Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 20 sierpnia 2019

Zbrodnia po irlandzku - Aleksandra Rumin


Po przeczytaniu Zbrodni i Karasia byłam w stu procentach pewna, że nie jest to moja ostatnia przygoda z twórczością Aleksandry Rumin. Pozostało mi jednak czekać na pojawienie się nowych książek na rynku, ponieważ był to dopiero jej debiut. Tym większe było moje szczęście, kiedy poznałam tematykę kolejnej powieści autorki. Frajdą dla mnie jest nie tylko podróżowanie, ale również czytanie o kolejnych nietypowych miejscach do odwiedzenia - bo przyznajmy szczerze, kto z nas wybrał się kiedyś do Irlandii w celach turystycznych.

Biuro turystyczne "Hej Wakacje" wystawia ofertę wycieczki pod tytułem "Szmaragdowa Przygoda", czyli ośmiodniowy objazdowy pobyt w Irlandii. Jego właściciel zakochał się w kraju świętego Patryka i chciałby podzielić się tym z innymi. Wyjazd nie okazuje się jednak takim hitem, jak przewidywano, dlatego losowi klienci biura w ramach konkursu otrzymują vouchery na niego. W ostatniej chwili trzeba jednak zmienić pilota i na Wyspy musi polecieć niestabilny emocjonalnie alkoholik, któremu niebawem zaczną ginąć uczestnicy.

Szczerze powiedziawszy nawet nie przypuszczałam, że Zbrodnia po irlandzku spodoba mi się jeszcze bardziej niż jej poprzedniczka. Mam wrażenie, że druga powieść Aleksandry Rumin ma lepiej przemyślaną fabułę i jej tok cały czas zmierza w tym jednym obranym kierunku, a wątki poboczne są jedynie tłem dla głównej osi. Nasi bohaterowie zwiedzają Irlandię co rusz napotykając różne przewidywalne, jak i nieprzewidywalne przeszkody. Autorka w bardzo sposób wykorzystała tutaj różne stereotypy na temat kraju, jak i turystów różnych narodowości. Same momenty śmierci bohaterów są świetnie wykreowane na wypadki w wykonaniu nieostrożnych i lekkomyślnych odwiedzających. Największe wrażenie zrobiło na mnie zakończenie, choć co prawda skojarzyło mi się z jedną książką (podpowiedź: klasyka kryminału). Niemniej totalnie się go nie spodziewałam, ale było bardzo dobrze wyjaśnione i uargumentowane.

Postacie Zbrodni po irlandzku to barwny korowód ciekawych charakterów. Tomek stara się przed wszystkimi ukrywać swoje słabości i idzie mu to bardzo marnie, jednak stara się być odpowiedzialny. Bardzo przejmuje się, gdy coś podczas wycieczki nie idzie w dobrą stronę. Alan wyjechał do Irlandii w celach zarobkowych i już tam pozostał. Wtopił się w irlandzkie społeczeństwo. Baronowa Raszpla to harda starsza pani, która pod swoim okropnym zachowaniem skrywa ogromne serce. Mamy również dwie młode kobiety, dla których ważny jest wygląd oraz popularność, psychiatrę i dyrektora. Tutaj jednak wszystko może wydawać się pozorami.

Moim zdaniem druga powieść Aleksandry Rumin jest jeszcze lepsza niż poprzednia. Zdecydowanie lepiej odnalazłam się w jej osi fabularnej oraz przywiązałam do bohaterów. Przede wszystkim jednak wielokrotnie zostałam zaskoczona i  jeszcze więcej się śmiałam. Obie powieści autorki bardzo lubię, jednak Zbrodnia po irlandzku sprawiła, że z jeszcze większym zniecierpliwieniem oczekuję na kolejne historie.

niedziela, 17 marca 2019

zbrodnia i karaś - aleksandra rumin


Możecie mi wierzyć albo nie, ale pojawienie się dwóch recenzji książek o niemal identycznych tytułach pod rząd to totalny przypadek. Nie planowałam tego jakoś bardzo, a poza tym lekturę tych dwóch powieści dzieli tak naprawdę kilka dobrych miesięcy. Przypadkiem nie jest jednak to, że to właśnie ta pierwsza skłoniła mnie do sięgnięcia po tą drugą. Na tyle uwielbiam historię Raskolnikowa, że nie mogłam przejść obojętnie obok debiutu Aleksandry Ruminy. Zapowiada on coś w rodzaju zabawnego retellingu. Czujecie się zaciekawieni?

W profesorskiej łazience na kampusie Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego dwie sprzątaczki odnajdują zwłoki znienawidzonego przez studentów i grono wykładowców, Ernesta Karasia. W tym czasie w budynku przebywało tylko dziesięć osób i każde z nich ma motyw, aby pozbyć się profesora. Policja szybko uznaje ten incydent za nieszczęśliwy wypadek. Czy aby na pewno tak było?

Pierwsza powieść Aleksandry Rumin to przede wszystkim ukazanie niektórych postaci i społeczeństw w krzywym zwierciadle, w szczególności mowa tutaj o studenckiej codzienności na UKSW w Warszawie. Samą fabułę podzieliłabym na dwie części - moment śmierci Karasia i to, jak wpłynęła ona na życie dziesiątki jego potencjalnych zabójców. I przyznam szczerze, że wielokrotnie nie tylko mnie zaskakiwała, ale również wywoływała szeroki uśmiech i niepohamowane wybuchy śmiechu. Autorka świetnie poradziła sobie ze stworzeniem dobrej komedii. Co najśmieszniejsze, w przeciwieństwie do Zbrodni i Kary, w powieści Rumin bohaterowie skończyli zupełnie inaczej niż Raskolnikow. Inspiracja jest niezwykle subtelna. No i jeszcze zakończenie! Takiego totalnie bym się nie spodziewała.

Oprócz zabawnej i wciągającej fabuły, autorka przekazuje nam również całą paletę barwnych bohaterów. Od samego Karasia, który umie wykorzystać sytuacje oraz nieszczęście innych, poprzez sprzątaczki bizneswoman, kibola homoseksualistę, czy księdza z klątwą niespotykanej urody i uzależnieniem od hazardu po leniwych studentów z bogatych domów. Osobiście najbardziej polubiłam maskotkę uczelni, wielkiego rudego kocura Stefana i menela Bolka, który miał ogromną smykałkę do interesów.

Aleksandra Rumin z niezłym rozmachem wkroczyła w rynek komedii kryminalistycznych i mam nadzieję, że zostanie tam na dłużej. Jej powieść jest nie tylko zabawna, ale i zaskakująca, wzbudzająca refleksje nad niektórymi zachowaniami. Do tego ma świetnych bohaterów z wyrazistymi charakterami oraz poświęciłam im wszystkim odpowiednią uwagę. Serdecznie polecam tą powieść wszystkim fanom dobrze wyważonych komedii.

czwartek, 21 lutego 2019

czarcie słowa - grzegorz wielgus


Powieści Grzegorza Wielgusa to dla mnie ogromne wyjście z mojej strefy komfortu, co w ostatnich miesiącach bardzo często mi się zdarza. Nigdy nie sądziłabym, że w poszukiwaniu nowych wrażeń zabrnę w gatunki, których wcześniej nienawidziłam i będzie to spotkanie bardzo udane. Historia do tej pory kojarzyła mi się z moim znienawidzonym przedmiotem w szkole, jednak dzięki literaturze - nawet naszej rodzimej - zyskuje zupełnie inne znaczenie, które podoba mi się zdecydowanie bardziej. Milej przyswaja mi się losy bohaterów w tle jakiś pamiętnych wydarzeń niż je same.

Gotfryd, Jaksa i Lambert po latach znowu się spotykają, tym razem na dworze księcia Dolnej Bawarii. Zbliża się ważny turniej rycerski, na który przybędzie sam niemiecki władca, Rudolf Habsburg. Jednak bytność inkwizytora nie zwiastuje nic dobrego. W okolicznych lasach chłopi giną rozszarpani, jak przez dzikie zwierzę, w otoczeniu napisów wyrytych na pniach drzew. Tymczasem podczas polowania ktoś chce zabić samego księcia.

Pęknięta Korona i Czarcie Słowa to dwie zupełnie różne historie, które łączą tylko bohaterowie. Bez obaw możecie czytać je osobno, choć ja bardzo cieszę się, że dałam szansę obu w dokładnie tej kolejności. Nie przeszkadza to w zrozumieniu fabuły czy przekazu, ale pogłębia relacje między postaciami. Tym razem Wielgus stworzył dwa osobne, wiodące wątki, aby na koniec połączyć je morałem w genialną całość. Poza tym powieść miała świetny klimat, który cały czas trzymał w napięciu - szczególnie sceny z miejsc zbrodni położonych w samym środku lasu. Wszystko podsycało wiele zwrotów akcji. Chyba najbardziej wciągnęła mnie walka polskiego rycerza z tajemniczym Titivilliusem, a zaraz po niej śmierć jednej z moich ulubionych postaci. Mam jednak wrażenie, że sprawie zamordowanych wieśniaków poświęcono zbyt mało miejsca niż na to zasługuje. Była zdecydowanie ciekawsza niż spisek dziejący się na bawarskim dworze, a mimo wszystko to jakby on grał nieco główniejsze skrzypce.

Gotfryd to nadal ten sam ponury i cichy zakonnik z ogromną wiedzą i inteligencją, ale dzięki wydarzeniom z Czarcich Słów, a dokładniej spotkaniu ze starymi znajomymi, poznajemy go bardziej. Szczególnie mowa tutaj o czasach sprzed wstąpienia do zakonu i przyznam szczerze jest to dla mnie zupełne zaskoczenie. Nigdy nie sądziłabym, że tak wyglądało jego życie, a z drugiej strony jakoś zdobyć swoje niezwykłe umiejętności. Bardzo lubię również to, jak pogłębiła się przyjaźń między Jaksą i Lambertem. W szczególności pokazuje to ich pojedynek w trakcie turnieju, przy okazji wywołując niepohamowany atak śmiechu. Do tego poza giermkiem Jaksy, do gustu przypadł mi jeszcze syn księcia bawarskiego Otton, ale o nich niestety nie mogę już wam za dużo powiedzieć, bo zdradziłabym wiele najważniejszych wątków.

Powieści Grzegorza Wielgusa pozwoliły się otworzyć na historię ludzkości (poza antykiem, bo go zawsze kochałam), ponieważ wreszcie nie było to nudne wkuwanie dat na pamięć. Wręcz przeciwnie, poznałam tamte od podszewki, czyli oczami ludzi żyjących w tamtych czasach. Było ciekawie i zaskakująco, a do tego sami bohaterowie nie pozwolili się nudzić. Na pewno polecam tą historię miłośnikom opowieści o rycerzach czy samej historii, ale również kryminałów, bo w końcu również o tym ta powieść jest.

sobota, 12 stycznia 2019

wiara, miłość, śmierć - petter gallert, jorg reiter

Od bardzo dawna nie czytałam żadnego kryminału, w szczególności dobrego kryminału. Miałam problem z tym gatunkiem, ponieważ nic - poza sprawdzonymi autorami - nie było w stanie mnie zadowolić i szybko odkładałam takie książki na bok. Również przed powieścią niemieckiego duetu miałam pewne opory. Stwierdziłam jednak, że chcę zaryzykować i tym razem naprawdę mi się to opłaciło.

Martin Bauer jest policyjnym duchownym - pomaga ofiarom zbrodni poradzić sobie z traumą czy przekazuje rodziną złe wieści. Pewnego dnia jeden z funkcjonariuszy chce skoczyć z mostu, a księdzu udaje się go uratować. Jednak kilka godzin później Keunert rzuca się z kilkupiętrowego parkingu. Śledczy nie mają wątpliwości co do samobójstwa, ale Bauerowi intuicja podpowiada, że mężczyzna tak naprawdę nie chciał umrzeć.

Historia Pettera Gallerta i Jorga Reitera poza tym, że jest bardzo ciekawym kryminałem to porusza kilka naprawdę trudnych i kontrowersyjnych tematów, przez co momentami niełatwo jest się w nią wgryźć. Sama fabuła ukazana jest z kilku perspektyw, dzięki czemu mamy pełne spojrzenie na ukazaną sytuacje, a do tego wielokrotnie jesteśmy zaskakiwani przez nieoczekiwane zwroty akcji. W pewnym momencie wszystko zaczyna się zazębiać i układać w logiczną całość, która niesamowicie mnie satysfakcjonuje. Ma takie fajne słodko-gorzkie zakończenie.

Poza głównym tematem powieści, czyli motywem upozorowanego samobójstwa, mamy okazje obserwować wiele ciekawszych wątków pobocznych. Sam Martin Bauer zmaga się z kryzysem wiary czy problemami z nastoletnią córką oraz wyrzutami ze strony żony, że zbytnio skupia sie na pracy. Małżeństwo Keunerta również nie było sielankowe, ale w tej sprawie niezbyt wiele chcę wam zdradzić. Na sam koniec najważniejsza rzecz, czyli historia pewnych rumuńskich dziewcząt, które zostały zmuszone do pracy w nielegalnej agencji towarzyskiej.

Bardzo polubiłam główną postać. Człowiek niezwykle kochający swoją pracę i rodzinę oraz ludzi wokół, zawsze starający się znaleźć słowa pocieszenia. Do tego niezwykle cierpliwy dla swojej córki i żony. Jednak podczas służby w policji zaczyna popadać w kryzys światopoglądowy. Tilo Keunert wychowywał się w niezbyt dobrej dzielnicy, co odbiło się na jego zachowaniu oraz przede wszystkim relacjach z ojcem. Gdy wszedł w nastoletni bunt, przestało imponować mu to, że jest synem policjantem. Jego stratę odczuł jednak bardzo dotkliwie, okazując to na swój własny sposób. Nie bardzo polubiłam Verenę Dohr, z którą Bauer współpracował. Udawała świetnego policjanta, ale swoje miała za uszami. Mariana była nieco naiwna i miała zbyt wygórowane wyobrażenie o życiu w wielkim mieście. Za to Lacrima niezwykle podła i samolubna.

Podsumowując Wiara, Miłość, Śmierć to bardzo dobra powieść kryminalna. Nie tylko trzyma w napięciu i zaskakuje, ale również porusza kilka trudnych tematów. Jej najmocniejszym punktem są bohaterowie oraz relacje między nimi, w szczególności te rodzinne, które napędzają całą historię. Mam nadzieję, że powstaną kolejne tomy o policyjnym duchownym i będą równie dobre.

środa, 13 czerwca 2018

miasto świętych i złodziei - natalie c. anderson


W trakcie kontynuowania swoich poszukiwań thrillera idealnego, którego nie napisałby któryś z już znanych mi autorów, natrafiłam na wiele naprawdę pozytywnych słów o Mieście Świętych i złodziei. Gdzieś wśród nich przewinęło się nawet porównie do bezkonkurencyjnej trylogii Stiega Larssona. Ostatecznie przekonała mnie ono w tym, że powinnam sięgnąć po powieść Natalie C. Anderson, choćby żeby przekonać się ile w tym prawdy. Mimo, że doskonale zdaje sobie sprawę, ile są warte takie rekomendacje.

Przed pięcioma laty matka Tiny została zamordowana w gabinecie swojego wysoko postawionego przełożonego. Od tamtej pory w imię zemsty szesnastolatka, wraz z pomocą ulicznego gangu, nieubłaganie dąży do wymierzenia mu sprawiedliwości. Gdy zaczyna wcielać długo przygotowywany plan w życie, przez jeden mały błąd wszystko bierze w łeb, a ona zmuszona jest do rozważenia, że to ktoś inny nacisnął wtedy spust.

Miasto Świętych i Złodziei to powieść sensacyjna, która zdecydowanie lepiej wypada pod względem poruszanych problemów społeczności afrykańskiej niż samym wątku kryminalnym. Większość wydarzeń, faktów czy nawet sama tożsamość zabójcy i jego motyw jakoś nieszczególnie mnie zaskoczyły. Nie było tego szoku po ujawnieniu całego rozwiązania. Przyjęłam je z obojętnością. Inaczej sprawa ma się co do zarysu świata, w którym przyszło żyć głównej bohaterce. Ucieczka z ogarniętej wojną ojczyzny, lata spędzone u boku bogatej rodziny jako przedstawiciel służby, a następnie życie w slumsach, wstąpienie do ulicznego gangu, wieloletni trening, a nawet powrót do ojczyzny i poznanie prawdy o swoich korzeniach. Anderson opisała to wszystko w bardzo zgrabny oraz barwny sposób. Niestety nie wystarcza to abym bezapelacyjnie zakochała się w tej książce, a szkoda. Ogromna szkoda, bo był na to potencjał.

Wbrew pozorom moim ulubionym bohaterem zostaje największa nieobecna całej historii, czyli matka Tiny. Anju to niezwykle silna kobieta, która pomimo przeciwności losu i piekła, która przeszła w Kongu, nie boi się mówić prawdy i pogrążania złych ludzi. Robi wszystko, aby uchronić swoje córki przed tym, co spotkało ją samą. Tina ma od niej zupełnie inny charakter - jest niesamowicie prostolinijna, niustępliwa, lubi chadzać własnymi ścieżkami i przestrzegać swoich zasad. Kiki jest niezwykle mądra i ambitna. Szkoda, że jej postać zyskała małe pole do popisu. Poza tym bardzo polubiłam również Michaela - chłopaka z bogatego domu, ale nie bojącego się ubrudzić sobie rąk i zapatrzonego w swojego ojca - czy geniusza komputerowego i jednocześnie najprawdziwszego geja, Boyboya. Właściwie każdy bohater odgrywający jakąś ważniejszą rolę ma całkiem nieźle zarysowany charakter i ciekawą historię.

Powieść Natalie C. Anderson ma właściwie dwie strony medalu. Z jednej strony słaby główny wątek kryminalny, a z drugiej genialne tło społeczne, poruszone wiele problemów ludności Czarnego Kontynentu oraz ciekawi bohaterowie. Sprawia to, żę nie do końca jestem pewna co powinnam o niej sądzić. Na pewno nie mogę jej nazwać genialną, ale myślę, że chyba jednak warto sięgnąc i poznać historię Tiny, a nuż wy się w niej zakochacie. Tego nie wykluczam, ale ja widzę w niej to znaczące niedocięgnięcie.

piątek, 8 czerwca 2018

mała baletnica - wiktor mrok


Wielkrotnie pisałam już o zmianach, jakie zachodzą w moim guście czytelniczym w przeciągu ostatnich dwóch trzech lat. Zdarza mi się już sięgać po młodzieżówki, ale coraz rzadziej. Raczej szukam historii z przesłaniem, poruszających ważne tematy społeczne, klasyków czy po prostu poważniejszej fantastyki i horroru, a także - już w tej chwili sporadczynie - thrillerów. Po przeczytaniu tekstu, a właściwie już samego opisu fabuły, dojdziecie do tego, w których z tych punktów idealnie wpasowuje się Mała Baletnica i mam nadzieje, że zrozumiecie, dlaczego nie mogłam przejść obok niej obojętnie.

W trakcie dochodzenia w sprawie zabójstwa kobiety z prestiżowej, moskiewskiej dzielnicy policyjni śledzczy trafiają na trop dużej afery z pedofilią w tle. Niebawem okazuje się, że ofiara była zamieszana w produkowaniu na ogromną skalę pornografii z udziałem dzieci w wieku od sześć do piętnastu lat. Pomiędzy nieustępliwym dążeniami do ujawnienia odpowiedzialnych za rosyjskie child porn industry, od kuchni przedstawiane są realia jego prowadzenia na przestrzeni lat. Cała historia oparta jest na prawdziwych wydarzeniach.

Wiktor Mrok okazałby się bardzo rzeczowy i rzętelny w przedstawieniu faktów oraz ciągu wydarzeń fabuły. Trzeciosobowy narrator, pomimo wielu wstrząsających scen, nie daje się ponieść emocjom. Samo śledztwo jest przedstawione w bardzo szczegółowy i interesujący, a także wielokrotnie zaskakuje faktami, do których dochodzą funkcjonariuesze rosyjskiej policji oraz samą tożsamością mordercy kobiety. Ze strony przemysłu pornograficznego również wszystko zostało dopięte na ostatni guzik - sprawa rodziców, przekonania dzieci do pozowania czy pierwszych kroków tego biznesu w internecie. Wszystko to sprawie oczywiście, że na pewno nie jest to historia przeznaczona dla osób o słabych nerwach i szczególnie uwrażliwionych na krzywdzę najmłodszych. Uważam jednak, że ze względu na sam poruszany temat warto zapoznać się z Małą Baletnicą. Niestety w tym wszystkim wkradł się dość znaczący błąd, na który muszę zwrócić uwagę - na początku książki otrzymujemy informacje, iż bohaterka przyszła na świat w 1982 roku, a główna oś fabularna ma miejsce w 2017. Tymczasem cały czas wspomina się, iż ma około 45 lat, kiedy tymczasem powinna ich mieć dokładnie 35.

Fabuła oraz sposób opowiedzenia historii genialnie wyszło autorowi, jednak jako najlepszy element całości wymieniłabym bohaterów. Przede wszystkim Anastazję, wokół której kręci się cała historia, wraz z jej mrocznym dzieciństwem oraz Sewarę. Niezwykle wrażliwą i silną policjantkę, która posiada niezwykły niezwykły talent do interakcji międzyludzkich. Alona ze swoim pracoholizmem oraz cudownymi relacjami z mężem. Żartwoniść i imprezowicz Sasha, który zawsze doskonale przykłada się do swoich zadań. Nawet postacie ściśle związane z child porn industry posiadali mniej lub bardziej rozbudowane charaktery.

Mała Baletnica jest książką, która porusza bardzo ważny i kontrowersyjny problem społeczny. Autor postarał się, żeby w trakcie przedstawiania nam tych wydarzeń narratora nie ponosiły zbytnio emocje, przelał te uczucia na odpowiednich bohaterów. Widać również starania o zaciekawienie czytelnika oraz świetny research. Zaś właśnie te postacie są według mnie najważniejszym atutem powieści. Jak pisałam wyżej polecam zapoznanie się z nią, choćby ze względu na poruszaną tematykę. Tutaj została przedstawiona we właściwy oraz wciągający sposób.


poniedziałek, 27 listopada 2017

czerwone jak krew - salla simukka


Odkąd tylko dowiedziałam się o istnieniu Czerwone jak krew była mi ona niemal, jak wrzód na tyłku. Pojawiała się wszędzie i kusiła swoim pochodzeniem. Do pewnego momentu nawet nie wiedziałam o czym w ogóle jest, ale i tak bardzo chciałam ją przeczytać. Jeszcze bardziej zachęcały mnie do tego pozytywne opinie innych znajomych, którzy za Finlandią aż tak nie szaleją. W końcu przyszedł i mój czas, aby zapoznać się z tą historią. Czy mi się spodobała?

Lumikki Andersen zamieszkuje w Tampere, w obskurnej kawalerce i uczęszcza do elitarnego liceum plastycznego z dala od domu, aby uciec przed traumatyczną przeszłością. Tymczasem na miejscu czekają ją kolejne niespodziewane trudności. Pewnego poranka w szkolnej ciemni znajduje porozwieszane do wysuszenia banknoty, a przez swoją dociekliwość i bezinteresowność zostaje wplątana w aferę narkotykową.

Nie spodziewałam się niczego wielkiego po tej książce, bo nie dość, że to młodzieżówka to jeszcze coś w rodzaju thrillera czy kryminału, których ostatnio mam po dziurki w nosie i do tego dość krótka. Paradoksalnie jednak jej całokształt niesamowicie mnie urzekł. Na pewno będę chciała sięgnąć po dalszy ciąg. Fabuła pomimo swojej prostoty niezwykle mnie wciągnęła, a nawet w wielu momentach zaskoczyła. Wplątanie grupki nastolatków w przestępczy światek wyszło autorce niezwykle wiarygodnie. Cały czas serwowała nam mocne zwroty akcji. Znalazło się również miejsce na wyjaśnienie przeszłości Lumikki oraz rozbudowanie ciekawyego charakteru. Do tego zamknięte zakończenie pobudza mocno pobudza wyobraźnie co do dalszego ciągu.

Główna bohaterka to postać bardzo niepozorna. Po tym co przeszła w poprzedniej szkole stara się nie zwracać na siebie uwagi, nie wyróżniać się z tłumu ani nie przywiązywać do miejsc czy osób. Jednak gdy pozna się ją bliżej to można zobaczyć niezwykle wrażliwą, inteligentną oraz rezolutną młodą dziewczyną, która całkiem dobrze zna się na byciu detektywem. Elisa to taka typowa najpopularniejsza dziewczyna w szkole - zawsze idealnie ubrana i umalowana, z gromadą przyjaciółek i bogatymi rodzicami. Wydarzenia w Czerwone jak krew niesamowicie ją zmieniły. Skupiła się na tym co ją interesuje i potrafi, żeby wykorzystać to w swojej przyszłości zamiast spełniać oczekiwania rodziców. Bardzo łatwo pogodziła się ze stratą luksusów. Chłopacy nieco gorzej wypadli, bo nawet nie pamiętam już ich imion, ale niczym się nie różnili od osób, w których towarzystwie obracała się Elisa. Mam mieszane uczucia, co do ojca dziewczyny, ponieważ z jednej strony chciał jak najlepiej dla swojej rodziny, a z drugiej nie szukał legalnego sposobu na zapewnienie im tych wszystkich wygód. Jeśli chodzi zaś o kartel narkotykowy to w sumie najbardziej zaskoczyła mnie tożsamość Białego Niedźwiedzia, czyli ich przełożonego, bo pozostałe postacie są jedynie dobrym przedstawieniem mafioza.

Czerwone jak krew czytało mi się bardzo dobrze i szybko. Akcja była ciekawie zbudowana, wciągająca oraz przede wszystkim zawsze czekało na nos coś zaskakującego. Najbardziej jednak do gustu przypadła mi główna bohaterka. Jej charakter został ciekawie przedstawiony, choć pozostali bohaterowie nie do końca byli zapamiętywalni. Mam nadzieję, że szybko uda mi się sięgnąć po kolejny tom, a wam serdecznie polecam historię Lumikki.


poniedziałek, 9 października 2017

dziewczyna, która igrała z ogniem - stieg larsson

 

Jeszcze całkiem niedawno uwielbiałam kryminały oraz wszelkie thrillery czy horrory z wątkiem śledztwa i czytałam je w bardzo dużych ilościach, zwłaszcza latem. Jednak styczność z twórczością Agathy Christie coś we mnie zmieniła. Ogromne rozczarowanie, które poczułam po zapoznaniu się z dwiema jej książkami sprawiły, że zaczęłam ostrożniej dobierać sobie lektury z tego gatunku. Bardziej polegam na sprawdzonych autorach i rzadko decyduje się sięgnąć po kogoś nowego. Na początek tego okresu przyszła mi ochota na przeczytanie bestsellerowej serii Millenium Stiega Larssona. Nie powiem, że byłam przerażona, że te grubaski mi się nie spodobają i tylko stracę na nie swój cenny czas. Było jednak wręcz przeciwnie Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet jest jednym z najlepszych i najbardziej dopracowanych kryminałów, jakie kiedykolwiek czytałam, a kontynuacja depcze mu po piętach.

Lisbeth po rozwiązaniu sprawy zaginięcia Harriet Vanger i ogromnym zawodzie miłosnym, wyjeżdża w podróż po świecie. Przez wiele miesięcy nie kontaktuje się ze swoimi bliskimi. Tymczasem w Sztokholmie Mikael, wraz z nowym współpracownikiem Dagiem Svenssonem i jego narzeczoną Mią Bergman, pracuje nad kolejnym wielkim tematem w historii Millenium - traffickingiem, czyli sprowadzeniem młodych dziewczyn z dawnego bloku wschodniego do Szwecji, aby wykorzystać je w branży seksualnej. Książka mężczyzny ma zamiar ujawnić wiele nazwisk wysoko postawionych urzędników oraz funkcjonariuszy, którzy brali udział w tym procederze. Powrót Lisbeth do kraju zbiega się w czasie z makabrycznymi wydarzeniami w życiu dwójki nowych bohaterów. Wpada w samo ich centrum i zostaje głównym podejrzanym. Zaczynają się szaleńcze poszukiwania, ponieważ dzięki swoim umiejętnością unikania systemu, jest dla nich niemal niewykrywalna. 

Ponownie rozwiązanie zagadki nie było dla mnie jakimś wielkim szokiem i zaskoczeniem, ponieważ domyślałam się go od początku. Sądzę jednak, że nie była ona głównym elementem tej historii, a autorowi bardziej chodziło właśnie aby poprzez to śledztwo dogłębniej przedstawić postać głównej bohaterki. Jestem więc w stanie wybaczyć niedociągnięcia w tym wątku. Tym bardziej, że to, na czym najbardziej mi zależało w Dziewczynie, która igrała z ogniem był właśnie wątek Lisbeth i ani trochę na nim nie zawiodłam. Dodatkowo po raz kolejny dostałam niesamowity popis umiejętności pisarskich oraz świetny research. Podobnie, jak w pierwszym tomie Stieg Larsson bardzo dokładnie, ale w przystępny sposób, przedstawia wszystkie zagadnienia i zawiłości fabularne. Samo zakończenie wgniata w fotel.

Lisbeth Salander jest niezwykle uzdolnionym hakerem i socjopatką. Jednak w tym tomie autor skupia się bardziej na przedstawieniu demonów jej przeszłości, które wraz z researchem dwójki nowych bohaterów powracają. Nigdy nie spodziewałabym się, że coś takiego mogło się wydarzyć w dzieciństwie dziewczyny, ale dzięki temu zrozumiałam jej zachowanie, stosunek wobec władzy i przede wszystkim jej postać bardziej do mnie dotarła. Powiem nawet, że zaczęłam jej współczuć i podziwiać. Jako dziecko wykazała się naprawdę wielką odwagą.

Zaś jeśli chodzi o pozostałych bohaterów to nadal uwielbiam Mikaela i w tym tomie żałowałam go niemal podobnie, jak Lisbeth. Facet za wszelką cenę chciał odnowić kontakt z dziewczyną, bo ewidentnie stała się ona dla niego kimś więcej. Ogromnie irytowało mnie to, że nie dała mu się wytłumaczyć, a z drugiej rozumiałam, że to jej naturalne zachowanie. Dragan wciąż zachowywał się, jak starszy brat i niesamowicie martwił się o Lisbeth. Erika wkurzyła mnie nieco swoich zachowaniem, ale również jej pobudki rozumiem. Trochę szkoda, że nie mogłam bliżej poznać Daga i Mii, bo myślę, że byli naprawdę świetną parą.

Dziewczyna, która igrała z ogniem to naprawdę świetnie dopracowana oraz wnikliwie opisana historia socjopatki, która przeszła w życiu coś niesamowicie okropnego. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi. Wpleciona została w głośną sprawę kryminalną. Choć nie zawsze zaskakuje to mimo wszystko wywołuje szok i niedowierzanie. Jest równie świetna, a może nawet lepsza od swojej poprzedniczki, ale na pewno zachęca do kontynuowania trylogii.

wtorek, 22 sierpnia 2017

"Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Stiega Larssona

okładka, stieg larsson, mężczyźni którzy nienawidzą kobiet, milleniumAutor: Larsson Stieg 
Przekład: Walczak-Larsson Beata
Tytuł polski: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Tytuł oryginalny: Män som hatar kvinnor
Seria: Millenium #1
Wydawnictwo: Czarna Owca 
Wydanie polskie: 2008
Wydanie oryginalne: 2005
Liczba stron: 633
Moja ocena: 7/10

Staram się ograniczać ilość czytanych kryminałów czy też thrillerów z wątkiem kryminalnym, ponieważ im więcej po nie sięgam tym coraz bardziej przewidywalne się stają. Są jednak książki, które we własnym mniemaniu powinnam znać, ponieważ czuję, ze społeczeństwo literackie słusznie przyznało im miano bestsellera. Do tej grupy należy właśnie trylogia Millenium autorstwa Stiega Larssona i w końcu po długich zbieraniach się do niej przebrnęłam przez tę historię, a jedyne co mogę powiedzieć to, że jestem zadowolona z lektury oraz kompletnie rozczarowana zakończeniem.

Mikael Blomkvist jest jednym z najbardziej kontrowersyjnych dziennikarzy ekonomicznych w Szwecji. Jednak przy jednym z ostatnich artykułów popełnił karygodny błąd i gigant finansowy oskarżył go o zniesławienie. Zaraz po ogłoszeniu wyroku skazującego otrzymuje nietypową propozycje pracy od byłego prezesa wielkiego, obecnie upadającego koncernu. Pod pretekstem spisanie losów rodziny Vanger ma zbadać sprawę zaginięcia ciotecznej wnuczki zleceniodawcy. Przed około trzydziestoma laty, wówczas szesnastoletnia Harriet zniknęła bez śladu z odciętej od świata wysepki. Przez wiele lat prowadzono szeroko zakrojone poszukiwania, jednak przyniosło to zerowe skutki. Czy śledztwo Mikaela rzuci nowe światło na sprawę? Czy rodzina w końcu otrzyma odpowiedź, co stało się z dziewczyną?

Do stylu pisania Stiega Larssona wręcz nie można się przyczepić, ponieważ odwalił kawał niesamowitej roboty przy tworzeniu tej książki - szczególnie jeśli chodzi o research. Z ogromną pieczołowitością starał się wyjaśnić każde zagadnienie czy to prawnicze, ekonomiczne czy z jakiejś innej dziedziny. Z taką samą skrupulatnością opisywał wszelkie zawiłości fabularne. Pomimo iż w rzeczywistości przez większość książki nie działo się nic szczególnie pochłaniającego to wręcz nie mogłam się od niej oderwać i przeczytałam tę cegiełkę w stosunkowo krótkim okresie czasu, właśnie za sprawą pióra autora. Jego słowami nawet najtrudniejsze formułki stawały się pasjonującym elementem codziennego życia szwedzkiego społeczeństwa, które momentami przybierało wymiar globalny.

Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet niosą za sobą przesłanie odnoszące się do seksualnego wykorzystania kobiet. Nakłania je do odłożenia na bok strachu przed swoim oprawcą, aby się od niego uwolnić, niekoniecznie przy pomocy odpowiednich służb państwowych, ale także we własnym zakresie. Porusza również temat socjopatów - osób, które nie potrafią podporządkować się zasadom współżycia społecznego. Szczególnie podobało mi się istnienie w otoczeniu znajomych, którzy traktowali ich, jak całkowicie normalnych i pełnowartościowych ludzi, a nie psychopatów czy "niedorozwojów". Dla nich oni po prostu rozumowali w inny, nieszablonowy sposób, a co za tym idzie można było im całkowicie zaufać i pozwolić żyć na własnych zasadach, zamiast kontrolować na każdym kroku.

Sama historia kryjąca się za zniknięciem Harriet nie była jakoś szczególnie zaskakująca, ale gdybym otrzymała takie same wskazówki i kłamstwa jak Mikeal, czyli po prostu stanęła na jego miejscu, to w życiu nie domyśliłabym się od razu. Brakowała mi jednak odrobiny efektu zaskoczenia, który wprawiłby mnie w osłupienie i skłonił do wykrzyczenia "ale że jakim cudem ja się tego nie domyśliłam?!". Dużo bardziej wpłynęło na mnie to, co bohaterowie uczynili z prawdą. Nie mogę uwierzyć z jaką łatwością przyszło im zamiecenie pod dywan czegoś tak karygodnego i kontrowersyjnego, co według mnie powinno niezwłocznie ujrzeć światło dzienne. Nie trafia do mnie tłumaczenie bohaterów, dlaczego postanowili to uczynić.

Jeśli zaś chodzi o nich samych to Larsson zafundował nam mocno różnorodną gamę całkiem dobrze dopracowanych bohaterów, do których mam całkowicie różne stosunki. Na przykład bardzo polubiłam Mikaela za jego drobiazgowość i chęć przedstawiania ludziom prawdy na temat brudów rynku finansowego w Szwecji, a już do samej Lisbeth Salander, która w pewnym momencie dołączyła do niego przy sprawie Harriet, mam nieco mieszane uczucia. Zdaje sobie sprawę, że jest ona wyżej wspomnianym socjopatą, jednak nie widzę w jej przeszłości zdarzenia, które doprowadziło jej umysł do takiego stanu. Nie rozumiem pobudek, które kierują nią w pewnych sytuacjach. Zaś z kolei Henrik Vangera, zleceniodawca Mikaela, oraz większość jego rodziny jest mi całkowicie obojętna. Traktowałam ich bardziej, jako przedmiot badań, co powinien był uczynić również główny bohater.

Uważam, że Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet to bardzo dobra książka, która zasłużyła na szum medialny, który wokół niej powstał. Stieg Larsson przy jej pisaniu przyłożył się do każdego szczególiku oraz wyczerpująco wyjaśnił wszystkie zawiłości prawne i ekonomiczne, które mogą być niezrozumiałe dla przeciętnego człowieka. Poza tym poruszył kilka trudnych i kontrowersyjnych tematów, którymi zmusił mnie do refleksji. Samo rozwiązanie zagadki ostatecznie niezbyt mnie zaskoczyło, ale sposób w jaki została potraktowana wywołał we mnie niezwykle negatywne odczucia, choć realności nie mogę tej sytuacji odmówić. Także, jeśli zastanawiacie się nad jej przeczytaniem to ja gorąco was do tego zachęcam, ponieważ nie jest to książka łatwa, prosta i przyjemna, a wręcz przeciwnie może was niezwykle oburzyć czy zniesmaczyć.

środa, 24 maja 2017

"Grimm City. Bestie" Jakuba Ćwieka

okładka, grimm city. bestie, jakub ćwiekAutor: Ćwiek Jakub
Tytuł polski: Grimm City. Bestie
Seria: Grimm City #2
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Wydanie polskie: 2017
Liczba stron: 358
Moja ocena: 8/10

Spotkanie z pierwszym tomem Grimm City było niezwykle udane. Jakub Ćwiek pokazał mi się z zupełnie innej i bardziej dojrzalszej strony niż w swoim debiucie, Kłamcy. Stworzył pełnokrwistą powieść kryminalną osadzoną w genialnie skonstruowanym, mrocznym świecie, opartym na ulubionych baśniach z mojego dzieciństwa. Dzisiaj przyszedł czas na zmierzenie się z kolejnym tomem tego cyklu, który według mnie jest jeszcze lepszy.

Zabójstwo głowy jednej z gangsterskich rodzin staje się tematem numer jeden w Grimm City. Mimo, że sprawca zostaje szybko ujęty i postawiony przed sądem, to paraliżuje to główny środek utrzymania mieszkańców oraz ucisza wszystkie inne, ważne informacje. Wśród nich znajduje dochodzenie w sprawie Drwala, który porywa i ćwiartuje siekierą młode kobiety. Śledztwo zostaje przekazane w ręce komisarza Evansa. Po nieujęciu mordercy komisarza Wolfa, właśnie od niej zależy jego być albo nie być. Tymczasem w zapomnianej części miasta były bokser, Emeth Braddock, podejmuje się znalezienia zwyrodnialca na własną rękę.

Mam wrażenie, że brakuje mi słów na opisanie, jak genialna była to książka, ponieważ przebrnęłam przez nią, jak burza. Czytało mi się naprawdę świetnie i szybko, a teraz nie umiem wykrztusić z siebie słowa na jej temat. Jakubowi Ćwiekowi po raz kolejny udało się mnie kompletnie zaskoczyć i zachwycić swoją twórczością szczególnie, że tym razem była to historia bardziej rozbudowana, wielowątkowa, choć krótsza. Opisuje ją z wielu różnych perspektyw, a całość toczy się oczywiście wokół dwóch opisanych wyżej spraw, a więc autor tym razem przedstawia również prawniczą część swojego świata. Cały czas niecierpliwie czekałam na fragmenty z toczącego się procesu, ponieważ byłam niezmiernie ciekawa, jak to wszystko przebiega. Przyznam szczerze, że naprawdę ciekawie i sprytnie to sobie wszystko autor wykombinował.

Większa część fabuły skupia się jednak na śledztwie dotyczącym Drwala, które zostaje przekazane "w spadku" po koledze, inspektorowi Evansowi. Od początku jest to niezła zagwozdka, ponieważ dotychczasowe dokumenty są zaniedbane i niedokładne. Policjant niemal błądzi we mgle, ale się nie poddaje. Chwyta się każdego przeczucia oraz każdej możliwości, żeby uratować przyszłe ofiary mordercy. Jest to sprawa jeszcze trudniejsza ze względu na fakt, że przez toczący się proces, nikt już o niej nie pamięta, a więc ludzie przestali być ostrożni. Jej przebieg toczy się oczywiście wokół tytułowych Bestii, których sens istnienia została nam bardzo dogłębnie wytłumaczona. Co jakiś czas możemy ją również obserwować z perspektywy samej ofiary, która czeka na swój nieubłagany koniec w ciasnej klatce.

Ogromny plus należy się również za opisanie uniwersum w nieco szerszym spektrum. Gdy czytałam pierwszą część miałam wrażenie, że Grimm City to miejsce odizolowane od reszty świata, a tutaj nie tylko pojawili się emigranci z innych krajów, ale również również wspomina się o Krainie, gdzie leży miasto. Rozwinięty jest także wątek zapomnianej części miasta, gdzie szerzy się przestępczość, bieda i analfabetyzm. Właśnie tam samozwańczy szeryf Emeth Braddock rozpoczyna swojego poszukiwania, ale przy okazji dzieli się również zdobytymi informacjami z policją, czym mi bardzo zaimponował. Ogólnie to dość ciekawa postać, ponieważ cały czas walczy ze swoją zwierzęcą naturę, żeby wykorzystywać ją w dobrej wierze. Bardzo dba o swoją córkę i dzieciaki z okolicy. Rebecca jest bardzo dojrzała, inteligentna i oczytana, ale irytowała mnie ciągłym napominaniem wszystkich, żeby nie traktować jej, jak dziecko.

Podsumowując Grimm City. Bestie to genialna, wielowątkowa i mroczna opowieść, która zapiera dech w piersiach, niesamowicie wciąga oraz nigdy w życiu nie spodziewałabym się jej po Ćwieku. Opowiada o brutalnych morderstwach, trudnym dochodzeniu i niecodziennym procesie karnym. Coś dla siebie odnajdą w niej miłośnicy fantastyki, kryminałów i thrillerów. Sama jestem niezmiernie zachwycona i z niecierpliwością czekam na kolejne tomy.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Sine Qua Non.

.fanpage instagram twitter lubimy czytać

czwartek, 18 maja 2017

"Płytkie Groby" Jennifer Donnelly

okładka, jennifer donnelly, płytkie grobyAutor: Donnelly Jennifer
Przekład: Walulik Agnieszka
Tytuł polski: Płytkie Groby
Tytuł oryginalny: These Shallow Graves
Wydawnictwo: YA!
Wydanie polskie: 2016
Wydanie oryginalne: 2015
Liczba stron: 570
Moja ocena: 7/10

Przed sięgnięciem po tę książkę, kompletnie nic o niej nie wiedziałam, poza wyglądam okładki i tytułem, a jednak podświadomie niesamowicie chciałam ją przeczytać. I wbrew pozorom wcale nie chodziło o wrażenie estetyczne, a pobudzenie mojej wyobraźni przez opakowanie. W tej chwili mogę powiedzieć, że pominięcie opisu było świetnym pomysłem, ponieważ dzięki temu odkrywanie każdej strony tej książki, było jeszcze większą przygodą. Co prawda nie do końca idealną, ale wciąż niesamowitą.

Nowy Jork, rok 1890. Ojciec siedemnastoletniej Josephine Montfort umiera nagle w tajemniczym wypadku. Jego śmierć nie daje dziewczynie spokoju, dlatego wraz z nowo poznanym reporterem należącej do rodziny gazety, Edwardem Gallagherem, rozpoczyna śledztwo w tej sprawie. Niejednokrotnie ryzykuje życiem i swoim dobrym imieniem, aby rozwiązać zagadkę kolejnych zgonów członków spółki, w której uczestniczył ojciec. Czy jej się uda? Jakie napotka przeszkody? Jak to wpłynie na jej życie?

Historia kręci się głównie wokół wątku kryminalnego, który pomimo swojej przewidywalności, jest niesamowicie interesujący i wciągający. Od początku wiedziałam kto i dlaczego zabija członków spółki Van Houtena, ale mimo to nie moglam się doczekać, aż bohaterowie poznają wszystkie jej zawiłości. Powodem tego może być nie tyle fakt, że bardzo ich polubiłam, ale też to, że autorka opisała to w taki sposób, że przez tę książkę się wręcz płynie. Styl dostosowany jest do dzisiejszego odbiorcy, ale przy jego pomocy udało się świetnie odwzorować realia tamtych czasów. W szczególności kontrast pomiędzy gnuśną arystokracją a samym dołem drabiny społecznej. Znalazło się również miejsce dla postaci, które chciały wyrwać się z okowów swojej klasy.

Właśnie za taką postawę niesamowicie polubiłam dwójkę głównych bohaterów. Josephine pomimo wychowania w "złotej klatce", była niesamowicie twardą i upartą nastolatką. W przeciwieństwie do swoich przyjaciółek, nie chciała wychodzić za mąż z rozsądku ani tym bardziej tkwić w swojej sztywnej roli. Wręcz przeciwnie, miała pasję w której pragnęła się realizować. Jednak nie do końca umiała oddać się temu w pełni, ponieważ wciąż łączyły ją głębokie relacje z rodziną i bała się, że skrzywdzi ich swoimi wyborami. Zaś Eddiemu udało się odciąć od trudnego dzieciństwa, dzięki dziennikarstwu. Co prawda nie zarabiał kokosów i ledwo wiązał koniec z końcem, ale wciąż nie porzucał planów o tym, że uda mu się wbić na jakieś wyższe stanowisko i zdobyć sławę, o jakiej marzy.

Pewnie się domyślacie, że między tą dwójką wybuchła wielka miłość i wiele się nie mylicie. Niemniej bardzo podobał mi się ten wątek, ponieważ pasowali do siebie, z powodu wspólnych celów i marzeń. Wcale nie odczułam, żeby ich uczucie rozwijało się jakoś zanadto szybko, choć mogło tak być, a poza tym nie zawsze było idealne. Niestety pochodzili z zupełnie innych klas społecznych i te różnice dawało się odczuwać. W pewnych momentach po prostu ich przytłaczały. Zakończenie zaś kompletnie mnie zaskoczyło, ponieważ było nietypowe i zadowalające. Nie było wielkiego happy endu, ale dawało pole do popisu dla wyobraźni i nadzieję na niego.

Chciałabym opowiedzieć jeszcze o innych bohaterach, ponieważ poza Jo i Eddiem występuje tutaj jeszcze kilka bardzo ciekawych charakterów, ale nie bardzo wiem, o których mogę. Boję się, że coś mogłabym wam zaspojlerować. Powiem tylko, że bardzo polubiłam Oscara - ekscentrycznego, genialnego studenta medycyny, pracującego dorywczo w kostnicy - oraz Fay - dziewczynę z Zaułka, w którym wychowywał się Eddie. Choć Brama, niedoszłego męża Jo, było bardzo mało, również zasłużył sobie na sympatię z powodu swojego honorowego zachowania. Zaś kreacja sprawcy była dobra, ale czujny czytelnik od razu mógł domyślić się, że w jego zachowaniu coś nie grało.

Ostatecznie, pomimo znaczącej wady, Płytkie Groby dostarczyły mi mnóstwa przyjemności. Świetnie bawiłam się odkrywając razem z Josephine  kolejne karty w zagadce śmierci jej ojca oraz poznając tajniki życia na ulicy, wśród żebraków, złodziei i prostytutek, co czasami wywoływało dość zabawne sytuacje. Współodczuwałam razem z bohaterami, a także zachwycałam się nad kreacją świata przedstawionego. Jennifer Donnelly wykonała kawał świetnej roboty, która powinna przemówić do nastolatków zakochanych w kryminałach historycznych.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

poniedziałek, 8 maja 2017

"Joyland" Stephena Kinga

Autor: King Stephen
Przekład: Wilusz Tomasz
Tytuł polski: Joyland
Tytuł oryginalny: Joyland
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Wydanie polskie: 2016
Wydanie oryginalne: 2013
Liczba stron: 292
Cena okładkowa: 14,90 zł (wydanie pocket)
Moja ocena: 7/10

Rzadko sięgam po nowsze pozycje napisane przez Stephena Kinga, ponieważ najpierw bardzo chciałabym nadrobić wszystkie jego starsze powieści, ale Joyland było kompletnym przypadkiem. Do teraz zszokowana spoglądam na datę wydania tej powieści, ponieważ sądziłam, że pochodzi ona z czasów, gdy król płodził swoje największe dzieła, które dzisiaj znajdują się w klasyce literatury grozy i w trakcie czytania byłam cały czas o tym przekonana. Zorientowałam się dopiero w momencie, gdy zasiadłam do pisania recenzji. Wynika z tego, że jest to moje drugie spotkanie ze współczesną twórczością Kinga, a skoro Bazar Złych Snów spełnił moje oczekiwania względem niego to pewnie zastanawiacie się czy również Joyland jest warte zachodu, prawda?

Joyland to po Martwej Strefie i Zielonej Mili powieść, która najbardziej mnie wzruszyła. Autentycznie, kiedy przeczytałam ostatnie słowa nie mogłam powstrzymać potoku łez, ponieważ nawet z tą paranormalną otoczką historia przedstawiona na jej kartach jest tak niesamowicie prawdziwa i zupełnie inna niż wszystko, co wcześniej napisał Stephen King. Określiłabym ją mianem bardzo delikatnej i w pewnym momencie dodającej nadziei, by po chwili brutalnie ją odebrać. Ta króciutka książka to niezwykła opowieść o studencie Devinie Jonesie, którego życie to sinusoida. Poznajemy go w momencie, kiedy wszystko znowu zmierza ku najgorszemu. Chłopak przeczuwa, że wakacyjny wyjazd jego dziewczyny do pracy nie jest przypadkowy i to ich ostatnie wspólne chwile. Impulsywnie postanawia również znaleźć sobie jakieś dobrze płatne zajęcie na ten czas i trafia do sezonowego lunaparku zwanego Joylandem, gdzie jego życie zmieni się na zawsze pod wpływem kilku wspaniałych osób. Początek książki jest nieco nudnawy i akcja rozwija się bardzo wolno, ale kiedy dojdziecie już do rzeczy wprost nie da się od niej oderwać. Z niecierpliwością oczekiwałam ostatecznego rozwiązania akcji, które całkowicie złamało mi serce. Oczekiwałam zupełnie innego jej przebiegu, ale to co dostałam również zaspokoiło moje pragnienia, ponieważ każdy element miał jakieś ważne znaczenie dla całości i odegrał ważną rolę w życiu Devina.

Sam główny bohater to wspaniały, honorowy i emocjonalny młody facet, którego życie legło w gruzach po dziwnym zerwaniu ze swoją pierwszą dziewczyną i teraz, z małą pomocą nowych przyjaciół, stara się je naprawić. Spotkał w Joylandzie kilku wspaniałych ludzie, jak Erin i Tom czy mały Mike, ale znalazło się również miejsce na takich, którym zdecydowanie wierzyć nie powinien. Jak zawsze wszyscy bohaterowie byli świetnie wykreowani i nawet drugoplanowym poświęcone zostało wystarczająco dużo miejsca.

Podsumowując Joyland była niesamowitą przygodą. Myślę, że kiedyś do niej wrócę, ponieważ przy pierwszym czytaniu nieco gubiłam się w tych wszystkich wątkach, a gdy znam już rozwiązanie to bardziej skupię się na innych szczegółach historii. Wszystkim fanom Kinga serdecznie polecam tę powieść, ale nie nadaje się ona na pierwsze spotkanie z autorem, ponieważ tak jakby nie jest to jego ani popisowe dzieło ani popisowy gatunek.


czwartek, 5 maja 2016

"Spirala śmierci" Leeny Lehtolainen - recenzja książki

Autor: Lehtolainen Leena
Przekład: Musielak Sebastian
Tytuł polski: Spirala Śmierci
Tytuł oryginalny: Kuolemanspiraali
Seria: Maria Kallio #5
Wydawnictwo: słowo/obraz terytoria
Wydanie polskie: 2007
Wydanie oryginalne: 2007
Ilość stron: 380
Cena okładkowa: -
Moja ocena: 9/10

Noora Nieminen miała być mistrzynią świata w łyżwiarstwie. Kiedy wspaniale zapowiadająca się łyżwiarka ma zostaje zamordowana własnymi łyżwami, pryskają nadzieję trenerów i rodziców. Kto jest mordercą? Może "król karaoke" Vesku Terävuori? A może postrach Espoo, pedofil molestujący małe dziewczynki? A może jednak mordercą jest jednak ktoś z najbliższych Noorze osób? Nadkomisarz Maria Kallio jest już w siódmym miesiącu ciąży, lecz nie przeszkadza jej to poświęcić się całkowicie rozwiązaniu tej zagadki. Do tego dochodzi jeszcze rywalizacja pomiędzy Marią a jej dawnym przeciwnikiem, Perttim Strömem, o stanowisku szefa wydziału kryminalnego. Skoro spirala śmierci raz zostanie puszczona w ruch, niełatwo ją zatrzymać.


opis z lubimy czytać

Pewnie nawet nie możecie sobie wyobrazić, jaka była moja radość, kiedy pewnego dnia buszując wśród bibliotecznych zbiorów przypadkowo wpadłam na bardzo trudno dostępną książkę jednej z moich ulubionych autorek. Do tej pory udało mi się przeczytać jedynie jedną pozycję od Lehtolainen, którą zresztą recenzowałam na tym blogu i to całkiem niedawno, dlatego mam nadzieję, że pamiętacie ile zabawy dostarczyło mi jej czytanie. Bardziej podobały mi się powiązania ze sportem i Finlandią niżeli śledzenie samej intrygi uknutej na kartach książki, więc nie będę ukrywać, że w tym przypadku było podobnie, choć więcej było sportu niż Finlandii.

Przede wszystkim w Spirali Śmierci detektyw Maria Kallio obracała się w zupełnie innym kręgu sportowym niżeli w Na złym tropie. W dalszym ciągu nie był to mój świat, ale w żaden sposób mi to nie przeszkadzało, ponieważ mogłam w niej prześledzić choć fragment ciężkiego życia młodego sportowca, który nie dość, że uprawia sport niszowy w danym kraju to jeszcze wszyscy pokładają w nim wielkie nadzieje na przyszłość. Na początku trudno mi było patrzeć na rozczarowanie i smutek z powodu śmierci nie tylko młodej gwiazdy łyżwiarstwa, ale również młodej dziewczyny, która miała rodzinę i przyjaciół, jednak w miarę rozwoju akcji coś przestało mi się w niej podobać. Odkryłam, że sens życia stał się dla niej obsesją. Za wszelką cenę starała się być najlepsza, a na jakiekolwiek pomyłki i złośliwe komentarze reagowała bardzo nerwowo. Pozytywniejsze uczucia od Noory wywołali we mnie jej przyjaciele Silja i Janne, którzy traktowali to wszystko z dużo większym dystansem.

Sama główna bohaterka całego cyklu, czyli Maria była dla mnie w tym tomie postacią lekko przerysowaną, ponieważ nie wyobrażam sobie kobiety w zaawansowanej ciąży biegającej i toczącej małe "pojedynki" z kryminalistami. Na szczęście trochę wiarygodności dodawało jej dbanie o formę w postaci częstych wizyt na siłowni oraz jazdy na rowerze. Poza tym mam wrażenie, że wątek rodzinny był w tym przypadku wymyślany na bieżąco w trakcie pisania, ale muszę przyznać, że w momencie, kiedy w Marii obudził się instynkt macierzyński, stał się bardzo rozczulający i rozgrzewający serce.

O samej zagadce kryminalnej mogę powiedzieć niewiele, ponieważ jak pewnie widać po tym, jak rozpisałam się na temat bohaterów, była to powieść o bardzo silnych charakterach, które głównie zaprzątały moją głowę. Jedna z moich znajomych, która jest wielką fanką autorki, stwierdziła, że nie jest ona niczym wielkim, jednak według mnie wszystko zostało świetnie poprowadzone. Lehtolainen jedynie w dwóch miejscach daje nam do zrozumienia, co tak naprawdę stało się z Noorą, a przez resztę książki cały czas wodzi za nos, mimo to ani chwili się nie nudziłam, a wręcz przeciwnie pochłonęłam książkę w naprawdę krótkim czasie.

Uważam, że ta powieść Lehtolainen jest odrobinkę lepsza od wcześniejszej, ponieważ zaciekawiła mnie bardziej - było w niej dużo więcej uczuć i emocji. Żal mi było nawet po raz kolejny żegnać się z Marią wiedząc, że nie prędko znowu się spotkamy. Aż strach mi pomyśleć, co będzie gdy rzeczywiście dojdę do ostatniego tomu wydanego w Polsce.

sobota, 23 kwietnia 2016

"A.B.C." Agathy Christie - minirecenzja książki

Autor: Christie Agatha
Przekład:  Dehnel Wanda
Tytuł polski: ABC
Tytuł oryginalny: The ABC Murder
Seria: Herkules Poirot #17
Wydawnictwo Dolnośląskie
Wydanie polskie: 2014
Wydanie oryginalne: 1936
Ilość stron: 192
Cena okładkowa: 24,90 zł
Moja ocena: 8/10

Seryjny morderca zabija ludzi w porządku alfabetycznym. Odpracował już litery "A", "B" i "C"... Czy zostanie schwytany zanim dojdzie do "Z"? Zabójca umyka wymiarowi sprawiedliwości, mimo że przed każdą zbrodnią zostawia rozkład jazdy pociągów, potocznie nazywany ABC. Co więcej, w listach również podpisuje się jako "A.B.C.". Herkules Poirot przeczuwa, że zostawione wskazówki mają sprowadzić policję na błędny trop.


opis z lubimy czytać

Muszę się szczerze przyznać, że chyba nie potrafię pisać o książkach Agathy Christie, bo sama już nie wiem, czy stać się ich zwolenniczką czy raczej przeciwniczką. Obu książkom dałam wysokie oceny, ponieważ zagadki ukryte na ich stronach są naprawdę zaskakujące i pomysłowe, ale w przypadku A.B.C wydała mi się ona delikatnie przerysowana. Może i mógłby się wśród morderców pojawić tak genialny strateg, ale sądzę, że na to miejsca została wybrana nieodpowiednia osoba. Do tego jej zachowanie w scenie ujawnienia rozwiązania zbrodni była co najmniej sztuczna. Nie wynudziłam się przy tej książce tak, jak przy Morderstwie w Orient Expresie, jednak o ile tam podobał mi się ten brak tła obyczajowego tak tu jestem nim po prostu zawiedziona. Czy Poirot ma jakiekolwiek życie poza pracą detektywa? Chyba zacznę utożsamiać go z archetypem pracoholika w literaturze. Za ogromny minus uważam również dobór narracji z perspektywy jego przyjaciela po fachu, ponieważ nie pozwolił on w najmniejszym stopniu zapoznać się z przemyśleniami głównego prowadzącego śledztwo, co uniemożliwiło jakiekolwiek próby odgadnięcia, co też w niej siedzi, a zarazem podjęcia prób rozwiązania zagadki. No i na koniec zostawiłam sobie coś, co irytowało mnie w tym wszystkim najbardziej - to, że oni w ogóle nie próbowali być krok przed mordercą, a jedynie oczekiwali na jego ruch. Według mnie można było w ten sposób spokojnie uniknąć jeszcze jednego czy nawet dwóch zgonów. Nadal jestem szczerze rozczarowana twórczością pani Christie, ale jak to mówią do trzech razy sztuka, więc dam jej jeszcze jedną szansę i może tym razem się z nią polubię.

sobota, 19 marca 2016

"Osaczony" Simona Kernicka - recenzja książki.

Autor: Kernick Simon
Przekład: Kozak Agata
Tytuł polski: Osaczony
Tytuł oryginalny: Severed
Wydawnictwo: Albatros
Wydanie polskie: 2010
Wydanie oryginalne: 2007
Ilość stron: 359
Cena okładkowa: -
Moja ocena: 8/10

Dan Tyler, londyński sprzedawca samochodów, niegdyś żołnierz w jednostkach specjalnych, budzi się rano w obcym łóżku z trupem bezgłowej dziewczyny u swojego boku. Dziewczyny, w której był zakochany. Poprzedniej nocy nie pamięta, pewien jest natomiast swojej niewinności. Ktoś zastawił na niego pułapkę. W odtwarzaczu DVD pozostawiono nagranie sceny zabójstwa - z nim w roli głównej. Głos w telefonie każde mu odegrać rolę kuriera - ma odebrać i przekazać dalej neseser o nieznanej zawartości. Zgadza się wiedząc, że tylko tak może odkryć, kto wrobił go w morderstwo. Zaczyna się dramatyczny wyścig z czasem, a trup ściele się gęsto...


~ okładka


Tym co najbardziej zainteresowało mnie w tej książce to rekomendacja Harlana Cobena umieszczona  na okładce zaraz pod tytułem - no, bo w końcu, jak mistrz kryminału poleca to trzeba przeczytać. I tak Osaczony trafił razem ze mną do kasy. Spodziewałam się, że  nie za szybko wezmę się za czytanie tej książki, ale jednak nie mogłam jej wyrzucić z myśli.

Zaczyna się mocnym wejściem i nie zwalnia do samego końca do takiego stopnia, że nie miałam nawet chwili na poskładanie wszystkiego w logiczną całość i stwierdzenie kto tak naprawdę jest w to wszystko zamieszany i kogo oskarżać w pierwszej kolejności. Właściwie do dzisiaj nie jestem w stanie powiedzieć, co tak naprawdę się tam wydarzyło, jakby dla mnie to wszystko działo się w przyspieszonym tempie i niezbyt docierało do świadomości.

Książka zawiera w sobie dwanaście godzin z życia Dana Tylera - byłego żołnierza, który niespodziewanie zostaje wciągnięty w mafijne porachunki i zdany jedynie na siebie i swoich przyjaciół musi odnaleźć zabójcę, ponieważ... zabójca Leah ma na twarde dowody na potwierdzenie jego winy, choć Tyler nie jest tak naprawdę niczemu winny. Niesamowicie to pokręcone, ale uwierzcie, że kiedy już wsiąknięcie w ten świat nie będziecie umieli z niego wyjść, bo każda strona tej książki przepełniona jest niesamowitymi zwrotami akcji, strzelaninami, ucieczkami i kolejnymi morderstwami w odpowiednio dobranych proporcjach.

Postać Dana Tylera jest niesamowicie interesująca. Czuje się załamany śmiercią ukochanej, ale ani na chwili nie zastanawia się nad tym, co musi zrobić - oczyścić swoje imię, rozwiązać te cholerną sprawę, aby móc w spokoju przeżywać żałobę. Kernick opisuje nam psychikę bohatera, który w trakcie pobytu w wojsku, na misjach nauczył się trzymać emocje na wodzy, zabijać bez zastanowienia. Przekazuje nam bohatera, który rzeczywiście był w tym wojsku. Jednak w ostatecznym rozrachunku sama nie wiem, czy powinnam współczuć Danowi, ponieważ poza tym co opisałam ma on jedną dominującą cechę charakteru, niezbyt dobrą cechę charakteru, która miała dość znaczącą rolę w tej sprawie.

Styl pisania Seana jest może trochę podobny do stylu pisania Harlana, ale na pewno dużo bogatszy w opisy otoczenia i przeżyć wewnętrznych głównego bohatera. W jego przypadku nie musimy się zastanawiać nad tym, co czuje w danej chwili, bo mówi nam o tym wprost, ale nie robi się tkliwy, jak styl pisania kobiety. W dalszym ciągu pozostaje męski i powściągliwy w emocjach, do bólu bezpośredni.

Nie oczekiwałam zbyt wiele po tej książce, ale otrzymałam niesamowity kryminał zahaczający wręcz o powieść akcji z nietuzinkowym głównym bohaterem i niesamowicie zawiła zagadką, która wciąż siedzi mi w głowie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...