Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą antologia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2020

Odechce wam się świętować. Na zawsze - "Upiorne Święta"


Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się przede wszystkim z ciepłem, dobrocią, miłością, rodzinnym czasem, dobrym jedzeniem i prezentami. Ten wyjątkowy klimat często zaczyna nas już otaczać niekiedy już w październiku, kiedy na sklepowych półkach zaczynają się pojawiać ozdoby i słodycze z najpopularniejszymi, świątecznymi motywami. Również wydawnictwa nie zwlekają, zalewają rynek mnóstwem uroczych opowieści o tym wyjątkowym okresie. Zazwyczaj ich unikałam, bo w przeważającej większości nie trafiały w mój gust. W końcu jednak po latach odnalazłam coś świątecznego, co naprawdę mnie zainteresowało.  

Upiorne Święta to antologia opowiadań grozy uznanych polskich - i jednego zagranicznego - autorów obracających się w tych kręgach literackich, których akcja odbywa się w święta Bożego Narodzenia. Każdy z nich podszedł do tego tematu zgoła inaczej, w niektórych przewijają się wątki istot nadprzyrodzonych, w innych tematyka bardziej w klimatach fantastyki naukowej, a nawet porachunki mafijne. Stworzyło to bardzo fajny zbiór różnorodnych opowieści, które jak dla mnie nie wszystkie były straszne, ale na pewno bardzo wciągały. Zaplanowałam sobie, że będę czytać jedno opowiadanie dziennie, a w ostateczności pochłonęłam całość w zaledwie trzy dni. 

Mam wśród nich swojego faworyta i zdecydowanie jest nim 87 centymentrów Artura Urbanowicza. Autor nadal trzyma się prowincjonalnego klimatu wiosek otaczających Suwałki. Tym razem grasuje tam seryjny morderca, którego policja ni w ząb nie może rozgryźć, ponieważ nie trzyma się schematu. Tymczasem grupka nastoletnich znajomych postanawia urządzić sobie wspólną Wigilię w dworku na odludziu, a na policję wpływa zgłoszenie o pojawieniu się tajemniczej maszyny na jednym z pobliskich gospodarstw. Od samego początku wydawało mi się najbardziej interesujące, miał rozbudowaną fabułę, świetnych bohaterów i przede wszystkim kupił mnie niesamowitym zwrotem akcji na sam koniec. Chciałabym zobaczyć je w wersji filmowej!

Pozostałe opowiadania były na mocno wyrównanym poziomie. Z takich, które przykuły moją uwagę i zostały w głowie na później na pewno mogę wymienić też Rezerwat. Kryje się za nim bardzo fajna koncepcja całej powieści osadzonej w postapokaliptycznym świecie. Hanna Greń stworzyła interesującą intrygę w świecie mafii. Jestem zaskoczona, że jedynie w jednym tekście spotkałam się z wykorzystaniem świata pozagrobowego, bo jest to dość popularny motyw horrorów. Sam pomysł na to opowiadanie jest bardzo fajny, jednak wykonanie już trochę kuleje. Tekst Jakuba Ćwieka, który był w sumie drugim autorem, dla którego sięgnęłam po ten zbiór, nieco mnie zawiódł. Czytało się go dobrze, wciągał, ale zabrakło mi gdzieś głębi i tej straszności.

Upiorne Święta może nie sprawiły, że zaczęłam tęsknić za świętami i chciałam poczuć ten klimat już teraz, ale były naprawdę bardzo fajną lekturą, którą czyta się w ekspresowym tempie. Artur Urbanowicz ustawił poprzeczkę dla pozostałych autorów bardzo wysoko, dlatego nie chcę ich oceniać zbyt surowo. Ich teksty również były świetne, jednak w porównaniu z 87 centymetrów nie mają żadnych szans. Myślę, że będzie to idealna lektura dla miłośników literatury grozy, którym brakuje po prostu świątecznych historii, które byłyby stworzone idealnie dla nich.

wtorek, 3 marca 2020

Czarna Książka. Zostać Mistrzem - Joanna Krystyna Radosz


Pamiętam, że obiecałam więcej postów na Biblioteczce, jednak znowu pożarła mnie codzienność, obowiązki oraz awaria komputera. Odzyskałam już jednak dostęp do swojego laptopa oraz zaliczyłam wszystkie egzaminy i mogę ze spokojem przysiąść do zaległych recenzji czy pomyśleć nad jakimiś ciekawymi postami dla was. Na pierwszy rzut chciałabym wziąć dawno obiecaną autorce opinię. Dzięki jej za cierpliwość!

Czarna Książka. Zostać mistrzem to antologia opowiadań osadzonych w żużloversum - wykreowanym przez samą autorkę. Opowiadają historię kilku fikcyjnych zawodników czy innych postaci ze świata tego sportu. Jednak co najważniejsze, nie skupiają się tylko i wyłącznie na aspektach technicznych tego sportu, lecz na wątkach z życia głównych postaci.

Dużo ryzykowałam sięgając po opowiadania Joanny Krystyny Radosz, ponieważ nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z żużlem. Czasem coś tam słyszałam w telewizji, ale nigdy nie zaprzątało to w jakimś większym stopniu mojej uwagi. Dałam się przekonać autorce, że podobały się również laikom w kwestii tego sportu i nie żałuję tego. Wręcz przeciwnie, po raz kolejny, niesamowicie bawiłam się przy lekturze Czarnej Książki i jeśli powstaną następne części to wybiorę je bez wahania.

Mimo, że są to jedynie krótkie opowiadania to autorce udało się wykreować wciągający świat, z niesamowitymi bohaterami. Każda część to bardzo ważny fragment życia różnych postaci, które pojawiają się również w pozostałych historiach. Czytając miałam wrażenie, że poznaję ich od podszewki i niesamowicie się do nich przywiązałam. Co najważniejsze skupiają się one bardziej na obyczajowych wątkach niż kwestiach technicznych tego sportu, co ma duży wpływ na przystępność dla szerokiego grona. Żużel jest tu jedynie tłem dla ludzkich dramatów i szczęść.
Trudno mi mówić o bohaterach, ponieważ jest ich naprawdę wielu. Spróbuję się jednak wypowiedzieć o tych, które wysuwają się na pierwszy plan - Petterze, Adzie czy (oczywiście!) Emilu. Jeśli chodzi o tego ostatniego, to po drugim przeczytaniu zastanawia mnie, dlaczego tak się nad nim zachwycałam. Czy możliwe, że aż tak się zmieniłam przez ten około rok je dzielący? Tym razem moją uwagę bardziej zwróciła Ada Nigmatulina, która od początku do końca walczyła o swoje pasje. Robiła to nawet wbrew opinii swojego ojca. Petter dalej pozostaje sobą - nieco zadufanym w sobie i swojej wielkości żużlowcem, który w rzeczywistości ma naprawdę ogromne serce.

Nie będę tutaj wybierać najlepszego i najgorszego opowiadania, bo po prostu nie umiem. Zresztą jestem dość sporo czasu po lekturze i całość zlała mi się w jedną historię, która do dzisiaj wywołuje we mnie całkiem sporo emocji. Szczególnie opowiadanie o Davey'im, którego nigdy autorce nie wybaczę, bo wylałam na nich trochę łez przy obu czytaniach. Pozostaję mi tylko polecić wam obie Czarne Książki, jeśli lubicie tylko tego typu historię.

czwartek, 5 września 2019

Dary Bogów - Witold Jabłoński


Moim najbardziej znienawidzonym przedmiotem w szkole była historia. Uczenie się dat oraz zapamiętywanie ważnych imion i nazwisk było dla mnie katorgą. Chyba, że mówimy tutaj o erze wielkich odkryć geograficznych lub... antyku. To były jedyne dwa tematy, które rzeczywiście mnie zainteresowały. Z biegiem lat dotarło do mnie jednak, że uczyłam się o korzeniach kultury kilku kompletnie obcych mi narodów, a prawie nic nie wiem o własnych. Ostatnio zaczęły nawet pojawiać się powieści nawiązujące do mitologii słowiańskiej, jednak bazujące przede wszystkim na naszych rodzimych demonach. Nic o bogach. Aż tu raptem przypadkiem nawinął mi się zbiór opowiadań Witolda Jabłońskiego i muszę przyznać, że to jest właśnie to, czego potrzebowałam.

Dary Bogów to zbiór czternastu opowieści stanowiących bardzo udaną próbę odtworzenia słowiańskich mitów. Już w samym wstępie autor przekonuje mnie do siebie swoimi argumentami oraz powoływaniem się na odpowiednie źródła. Dodatkowo po każdej z części ponownie objaśnia nam, skąd wzięły się poszczególne wątki w danym micie. Przede wszystkim jednak sam przed sobą przyznaje, że nie jest to proste zadania, ponieważ wiele z nich zostało utraconych w wyniku chrystianizacji ziemi polskich. W takich momentach musiał odwoływać się do własnej wyobraźni oraz szukać inspiracji w pokrewnych wierzeniach.

Opowieści snute przez Witolda Jabłońskiego przemawiają do mnie również ze względu na ich charakter oraz klimat. Są dziwne, pogmatwane i nie brakuje w nich kazirodczych związków oraz przemocy. Dokładnie tak, jak w prawdziwych mitach powinno być. Słowianie nie gloryfikowali swoich bogów. Wręcz przeciwnie pod pozorami nadludzkich sił oraz pięknej urody, kryło się wiele wad. Ich czyny tłumaczyły wiele przyziemnych spraw - pory roku, czasy nieurodzaju czy nawet dlaczego przyjęło się mówić, że dzieci przynosi bocian.

Nie dziwi mnie jednak, że najbardziej upodobałam sobie opowieść o stworzeniu świata. Była nieco inna niż w dotąd poznanych mi mitologiach. Zaraz potem postawiłabym historię o Doli i Żmiju Trygławie czy ich synu Trojanie lub mit, z którego mogła, wziąć się baśń o Babie Jadze. Jeśli chodzi zaś o historie bogów to moją ulubioną na pewno będzie ta o nieszczęśliwej miłości Chorsa raz Jutrzenki. Do tego zaskoczyła mnie surowość i okrucieństwo Dziewanny do swego niewiernego męża.

Na ogromny plus zasługuje również zamieszczone na końcu książki dodatki w postaci spisu bogów oraz kalendarza obrządków słowiańskich. Dzięki temu jeszcze lepiej możemy zrozumieć punkt widzenia autora względem obranego tematu oraz obyczajowość naszych przodków.

Długo czekałam na tego typu książkę i jestem niezmiernie szczęśliwa, że w końcu mogłam ją przeczytać. Według mnie autor stanął na wysokości zadania. Zebrał mnóstwo materiałów do stworzenia Darów Boga i umiał z tego bardzo dobrze skorzystać. Historie są nie tylko ciekawe, ale również pouczające oraz mają ten specyficzny klimat mitów. Jeśli również jesteście żywo zainteresowani dawnymi wierzeniami to serdecznie polecam wam zapoznać się z pracą Witolda Jabłońskiego.

środa, 23 stycznia 2019

pierwsze słowo - marta kisiel


Dzisiaj po raz kolejny staję przed bardzo trudnym zadaniem wypowiedzenia się na temat książki, która po prostu musiała być dobra. Poziom skomplikowania wzrasta ze względu na fakt, iż jest to zbiór opowiadań. Jest w nim więcej historii, o których chciałabym opowiedzieć jak najwięcej, żeby was przekonać o ich genialności i przy okazji nie zdradzić zbyt wiele z fabuły. Misja z pozoru wydaje się prawie niewykonalna, a jednak podejmę się tego wyzwania.

Pierwsze Słowo to antologia trzynastu opowiadań z całego okresu twórczości mojej ulubionej pisarki, Marty Kisiel. Choć autorka rozpoczyna go słowami, że tak naprawdę nie umie pisać opowiadań jest wręcz odwrotnie. Lektura książki przyniosła mi niesamowicie dużo emocji i wrażeń - od śmiechu poprzez zdziwienie i wzruszenie, aż po łzy. Po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi pisać nie tylko opowieści oparte na zabawnych sytuacjach, ale również takie uderzające prosto w serducho.

Wszystko zaczyna się od jej debiutu literackiego, czyli Rozmowy dyskwalifikacyjnej. Przeróżne postacie zbierają się w kolejce do Komisji do spraw Oryginalności Dzieł i Arcydzieł. Widzę w niej metaforyczny, zabawny komentarz do dzisiejszego społeczeństwa czy niektórych powieści. Szczególnie wzruszające okazały się być Kathabasis czy tytułowe Pierwsze Słowo, które opowiadają o przepięknej relacji matka - dziecko. Mamy tutaj również możliwość ponownego przeczytania pierwszego rozdziału Dożywocia czy dodatku do niego w postaci Szaławiły. To pierwsze było fajnym powrotem do perypetii ulubionych bohaterów, a drugie, przeczytane po raz pierwszy, niezwykle mnie urzekło i jeszcze bardziej zaostrzyło apetyt na kolejny tom. Jadeit i Miasto motyli i mgły były historiami owianymi otoczką tajemnicy i trzymającymi napięcie. W zamku tej nocy z kolei w zabawny sposób parodiuje scenę z Kordiana, kiedy tytułowy bohater szykował zamach na cara. Całe światy Dawida niezwykle trafnie opisywały niektóre zachowania ludzi w internecie. Najbardziej jednak przemówiło do mnie opowiadanie o Stanisławie Koziku, starszym mężczyźnie, który umarł w pracy i kompletnie nikt tego nie zauważył.

Antologie, do tego zebrane z różnych okresów twórczości, zazwyczaj bywają nierówne pod względem jakościowym. W tym przypadku muszę jednak przyznać, że wszystkie opowiadania bardzo mi się podobały i nie mogłam oderwać się od lektury, póki nie poznałam zakończenia akurat czytanego. Dowodzi to, o ogromnym kunszcie  autorki już od początku jej kariery, a do tego cały czas się rozwija.

niedziela, 24 czerwca 2018

fantazmaty


Każda książka ma swoją własną historię. Mniej lub bardziej zawiłą czy też prostą albo skomplikowaną. Jeśli chodzi o same Fantazmaty to tekst o nich miał się pojawić już dawno temu, ale trafiły do mnie w złym momencie. Sami wiecie, jak wyglądało u mnie ostatnie sześć miesięcy. Na szczęście teraz już wszystko powoli się układa i mogę nadrabiać cholernie duże zaległości.

Fantazmaty to konkurs, w którym nagrodą jest publikacja autorskiego opowiadania w obszernej antologii. Nie za bardzo wiem, jak ugryźć krótki opis jej tematyki, ponieważ sama nazwa mówi o tym wszystko. Będziemy mieli tutaj do czynienia z głęboki fantasy, przez coś luźniejszego aż po science fiction. A co najciekawsze spotkamy tutaj nawet bardzo uznanych polskich autorów, jak Jacek Łukawski, Paweł Majka czy Agnieszka Hałas.

Wszystko zaczyna się od spotkania z ciekawą wizją przyszłości, w której główne role odgrywają podróże w czasie oraz bunt. O dziwo, wbrew mojemu ogromnemu zniechęceniu względem innej książki Majki, ta historia niesamowicie mnie zaciekawiła.

Gdzieś krótko po niej wpadł genialnie baśniowy tekst, który spodobał mi się najbardziej ze wszystkich. Łączył w sobie brzydotę naszego świata z elementami magicznymi.

Kilka tekstów niesamowicie poprawiało humor - między innymi historia babci, która nie mogła umrzeć czy dziecka super bohaterki z talentem do wprowadzania w rzeczywistość swoich snów oraz smoczego dentysty. Bardzo miło wspominam również naddźwiękowy pociąg oraz demony wydobywające się z wnętrza czarnego karła. Wspomnę jeszcze o nieco przerażającej historii śmierci matki z Panem Kukiełką w roli głównej, czy świetnie dopracowanej fabuły z niesamowitymi zwrotami akcji w Księdze Daat, a także bardzo interesujące próby odtworzenia neandertalczyków.

O dziwo, w Fantazmatach podobały mi się właściwie wszystkie teksty. Oczywiście były te lepsze i gorsze, ale żadne jakoś szczególnie mnie do siebie nie zniechęcił ani nie oburzył. Każdy miał w sobie coś, co sprawiało, że chciałam czytać dalej. Naprawdę rzadko tak bywa, więc tym bardziej z czystym sumieniem mogę wam gorąco polecić ten zbiór. Zwłaszcza, że jest on dostępny za darmo na stronie akcji. Mam nadzieję, że skorzystacie z tej okazji, bo naprawdę warto.

wtorek, 14 listopada 2017

godzina diabła


Można przyznać, że nadszedł wiekopomny moment w istnieniu Biblioteczki, ponieważ po raz pierwszy pojawi się tutaj recenzja książki, której sama osobiście patronuję. Jestem z tego powodu bardzo dumna i jeszcze raz serdecznie dziękuję Grupie Literackiej Ailes za takie wyróżnienie. Do przyjęcia propozycji skłoniła mnie kilka rzeczy przede wszystkim jednak fakt, że gatunek całkiem mi odpowiada, że napisali to młodzi polscy twórcy oraz, że zysk ze sprzedaży zostanie przekazany na rzecz fundacji opiekującej się psiakami. Trochę sporo czasu zajęło mi przeczytanie jej, ale to tylko fakt, że czytałam ją wyłącznie w autobusie, jak to robię zazwyczaj z ebookami i mimo tego nie mogę się doczekać, żeby podzielić się z wami moimi wrażeniami.

Godzina Diabła to antologia zawierająca 21 opowiadań grozy, o których umieszczeniu w publikacji przesądził konkurs zorganizowany przez wydawcę. Tytuł jednoznacznie stwierdza, czego powinniśmy się spodziewać sięgając po ten zbiór, a jednak zostałam pozytywnie zaskoczona, ponieważ tematyka tekstów jest naprawdę przeróżna i każdy z autorów zinterpretował go na własny sposób. Możemy przeczytać historię opowiadające o zjawiska paranormalnych, dramatach rodzinnych czy sensacji i niejednokrotnie poruszają one jakieś ważne, kontrowersyjne tematy. Niestety jednak jak to z antologiami bywa ich poziom jest niemal niczym sinusoida i natrafiłam tutaj na teksty genialne, które mnie pochłonęły, a potem nie chciały wypuścić, ale także na takie beznadziejne lub groteskowe. Choć na szczęście tych pierwszych było zdecydowanie więcej, zwłaszcza pod koniec.

W całości oceniam ją bardzo dobrze, jednak gdybym miała oceniać je z osobna to na pewno wyróżniłbym w tym miesjcu To tylko stary zegar Zuzanny Bukowskiej, ponieważ miało bardzo fajny pomysł i świetne wykonania, w którym widzę potencjał na przyszłość. W Tessie Brown znalazłam sporo błędów logicznych, przykładowo panicznie bać się duchów, ale być łowcą demonów i przede wszystkim główna bohaterka była irytująca. Mandy Moniki Pawliczak było świetne, przerażające i wciągające, a dodatkowo wykorzystywało temat, który niesamowicie mnie ciekawi. Najgorszy był niesamowicie pochłaniający i świetnie skonstruowany, choć głównym tematem była jedynie uzależniająca miłość. A. M. Juna świetnie przedstawiła ten wątek. Smoke and Mirrors całkiem fajnie przedstawiło problemy natury psychologicznej - uzależnienie od narkotyków, schizofrenię czy niemożność pogodzenia się ze swoją orientacją seksualną. Wyspa była intrygująca. Czarny Anioł mną wstrząsnął, miał klimat świetnego thrillera o seryjnym mordercy. Bardzo podobał mi się pomysł na Osobiste demony oraz samo wykonanie i tutaj również liczę na coś więcej w przyszłości od pani Anity Brzozowiec. Ateński Podpis na pewno zaskoczy każdego. Podobnie, jak Alison. Rykoszet niesamowicie mnie rozbawił. I to byłoby krótko o wszystkich, które z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć.

Godzina Diabła niesamowicie umiliła mi podróże do pracy czy na uczelnie. Znalazłam w niej kilka naprawdę świetnych tekstów i chciałabym móc w przyszłości przeczytać książki ich autorów. Dużo było też tekstów przeciętnych, które raczej szybko wyparują mi z pamięci, ale na szczęście niewiele takich, które uważam za niewypał. Tym bardziej niesamowicie cieszę się, że jest mi dane patronować tej publikacji. Jestem niesamowicie ciekawa innych antologii, które wyszły pod znakiem Grupy Literackiej Ailes!


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Literackiej Ailes

czwartek, 13 lipca 2017

PRZEDPREMIEROWO "Czarna Książka. Zostać Mistrzem" Joanny Krystyny Radosz



Właśnie dzisiaj przyszło mi recenzować dla was książkę, która jest dopiero w planach wydawniczych i nie posiada oficjalnie opublikowanej okładki. Jest to szczególna recenzja, ponieważ pisana dla autorki, który prosi swoich czytelników o pomoc. Kilka miesięcy temu opowiadałam wam o pierwszej części tej historii i była to recenzja niezwykle pozytywna. Czarna Książka. Antologia Opowiadań Żużlowych totalnie mnie kupiła i pomimo, że jestem kompletnym laikiem w temacie tego sportu, to po prostu musiałam przeczytać kontynuacje, dla samych bohaterów. Ciąg dalszy już jakiś czas temu miał ujrzeć światło dzienne, ale niestety wycofał się jeden ze sponsorów, a że zysk ze sprzedaży ma powędrować na cele charytatywne w środowisku żużlowym, pani Radosz zbiera kwotę, której jej brakuje. Chętni mogą ją wesprzeć pod tym linkiem. Moje zdanie polega po prostu na uświadomieniu potencjalnym wspomożycielem, że naprawdę warto to zrobić, ponieważ pozycja jest świetna i nie umiem zrobić nic innego.

Jest to zbiór jedenastu luźno powiązanych opowiadań o fikcyjnych żużlowcach - ich karierach, wzlotach, upadkach oraz prywatnych dramatach na przestrzeni kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu lat. Opowiadania zazębiają się z tymi z pierwszej części, pojawiają się ci sami, dobrze znani bohaterowie, ale śmiało można czytać je w wybranej kolejności. Autorka ponownie, po swojemu, ale w niesamowity sposób kreuje historie tego sportu, choć domyślam się, że czytelnicy bardziej w temacie mogliby wyczuć nawiązania do rzeczywistości.

Nie mogę powiedzieć, że nie mam swoich faworytów na najlepszy tekst, bo chyba każdy zbiór opowiadań jest mocno zróżnicowany, ale tutaj ponownie te różnice nie są aż tak widoczne. Każda historia była na swój sposób ciekawa i wciągająca, z tego względu, że były o czymś zupełnie innym. Joanna Krystyna Radosz nie zamknęła się na jeden temat, ale poruszała wiele, często niezwykle trudnych - śmierć osób bardzo młodych, nowotwory, utrata bliskich, choroby psychiczne, porażki, wypadki na torze czy nawet walka kobiet o prawo startu w zawodach. I nawet nie odczuwałam, że te historie są przeładowane traumatycznymi przeżyciami, bo skupiłam się na współodczuwaniu z bohaterami.

Szczególnie, jeśli chodzi o tych, których już zdążyłam poznać i bardzo polubić. Przez większość książki odczuwałam dotkliwy brak jednego z nich - Pettera-Aksela Lindmmanna, ponieważ ten niezwykle zadziorny, wyszczekany i buntowniczy młodzieniec podbił moje serce przy wcześniejszych spotkań. Tym razem było go, jak dla mnie zdecydowanie za mało! Gdy się już pojawiał, to był zdecydowanie inny. Bardziej dojrzalszy i opanowany, ale w odpowiednich momentach potrafił pokazać swoje prawdziwe "ja". Sceną, którą bardziej zapamiętam z całej historii, będzie jego niezwykłe poświęcenie dla Artioma Milutina, kiedy zarówno kibice i media uwzięły się na niego.

Również wśród nowych bohaterów znalazłam sobie ulubieńców. Tym razem moje serce niemal w całości skradł sobie młody Jarmołaj "Emil" Czepałow - chłopak z bidula, którego adoptował dyrektor jednego z rosyjskich klubów, dzięki czemu chłopak zrobił światową karierę. Najlepsze jest to, że najbardziej polubiłam go za jego ciekawość i wścibskość. Szkoda mi, że poświęcono mu jednie w całości jedno opowiadanie i w niewielkiej części drugie. Zaraz obok niego uplasowała się Adelina Nigmatullina, córka jednego z bohaterów poprzedniej części, która wbrew wszelkim przeciwnością losu, postanowiła walczyć o możliwość trenowania żużla. Nie polubiliśmy się natomiast z panem Griszą Kosovem, który był po prostu lekkomyślnym, samolubnym idiotą.

Tak, więc sami widzicie, że nie ma innej opcji i ta książka musi pojawić się w sprzedaży! Nie wyobrażam sobie, żeby kibice żużla mogli obejść się bez tak świetnej pozycji. Zwłaszcza, że człowiek, który o tym sporcie nie ma kompletnego pojęcia, naprawdę jest nią zachwycony. Czytało mi się świetnie. Zżyłam się z bohaterami i teraz będę błagać autorkę o to, żeby powstały kolejne części, bo po raz kolejny na sam koniec postanowiła złamać mi serce...


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce

.fanpage instagram twitter lubimy czytać

środa, 15 marca 2017

"Dobro Złem Czyń"

Autor: Kuceny Magdalena, Dobrzyńska Dorota, Trykowski Łukasz, Laskowski Filip, Vizvary Istavan, Cisowska Karolina, Oleszek Maciej, Lech Justyna, Finklińska Justyna
Tytuł polski: Dobro Złem Czyń
Wydawnictwo: Genius Creations
Wydanie polskie: 2017
Liczba stron: 580 (mobi)
Moja ocena: 9/10

Od najmłodszych lat wpaja nam się do głowy system dzielenia zachowań na dobre i złe. W trakcie dorastania zaczynamy jednak zauważać, że świat wcale nie jest tak czarno-biały, jak nas uczono i czasami po prostu trzeba zrobić coś społecznie nieakceptowalnego, żeby zaowocowało to pozytywnym skutkiem. Jednak niewielu ludzi podejmuje takie decyzje w kontekście całej populacji, ponieważ myślę, że tak naprawdę niewielu jest w stanie to robić. Przynajmniej ja nie miałabym w sobie tyle odwagi.

Dobro złem czyń to antologia dziesięciu najlepszych opowiadań w konkursie literackim pod tym samym tytułem, organizowanym przez wydawnictwo Genius Creations. Akcja większości opowiadań ma miejsce w przyszłości, w której technologia zapanowała nad ludzką codziennością, a główni bohaterowie zmuszeni są do podjęcia drastycznych decyzji, które zaważą nad losem całej społeczności.

Magdalena Kucenty pojawia się w nim aż dwa razy - na pierwszym i piątym miejscu. Jej opowiadania były całkowicie inne od pozostałych, choć nie wiem, czy jest to raczej ich wada czy zaleta. Były niesamowicie ciekawe, a Algorytm mniejszego zła idealnie rozpoczął całość. Po jego przeczytaniu chciałam natychmiast poznać pozostałe historie. Jednak nie stanowią zamkniętej całości i chyba nie do końca jestem w stanie je zrozumieć, dlatego byłabym bardzo wdzięczna, jeśli na ich podstawia powstałoby coś dłuższego, co dokładniej opisałoby stworzony przez autorkę świat. Jeśli miałabym wybierać to, które bardziej mi się podobało to zdecydowanie są nim Papierowe Dusze. Ze względu na świetny klimat, ciekawe wątki kryminalne, dociekliwą i silną główną bohaterkę, a także zaskakujące zakończenie. Zwycięskie opowiadanie chętniej przeczytałabym, jako książkę.

Drugie miejsce zajęła Dorota Dobrzyńska z bardzo emocjonującymi Duchami Ziemi Obiecanej, których akcja odbywa się w dalekiej przyszłości, w przestrzeni kosmicznej. Ludzkość odnalazła planetę, którą mogą skolonizować, jednak wiążę się z to pewnymi "dysfunkcjami" dzieci na niej urodzonych. Główna bohaterka jest jednym z nich, co sprawia, że stała się odludkiem. Pewne tragiczne wydarzenie sprawia, że staje się niezbędna do uratowania dużej grupy ludzi. Agnes wykazała się ogromną odwagą i trzeźwością myślenia w swoich działaniach, choć nie obyło się bez wątpliwości. Przez to cały czas drżałam ze strachu o zdrowie i życie uwięzionych w rozbitej kapsule.

Opowiadanie Łukasza Trykowskiego było niezwykle zabawne i jednocześnie strasznie przerażające. Wręcz groteskowe. Wyobraźcie sobie, że ktoś pewnego dnia opatentowałby śmierć. Ludzie przestaliby umierać, nawet w tragicznych wypadkach, kataklizmach, zamachach terrorystycznych. Z jednej strony brzmi pięknie, jednak autor przewidziałby również i drugą stronę medalu - żywot tych osób skazany jest już tylko i wyłącznie na cierpienie, ponieważ pomimo nieśmiertelności ich ciała nie są niezniszczalne. Na szczęście ktoś wreszcie przychodzi im z pomocą. Tylko pozostaje pytanie czy to przyniesie jakiś skutek?

Według mnie najbardziej dopracowanym i przerażającym opowiadaniem jest Kapelusz, garnitur i płaszcz z garbandyny Filipa Laskowskiego. Opowiada o staromodnym, mechanicznym antykwariuszu, który otrzymuje nietypowe zadanie zakupienia pewnego obrazu. Problem w tym, że obraz ten według internetu nie istnieje. Jest elementem kolekcji cenionej kobiety, która za nic nie chce go sprzedać. Razem z Kerkoliacem po nitce dochodzimy do kłębka, czyli sposobu na pozyskanie malowidła od niej. Tym samym odkrywając bardzo tajemniczą historię sprzed wielu, wielu lat. Zakończenie historii w dyskretny sposób, od razu przypomniało mi o orwellowskiej ewaporacji, co jest oczywiście ogromnym plusem. Poza tym całość była niezwykle zaskakująca i zasługuje na miano mojego ulubieńca.

Myślę, że Istavan Vizvary i jego Wkład własny również zasługują na ogromne brawa ode mnie, ponieważ fabuła była niezwykle oryginalna oraz wprawiająca w zdumienie. Poruszała niezwykle poważny temat zemsty, na osobach, które wyrządził innym krzywdę. Janusz za śmieszną cenę kupuje w komisie ekspres do kawy, co wprawia go w niesamowicie dobry humor, ponieważ jest kawoszem. Niebawem jednak spostrzega, że tajemnicze morderstwa w jego okolicy mają dziwny związek z jednym z programów w nowym sprzęcie, który co chwilę zmienia nazwy. W międzyczasie odkrywa również dramat, odgrywający się w mieszkaniu naprzeciwko. Mężczyzna jest wspaniałym człowiekiem, którego ominęła znieczulica społeczeństwa. Ma w sobie tyle odwagi, aby zareagować, gdy komuś innemu dzieje się krzywda. Nie omijają go wyrzuty sumienia oraz wątpliwości. Jest główną siłą tego opowiadania.

Klimat opowiadania Karoliny Cisowskiej Sklepik z motylami nieco przywodził mi na myśl serię Diabelskich Maszyn Cassandry Clare. Akcja odgrywa się w tajemniczym, zmechanizowanym mieście, którego pochodzenie oraz materiał napędowy jest dla mnie dość zagadkowe. Spotyka się tam dwójka ludzi, pragnący tylko jednego - zemsty za przeszłość. Pomagają im w tym demony, którym zaprzedali duszę (tutaj mocno przypomina Pana Twardowskiego i Fausta). Historia jest interesująca i szczegółowo opisana, jednak zakończenie mocno zbija z tropu. Sprawiło, że nie wiem, co o nim sądzić.

Kolejnym moim ulubieńcem jest Dobra robota Macieja Oleszki, która podobnie jak kilka poprzednich opowiadań zawiera sceny drastycznych morderstw. Pewien mężczyzna, który wcześniej był kochanym mężem, ojcem i szanowanym policjantem wyjawia nam dlaczego, w stanie całkowitej poczytalności dopuścił się dwudziestu sześciu makabrycznych zbrodni. Jest niesamowitym narratorem, które oddaje wszystko z dokładnymi szczegółami. Podaje racjonalne argumenty oraz wstrząsa czytelnikiem. Wywołuje poruszenie nie tylko w nim, ale również w uczestnikach akcji. Dlaczego dopuścił się tych wszystkich zabójstw? To niezwykle interesujący temat.

Poławiaczka pięknych grzechów to coś niezwykłego, poruszającego oraz zaskakującego. Kobieta wędrująca po mieście gromadzi historię o grzechach obcych ludzi w postaci naszyjnika z pereł, który zawsze ma szyi. Jaką historię ona skrywa? Na pewno odwołuje się do sumienia lekarzy, którzy muszą nosić na sumieniu życie i zdrowie ludzi, których stan zamiast poprawić pogorszyli. Jest niezwykle to historia niezwykle smutna oraz ciężka.

Przyznam, że ostatnie opowiadanie wcale nie jest najgorsze. Czytałam je z równym zainteresowaniem, co wszystkie poprzednie. Sylwia Finklińska opowiada historię miłosną dwójki ludzi o niezwykłych talentach. Ich związek rozpoczyna się od starej sprawy zaginięcia nastolatki. Wspólne rozwiązanie jej bardzo ich do siebie zbliża. Sprawia, że nie mogę bez siebie żyć, a jedno skoczyłoby za drugim w ogień. Nie jest to tandetna historia miłosna. Jest całkiem zgrabnie napisana, a fabuła nie kręci się tylko i wyłącznie wokół niej. Miłość to jedynie tło dla rozwiązania sprawy kryminalnej.

Trochę się rozpisałam, ale każdy autor zasługiwał na swój własny, choćby króciutki akapit, ponieważ odwalił kawał dobrej roboty. Wszystkie historie są świetnie dopracowane, interesujące oraz zaskakujące. Często poruszają ciężkie dylematy moralne, przez co skłaniają do refleksji, a konstrukcja ich światów porusza wyobraźnię. Mogę jedynie zachęcić was do zapoznania się z ich genialnymi pracami oraz oczekiwać na kolejne historię spod ich pióra.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Genius Creations

poniedziałek, 20 lutego 2017

"Czarna Książka. Antologia Opowiadań Żużlowych" Joanny Krystyny Radosz

Autor: Radosz Joanna Krystyna
Tytuł polski: Czarna Książka. Antologia Opowiadań Żużlowych
Wydawnictwo: Ziemowit Ochapski Imperium Publishing
Wydanie polskie: 2016
Liczba stron: 372
Moja ocena: 7/10

Stali czytelnicy mojego bloga mogą się orientować, że swoją przygodę z internetową działalnością twórczą rozpoczęłam od pisania opowiadań (potocznie nazywanych fanfiction) o skoczkach narciarskich. W szerszej perspektywie miałam do czynienia jedynie z tym sportem i na nim najlepiej się znam, a o żużlu wiem jedynie, że to wyścigi motocyklowe na nawierzchni o takiej samej nazwie. Niemniej, kiedy otrzymałam propozycje zrecenzowania zbioru opowiadań, w których głównym bohaterem jest właśnie czarny sport, zgodziłam się i pewnie zastanawiacie się teraz dlaczego. Odpowiedź jest bardzo prosta - ponieważ zostały napisane przez młodą, polską autorkę, która rozpoczynała dokładnie w taki sam sposób jak ja, miała w sobie mnóstwo odwagi, aby wydać książkę o sporcie niszowym i udało jej się.

Czarna Książka. Antologia Opowiadań Żużlowych to jak sama nazwa mówi zbiór trzynastu opowiadań, których fabuła toczy się wokół osób związanych z żużlem - sportowców, dziennikarzy, rodzin czy trenerów - które zrodziły się w głowie Joanny Radosz. W związku z czym miłośnicy tego sportu nie odnajdują dobrze znanych sobie nazwisk żużlowców, a pewnie jedynie widoczną inspirację w niektórych bohaterach. Autorka, bazując na naszym świecie, stworzyła swoje własne uniwersum. Największą zaletą wszystkich tych opowiadań jest fakt, że się łączą w całkiem spójną historię współczesnego żużla, która tak właśnie mogłaby wyglądać naprawdę.

Nie zauważyłam też zbytniej tendencji do idealizowania żużlowego półświatka ani samych bohaterów. Oczami autorki ten sport ma swoje dobre, złe a nawet i mroczne strony. Młodych chłopaków z dobrymi wynikami nazywa się wielkimi nadziejami, choć nie zawsze udaje im się je spełnić. Muszą walczyć z przeciwnościami losu - choćby taką złamaną w trakcie wyścigu ręką czy nadprogramowym wzrostem - aby dotrzeć do upragnionego sukcesu. Mamy tu też wielkich sportowców, legendy, które powoli odchodzą lub ceni się je jedynie za osiągnięcia a nie postawę czy osobowość. Znajdą się również makabryczne tajemnice, skrywane przed resztą świata, ludzkie tragedie, wewnętrzne konflikty czy chwilę szczęścia i zrozumienia, że mimo wszystko to jedna wielka, sportowa rodzina.

Wracając jeszcze do wcześniej wspomnianej spójności w fabule opowiadań, to cenię ją przede wszystkim za to, że dzięki niej nie musiałam rozstawać z ulubionymi bohaterami zaraz po zakończeniu pierwszego tekstu o nich. Szczególnie mówię tutaj o młodym Norwegu w duńskich barwach, który chyba najbardziej skradł sobie moje serce. Pettera-Aksela Lindmmana udaje nam się poznać od prawie że samego początku jego żużlowej kariery, aż do samego końca. Jest dość brutalnym i prostolinijnym człowiekiem, a braki w technice nadrabia siłą, ale poza torem wspaniały z niego kompan oraz powiernik i przede wszystkim wierzy w swoje możliwości, nie pozostawia kolegom tego, co zrobić powinien on. Obok niego znajduje się cudowny i kochany Davey Ruthford, bo zakończenie jego wątku wycisnęło mi łzy z oczu. Sprawiło, że już zawsze myśląc o tej książce będę czuła smutek. Może jeszcze brakowało mi nieco opowiadań o bardzo upartym, ale i troskliwym Ryszadzie.

Sięgając po Czarną Książkę nie spodziewałam się czegoś tak dobrego. Myślałam, że będzie to kolejny zbiór opowiadań, który przeczytam i szybko zapomnę, a jednak coś mnie w tym wszystkim urzekło. Dalej kompletnie nie znam się żużlu, choć poznałam kilka ciekawych faktów na jego temat, i nie zostałam przekonana do pokochania go na równi ze skokami narciarskimi, ale na pewno będę mile wspominać czas spędzony nad tą książką. Była wciągająca, momentami poruszająca do głębi oraz przede wszystkim bardzo ciekawie skonstruowana. Do tego stopnia, że nie trzeba być miłośnikiem żużla, żeby ją docenić

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję autorce.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...