobnym wieku szalało za tą serią. Potem w trakcie dorastania przejrzeli na oczy i zobaczyli jej wady. "Zmierzch" to typowa książka młodzieżowa, więc to nawet wskazane. Jest przeznaczona na pewien etap w życiu człowieka. Możesz pokrótce przedstawić, jakie etapy z danymi gatunkami przechodziłaś lub przechodzisz?

W: Zaczęłam od "Zmierzchu", a mimo wszystko po tej pozycji miałam ogromną przerwę od fantastyki. Stwierdziłam, że czytanie jest ciekawe i może stać się doskonałą formą spędzania wolnego czasu. Nie mogłam się powstrzymać od podkradania książek mojej siostrze, która w tamtym okresie czytała obyczajówki oraz powieści kobiece. Przeskok okazał się dość duży, ale to właśnie od podkradania książek, których autorką jest Monika Szwaja zaczęłam czytywać powieści obyczajowe. Następnie siostra wpakowała mi w ręce dzieła Dana Browna, co poskutkowało przeczytaniem wszystkich jego sześciu książek jedna po drugiej. Nie ominęły mnie również historie na faktach opowiadające o osobach niepełnosprawnych lub zmagających się z nowotworami. Horrory wcisnął mi mój najlepszy przyjaciel, więc przez pewien czas czytałam Grahama Mastertona. Z powieściami historycznymi spotkałam się jednak tylko w szkole i jakoś nie ciągnie mnie do tego. Co do klasyków literatury jak "Przeminęło z wiatrem" chociażby przekonała mnie mama. W wieku czternastu lat sięgnęłam także po książki o narkomani takie jak "My dzieci z dworca zoo", czy "Pamiętnik Narkomanki. Do fantastyki wróciłam dopiero w lutym tego roku, ponieważ to właśnie wtedy dałam drugą szansę "Harry'emu Potterowi", którego w wieku dwunastu lat obsmarowałam od góry do dołu. Nie potrafię jednak uszeregować tych gatunków w odpowiedniej kolejności.

S: Widzę, że duży wpływ miało (i być może wciąż ma) na ciebie środowisko. Między tymi książkami poleconymi czytasz coś, co wybrałaś sama dla siebie, czy może jednak tylko na tym opierasz swoje plany czytelnicze?

W: Od samego początku czytam to, co polecają mi ludzie. Nie widzę w tym jednak nic dziwnego. Zdaję sobie sprawę, że jest wiele pozycji, które wypada znać, a koniec końców czyta się mi je bardzo przyjemnie. Spokojnie mogłabym wymienić dwieście książek, które muszę przeczytać i wszystkie zostały polecone przez kogoś. Nie potrafię tego uniknąć, choćby z tego powodu, że oglądam około 10 booktuberów, a oni naprawdę potrafią zachęcić. Poza tym chciałabym znać to, co zna już większość, żeby dorzucić swoje trzy grosze i nie mieć trudności ze znalezieniem kogoś do dyskusji na temat danego tytułu.

S: Czyli nie widzisz nic złego w blogowaniu czy vlogowaniu o książkach? Spotykałam się już z bardzo skrajnie negatywnymi opiniami, jakobyś byli tylko i wyłącznie żebraczami darmowych książek od wydawnictw.

W: Skądże znowu! Jestem jak najbardziej na tak. Kocham poznawać opinię innych ludzi na temat jakieś powieści, ponieważ może zostać ona przedstawiona za każdym razem w całkowicie inni sposób. To cudowni ludzie, którzy dzielą się ze swoimi widzami/czytelnikami całą masą różnorakich emocji i dzięki nim możemy sięgnąć po genialne książki. Co więcej uważam, że takim osobą wręcz należą się darmowe egzemplarze książek, bo większość odwala kawał dobrej roboty, a zrecenzowanie to nie taka łatwa sprawa, jakby się mogło wydawać, nie mówiąc już o montażu filmów.

S: A gdybyś sama pewnego dnia wpadła na pomysł takiego dzielenia się swoimi odczuciami? Dołączyłabyś bez wahania, po dłuższej walce z samą sobą, czy może raczej zrezygnowałabyś od razu na starcie?

W: Niejednokrotnie chciałam dołączyć do blogowych recenzentów, ale rezygnowałam z tego pomysłu. Wynika to z faktu, że mam masę zajęć i nie czytam tak wielkich stosów jak niektórzy. Nie chciałabym, aby notki ukazywały się raz w miesiącu. Poza tym powstało tego bardzo dużo, więc myślę, że ciężko byłoby mi się przebić oraz wymyślić coś, co by mnie charakteryzowało.

S: Nie trzeba być książkkoholikiem i czytać dwudziestu książek miesięcznie, żeby prowadzić o tym bloga. Osobiście czytam jednego bloga, którego autorka podkreślała już kilkokrotnie, że nim jest jest – bardziej utożsamia się z kolekcjonerem, bo woli robić sobie przerwy między jedną a drugą książką. Wystarczy ruszyć trochę głową i wykazać się kreatywnością i między recenzje upchnąć jakiś post około książkowy, TAG czy wymyśloną przez siebie serię postów, a przynajmniej takie formy cieszą się dużą popularnością. Które z nich najbardziej ci się podobają? Czy może wolisz, żeby na blogu/kanale pojawiały się same recenzje?

W: Wiem, że nie trzeba nim być, żeby pisać o książkach, ale moim zdaniem jeden post na miesiąc mija się z celem jeśli chodzi o prowadzenie bloga, a na tyle obecnie pozwoliłby mi mój tryb życia. Osobiście kocham wszelkie rodzaje TAGÓW, niektóre podobają mi się bardziej od recenzji. Wynika to zapewne z faktu, że w TAGU możemy mówić o wielu książkach i uzasadniać swoje opinie, a konkretna recenzja dotyczy jednego utworu. Takie TAGI to zresztą znakomita zabawa zarówno dla wykonującego jak i czytelnika. Można wtedy lepiej poznać upodobania osoby, którą się obserwuje.

S: Skoro już mówimy o ulubionym rodzaju postów to może jeszcze wymienisz swoich ulubionych bloggerów/vloggerów? ;)

W: Anita z Book Reviews jest na samym szczycie - moje pierwsze odkrycie i od razu w dziesiątkę. Kobieta, która zaraża optymizmem, potrafi zachęcić do każdej książki jaką zapragnie, żebyśmy przeczytali. Cały czas się uśmiecha, posiada bardzo bogate słownictwo, opowiada w ciekawy sposób, a dobrego wspaniale się ją ogląda. Obejrzałabym każdy jej filmik, nie tylko o książkach. Według mnie to królowa polskiego BookTube'a . Marta z Secrets Book - podobnie jak Anita potrafi mnie przekonać do książki, jej recenzje są nietypowe, posiada ciekawe pomysły, a poza tym niejednokrotnie umie mnie rozbawić. Nie do każdego przemawia, ale ja jestem na tak. Poza tym mówi dużo o fantastyce, a ja znów chcę się wkręcić w ten gatunek. Darka z Więcek Książków - również dość znana na polskim BookTubie. Czyta ciekawe pozycje, umie przekonać do swoich racji, przyjemnie się ją ogląda. Poza tym potrafi mnie rozśmieszyć. Do dziś pamiętam jej filmik o kacu książkowym. Oglądam wielu książkoholików, ale to moja Złota Trójca.

S: No i zmierzając już powoli do końca, ale pozostając jeszcze w temacie blogowania i vlogowania chciałabym się oczywiście dowiedzieć, co tak naprawdę sądzisz o moim blogu? Jak sobie radzę z jego prowadzaniem? Z pisaniem recenzji? Wymyślaniem tematów na różnego rodzaju postów i wyzwań (choć dopiero mam po jednym na każdy ;))? No i z przeprowadzeniem tego wywiadu?

W: Czytam Cię już od samego początku. Wiem, że wkładasz całe serce w to co robisz i wróżę Ci wielką popularność. Lubię Twój sposób pisania recenzji, nigdy nie pomyliłabym autora. Do tego cenię sobie Twoje zdanie w kwestii książek i nie sądzę, żeby prędko się to zmieniło. Bądź systematyczna, pisz dalej tym samym stylem, a wszystko będzie świetnie. Czekam na kolejne wywiady z innymi książkoholikami. Dziękuję za ten wywiad.


S: To ja za niego dziękuję, a najbardziej za miłe słowa. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...