sobota, 7 listopada 2020
Cienie Nowego Orleanu - Maciej Lewandowski
wtorek, 27 października 2020
Odechce wam się świętować. Na zawsze - "Upiorne Święta"
Święta Bożego Narodzenia kojarzą nam się przede wszystkim z ciepłem, dobrocią, miłością, rodzinnym czasem, dobrym jedzeniem i prezentami. Ten wyjątkowy klimat często zaczyna nas już otaczać niekiedy już w październiku, kiedy na sklepowych półkach zaczynają się pojawiać ozdoby i słodycze z najpopularniejszymi, świątecznymi motywami. Również wydawnictwa nie zwlekają, zalewają rynek mnóstwem uroczych opowieści o tym wyjątkowym okresie. Zazwyczaj ich unikałam, bo w przeważającej większości nie trafiały w mój gust. W końcu jednak po latach odnalazłam coś świątecznego, co naprawdę mnie zainteresowało.
Upiorne Święta to antologia opowiadań grozy uznanych polskich - i jednego zagranicznego - autorów obracających się w tych kręgach literackich, których akcja odbywa się w święta Bożego Narodzenia. Każdy z nich podszedł do tego tematu zgoła inaczej, w niektórych przewijają się wątki istot nadprzyrodzonych, w innych tematyka bardziej w klimatach fantastyki naukowej, a nawet porachunki mafijne. Stworzyło to bardzo fajny zbiór różnorodnych opowieści, które jak dla mnie nie wszystkie były straszne, ale na pewno bardzo wciągały. Zaplanowałam sobie, że będę czytać jedno opowiadanie dziennie, a w ostateczności pochłonęłam całość w zaledwie trzy dni.
Mam wśród nich swojego faworyta i zdecydowanie jest nim 87 centymentrów Artura Urbanowicza. Autor nadal trzyma się prowincjonalnego klimatu wiosek otaczających Suwałki. Tym razem grasuje tam seryjny morderca, którego policja ni w ząb nie może rozgryźć, ponieważ nie trzyma się schematu. Tymczasem grupka nastoletnich znajomych postanawia urządzić sobie wspólną Wigilię w dworku na odludziu, a na policję wpływa zgłoszenie o pojawieniu się tajemniczej maszyny na jednym z pobliskich gospodarstw. Od samego początku wydawało mi się najbardziej interesujące, miał rozbudowaną fabułę, świetnych bohaterów i przede wszystkim kupił mnie niesamowitym zwrotem akcji na sam koniec. Chciałabym zobaczyć je w wersji filmowej!
Pozostałe opowiadania były na mocno wyrównanym poziomie. Z takich, które przykuły moją uwagę i zostały w głowie na później na pewno mogę wymienić też Rezerwat. Kryje się za nim bardzo fajna koncepcja całej powieści osadzonej w postapokaliptycznym świecie. Hanna Greń stworzyła interesującą intrygę w świecie mafii. Jestem zaskoczona, że jedynie w jednym tekście spotkałam się z wykorzystaniem świata pozagrobowego, bo jest to dość popularny motyw horrorów. Sam pomysł na to opowiadanie jest bardzo fajny, jednak wykonanie już trochę kuleje. Tekst Jakuba Ćwieka, który był w sumie drugim autorem, dla którego sięgnęłam po ten zbiór, nieco mnie zawiódł. Czytało się go dobrze, wciągał, ale zabrakło mi gdzieś głębi i tej straszności.
Upiorne Święta może nie sprawiły, że zaczęłam tęsknić za świętami i chciałam poczuć ten klimat już teraz, ale były naprawdę bardzo fajną lekturą, którą czyta się w ekspresowym tempie. Artur Urbanowicz ustawił poprzeczkę dla pozostałych autorów bardzo wysoko, dlatego nie chcę ich oceniać zbyt surowo. Ich teksty również były świetne, jednak w porównaniu z 87 centymetrów nie mają żadnych szans. Myślę, że będzie to idealna lektura dla miłośników literatury grozy, którym brakuje po prostu świątecznych historii, które byłyby stworzone idealnie dla nich.
wtorek, 1 września 2020
Głosząca Kres - Jay Kristoff
sobota, 23 maja 2020
Dwór Mgieł i Furii - Sarah J. Maas
wtorek, 7 kwietnia 2020
Fałszywy Pieśniarz - Martyna Raduchowska

Fałszywy Pieśniarz to kolejna książka, z której recenzją mam malutki problem. Siadam do napisania jej i w głowie pojawia mi się totalna pustka, bo nie umiem odnaleźć odpowiednich słów na opisanie wam, dlaczego jest taka dobra. Głównie ze względu na fakt, że jest to kolejny tom i bardzo nie chciałabym się powtarzać. Spróbujmy jednak napisać coś sensownego, co przekona was do tej serii.
Z każdym kolejnym tomem coraz bardziej zakochuje się w tej serii i z bólem muszę przyznać, że naprawdę widziałabym Fałszywego Pieśniarza jako ostatnią część. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione i nie bardzo wiem, o czym dalej miałaby ona opowiadać. Niemniej serdecznie wam ją polecam. Szczególnie, jeśli szukacie nieco groteskowej powieści fantastycznej z dużą doża humoru oraz niepospolitymi bohaterami, a do tego napisanej przez naszą rodzimą autorkę.
sobota, 14 grudnia 2019
Oczy Uroczne - Marta Kisiel

Przed przeczytaniem tej recenzji chciałabym was uprzedzić, że zapewne poczujecie się zaskoczeni. Oczy uroczne nie będą kolejną powieścią Marty Kisiel, którą będę wychwalać pod niebiosa. Z drugiej strony nie uważam jej też za jakiś totalny niewypał i klapę. Po prostu, w przypadku tych bohaterów i tej historii coś nie do końca między nami zagrało.
Na miejscu starej Lichotki powstał nowy domek, który dzisiaj zamieszkuje Oda wraz ze swoim czortem Bazylem oraz uratowanym szczeniakiem Kuleczką. Kobieta pracuje w pobliskiej przychodni, gdzie w krótkim czasie pojawiają się pacjenci z niebezpiecznymi ranami i niepokojącymi historiami o ich powstaniu. Dodatkowo Bazyl wymyka się z domu w tajemniczych sprawach osobistych, a jej przyjaciel Roch zaczyna się dziwnie zachowywać.
Nie powiem w tym miejscu, że pomysł na tą historię jest totalnie skiepszczony i czytało mi się okropnie. Wręcz przeciwnie - fabuła jak zawsze jest niesamowicie interesująca oraz wciągająca. Akcja kręci się głównie wokół tego, co kryje las oraz przeszłości Ody, które w pewnym momencie zaczynają się zazębiać. Ogromnie intrygowało mnie również, co takiego ukrywa przed swoją opiekunką mały czort. Nie zgrał mi jedynie wątek miłosny, który niby nie był jakiś szczególnie oczywisty - ze względu na to, że wydarzenia poznajemy z perspektywy Ody - ale zachowanie Rocha totalnie zdradzało, o co w tym wszystkim chodzi. I to ono w tym wszystkim najbardziej mnie irytowało.
Oda jest kobietą powoli wchodzącą w okres wieku średniego, choć cały czas zachowuje w sobie dobroć oraz bezinteresowność. Potrafi przełamać w sobie strach i przyjść z pomocą najgorszemu wrogowi. Roch za to jest z pozoru wiecznie markotnym, osowiałym odludkiem, który nie potrafi mówić o swoich uczuciach. Gdzieś w środku siebie ukrywa jednak ogromne serce, które pragnie troszczyć się o Odę. Podczas czytania Szaławiły bardzo polubiłam Bazyla, a tutaj według mnie zachowywał się niesamowicie dziecinnie. Za to bardzo polubiłam Michałkę, który wygląda na niesamowicie nieodpowiedzialnego, ale w rzeczywistości świetnie radzi sobie z dziećmi (i Bazylem). Jest bardzo pomocny i pracowity. Nie przepuści żadnej okazji, żeby uczciwie zarobić trochę grosza.
Nie będę zachwycać się Oczami Urocznymi, ani jakoś szczególnie nie będę też ich ganić. Jak na miarę Marty Kisiel to historia jest naprawdę świetna - wciągająca, ciekawa, z nawiązaniami do mitologii słowiańskiej. Po prostu jeden wątek, a konkretniej jedna postać, mnie tutaj dość mocno irytowała. Mimo wszystko fanom twórczości Kisiel nadal polecam zapoznać się z tą książką oraz serią, a nóż widelec wam jednak Roch przypadnie do gustu.
sobota, 26 października 2019
Nomen Omen - Marta Kisiel

Miałam ten tekst rozpocząć zupełnie inaczej. Chciałam powiedzieć wam, żebyście nie czuli zdziwieni czy też zaskoczeni, że recenzja Nomen Omen pojawia się tutaj po raz drugi. Z przykrością jednak musiałam stwierdzić, że nie poczyniłam wcześniej posta o mojej ulubionej powieści mojej ulubionej autorki. Jest mi z tym nieco dziwnie, bo na pewno wspominałam wam o niej miliony razy. Dzisiaj jednak naprawiam ten błąd i wrzucam calutki tekst poświęcony jedynie Nomen Omen.
Salka jest nieco niezdarna i może trochę przewrażliwiona w pewnych sprawach, ale to naprawdę fajna postać. Stara się uciec przed wybrykami członków swojej rodziny, ale one chodzą za nią jak mantra. Jeśli widzi w czymś szansę to nie owija w bawełnę, tylko od razu bierze się do roboty. Niedaś zaś to typowy student - w głowie mu tylko imprezy i najbliższe 24 godziny. Nawet nie do końca wie co się dzieje na zajęciach. Babcia Isia to cudowna kobieta, która kocha swoje wnuki i zawsze znajdzie czas i dobrą radę dla Salki. Ma jednak swoje słabości oraz nieco mroczną przeszłość. W międzyczasie poznajemy też równie ekscentrycznych Bartke i Basię, którzy stają się bardzo ważnymi postaciami. O starszej pani jednak nie będę za dużo mówić, bo to wyjaśnienie całej sytuacji to chyba moja najbardziej ulubiona scena. ;)
Podsumowując, Nomen Omen to po prostu genialna powieść, od której nie tylko nie da się oderwać, ale również nie da się do niej nie wrócić. Styl Marty Kisiel jest niesamowity - idealnie potrafi łączyć tematy poważne z żartami. Wielokrotnie odwołuje się do ważnych elementów naszej kultury i potrafi przy tym niesamowicie zaciekawić. Co jednak najważniejsze stworzyła postacie, o których nie da się zapomnieć, ponieważ są niemal jak żywe i każdy ma swój własny, niepowtarzalny charakter oraz dziwactwa. Jeżeli jeszcze nie czytaliście żadnej jej powieści to koniecznie zapoznajcie sie z choć jedną! Na początek jednak szczególnie polecam właśnie Nomen Omen.
wtorek, 13 sierpnia 2019
Rubież - Marcin A. Guzek

Kilka lat po upadku Komandorii 54 sytuacja wydaje się niemal sielankowa. Na rubieżach powstała nowa siedziba Szarej Straży, której dowodzi książę Nathaniel Everson, mając pod sobą większość swoich kolegów sprzed lat. Jednak jeden ze strażników ginie w tajemniczych okolicznościach w pobliskim mieście, Sklavianie szykują się do kolejnych najazdów, a do tego wiedźmy przepowiadają przybycie demona wojny. Tym razem bohaterowie nie poradzą sobie sami. Ich jedyną nadzieją jest pomoc ze strony Imperium.
Marcin Guzek nie bawi się z czytelnikiem. Nie ma przypominania wydarzeń z poprzedniego tomu, tylko od razu przechodzimy do dalszej części fabuły. Często też odwołuje się do Komandorii 54, więc w pewnych momentach bez znajomości wcześniejszej części można się nieco pogubić w akcji i relacjach między bohaterami. Według mnie jest to jednak ogromny plus dla autora, ponieważ skupia się na rozwijaniu postaci oraz świata przedstawionego, zamiast roztrząsać przeszłość.
Główna oś fabularna Rubieży skupia się na powiedzeniu „historia kołem się toczy". Nasi bohaterowie w dalszym ciągu wykonują swoje główne obowiązki, czyli walka z zabobonami i czarami wśród mieszkańców krańców Imperium. W tym miejscu autor w świetny sposób kreuje obraz społeczeństwa, którym zapewne byli Polacy w czasach Mieszka I, tuż po chrzcie, kiedy w bardzo intensywny sposób walczono z poganami na naszych ziemiach. Do tego dochodzi im sprawa płaszczobójstwa oraz zapowiadane przez wiedźmy nadejście Amanthu. W to wszystko idealnie wkomponuje się kolejny najazd dzikich z puszczy rozciągającej się tuż za rubieżami. Tym razem jednak wszystko jest jakby na większą skalę. Wszystkiego jest więcej i jedynym ratunkiem dla tych ziem jest pomoc ze strony Imperium.
W dalszym ciągu akcja nie skupia się na jednej głównej postaci, a kręci wokół całej grupy szarych strażników oddelegowanych do Komandorii 42. Na jej czele stoi dobrze już nam znany Nathaniel, który uzyskał swoją posadę nie tylko dzięki dobremu urodzeniu, ale również świetnym umiejętnością przywódczym i skromności. Jednak w niektórych momentach wierzy po prostu w cuda. Lucius w poprzednim tomie był skromnym, nieśmiałym i oczytanym człowiekiem. Przyniosło mu to jednak świetne owoce. Jest mnichem w Komandorii i strażnicy wielokrotnie przychodzą do niego rady i niezbędne informacje. Założył rodzinę, którą otacza opiekę i ogromną miłością. Magnus wybrał życie nomada i wędruje po Rubieżach, uwalniając ludzi od złych wiedźm. Świetnie żyje mu się w samotności, a kiedy ma dowodzić większej grupce, zaczyna czuć się niepewnie, choć wychodzi mu to całkiem nieźle. Cassandra odnalazła swoje miejsce i może doskonalić swoje umiejętności Widzącej. Możemy poznać również wiele nowych i ciekawych postaci m.in. księcia Aureliusa, który w przyszłości będzie świetnym Imperatorem, ponieważ nie boi się poznać problemów ludności od podszewki. Sklavianie również przestają być tylko dzikimi z puszczy, a zyskają nieco obyczajowości. Są ludem z nieco luźniejszym obyciem, a śmierć w polu bitwy uznają za wielki honor.
Rubież była fajnym powrotem do uniwersum Szarych Płaszczy. Bohaterowie z poprzedniego tomu dorośli, kilku z nich poszło w swoje ślady, jednak w najważniejszym momencie wszyscy znowu zebrali się w tym samym miejscu, aby stanąć do walki przeciwko Sklavianom. Autor podsyca atmosferę jeszcze kilkoma innymi wątkami pobocznymi oraz nowymi postaciami, dlaczego mam nadzieję na ciąg dalszy. Wam za to serdecznie polecam zapoznanie się z historią grupki rekrutów z dalekich rubieży.
sobota, 29 czerwca 2019
Gdzie diabeł mówi dobranoc. Tom 1. Księżyc jest pierwszym umarłym - Karina Bonowicz

sobota, 8 czerwca 2019
oko pustyni - richard schwartz

wtorek, 2 kwietnia 2019
inkub - artur urbanowicz

niedziela, 3 marca 2019
alyssa i czary - a.g. howard

Co jakiś czas wraca do nas moda na bardzo mocne inspirowanie książek baśniami czy klasycznymi książkami dla dzieci, które nazywamy retellingami. Nie wiem jaka była najwcześniejsza historia tego typu, ale pierwszą, która odbiła się jakimś większym echem była Saga Księżycowa, które pomimo dużego zainteresowania, w naszym kraju doczekała się tylko dwóch części, ale niebawem mają pojawić się kolejne. Mam jednak wrażenie, że w ciągu ostatniego roku czy dwóch pojawiło się takich powieści dużo więcej i na jedną się skusiłam.
Alyssa w prostej linii pochodzi od dziewczynki, która zainspirowała Louisa Carolla do napisania jego najpopularniejszej powieści. Samo to przynosi jej same kłopoty wśród rówieśników, a do tego ma jeszcze dość unikatowy sposób bycia i ogromny sekret. Jej matka od kilkunastu lat przebywa w zakładzie psychiatrycznym z objawami, które nierozerwalnie kojarzą się z historią Alicji, a sama główna bohaterka odkąd zaczęła dojrzewać słyszy głosy m.in. roślin i owadów. Aby uratować matkę przed terapią elektrowstrząsami, musi udowodnić, że Kraina Czarów naprawdę istnieje.
Początek historii Alyssy bardzo mnie wciągnął i zapowiadał naprawdę genialną lekturę, która być może trochę zmroziłaby mi krew w żyłach. Jednak gdzieś około setnej strony miałam mały kryzys i jakoś nie bardzo mogłam dać się ponieść fabule. Myślę, że było to głównie związane z wątkiem miłosnym, który był niezwykle typowy dla powieści młodzieżowych, jeszcze gdzieś później wyłonił się z niego trójkąt. Niemniej podróż do Krainy Czarów i cała jej kreacja w wykonaniu A.G. Howard niezwykle mnie urzekła, ponieważ była oryginalna, groteskowa i jednocześnie idealnie wpasowała się w wizje Louisa Carolla. Mieliśmy tu do czynienia z totalnym absurdem i wywróceniem rzeczywistości na drugą stronę. Samo rozwiązanie tajemnicy historii rodzinnej Alyssy wbiło mnie w fotel. Nigdy nie spodziewałabym się, że doszło do takiej sytuacji.
Alyssa ma wiele dziwactw i nie stara się ich ukrywać, tylko pokazywać prawdziwą siebie. Nie przynosi jej to oczywiście zbyt wielu przyjaciół i popularności nawet wśród młodych, ekscentrycznych artystów. Do tego bardzo kocha swoją rodzinę i jest w stanie skoczyć za nich w ogień. Drażniła mnie jedynie w momentach, kiedy na scenę wychodził przyjaciel, w którym się podkochiwała lub Morpheus. Sam Jeb jakoś nieszczególnie mi przypasował. W Krainie Czarów zaś mogliśmy spotkać starych bohaterów w nieco innych, groteskowych postaciach - na przykład Królika Białego czy Kota z Cheshire.
A.G. Howard wpadła na naprawdę fajny pomysł z napisaniem sequelu Alicji w Krainie Czarów i w całkiem umiejętnie wprowadził go w życie. Jego wizja świata z powieści Louisa Carolla niezwykle przypadła mi do gustu, a do tego fabuła wielokrotnie zaskakiwała, w szczególnie zakończenie. Główna bohaterka miała ciekawą osobowość, choć nie zgadzam się z wszystkimi jej decyzjami i zachowaniami. Myślę, że Alyssa i Czary przypadną do gustu miłośnikom fantastyki młodzieżowej i właśnie im polecam sięgnięcie po nią.
środa, 23 stycznia 2019
pierwsze słowo - marta kisiel

Dzisiaj po raz kolejny staję przed bardzo trudnym zadaniem wypowiedzenia się na temat książki, która po prostu musiała być dobra. Poziom skomplikowania wzrasta ze względu na fakt, iż jest to zbiór opowiadań. Jest w nim więcej historii, o których chciałabym opowiedzieć jak najwięcej, żeby was przekonać o ich genialności i przy okazji nie zdradzić zbyt wiele z fabuły. Misja z pozoru wydaje się prawie niewykonalna, a jednak podejmę się tego wyzwania.
Pierwsze Słowo to antologia trzynastu opowiadań z całego okresu twórczości mojej ulubionej pisarki, Marty Kisiel. Choć autorka rozpoczyna go słowami, że tak naprawdę nie umie pisać opowiadań jest wręcz odwrotnie. Lektura książki przyniosła mi niesamowicie dużo emocji i wrażeń - od śmiechu poprzez zdziwienie i wzruszenie, aż po łzy. Po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi pisać nie tylko opowieści oparte na zabawnych sytuacjach, ale również takie uderzające prosto w serducho.
Wszystko zaczyna się od jej debiutu literackiego, czyli Rozmowy dyskwalifikacyjnej. Przeróżne postacie zbierają się w kolejce do Komisji do spraw Oryginalności Dzieł i Arcydzieł. Widzę w niej metaforyczny, zabawny komentarz do dzisiejszego społeczeństwa czy niektórych powieści. Szczególnie wzruszające okazały się być Kathabasis czy tytułowe Pierwsze Słowo, które opowiadają o przepięknej relacji matka - dziecko. Mamy tutaj również możliwość ponownego przeczytania pierwszego rozdziału Dożywocia czy dodatku do niego w postaci Szaławiły. To pierwsze było fajnym powrotem do perypetii ulubionych bohaterów, a drugie, przeczytane po raz pierwszy, niezwykle mnie urzekło i jeszcze bardziej zaostrzyło apetyt na kolejny tom. Jadeit i Miasto motyli i mgły były historiami owianymi otoczką tajemnicy i trzymającymi napięcie. W zamku tej nocy z kolei w zabawny sposób parodiuje scenę z Kordiana, kiedy tytułowy bohater szykował zamach na cara. Całe światy Dawida niezwykle trafnie opisywały niektóre zachowania ludzi w internecie. Najbardziej jednak przemówiło do mnie opowiadanie o Stanisławie Koziku, starszym mężczyźnie, który umarł w pracy i kompletnie nikt tego nie zauważył.
Antologie, do tego zebrane z różnych okresów twórczości, zazwyczaj bywają nierówne pod względem jakościowym. W tym przypadku muszę jednak przyznać, że wszystkie opowiadania bardzo mi się podobały i nie mogłam oderwać się od lektury, póki nie poznałam zakończenia akurat czytanego. Dowodzi to, o ogromnym kunszcie autorki już od początku jej kariery, a do tego cały czas się rozwija.
poniedziałek, 14 stycznia 2019
filary świata - anne bishop

Po śmierci matki i babki, Ari zostaje sama z zadaniem, które od pokoleń ciąży na jej rodzinie - pilnowaniem Starego Miejsca. Jednak nastroje w sąsiedztwie robią się coraz bardziej napięte, a dziewczyna przestaje być bezpieczna. Fae nie przejmowali się światem ludzi. Wpadali tylko od czasu do czasu zaznać chwili rozrywki, jednak przejścia zaczynają się zamykać, skazując kolejne ich klany na izolacje. Jedyną wskazówką dla nich jest wzmianka o Filarach Świata.
Zdecydowałam się sięgnąć po tą powieść, ponieważ sam pomysł na znikające fragmenty świata Fae w połączeniu z polowaniami na czarownice bardzo mi się spodobał. Wykonanie jednak budzi nieco moje wątpliwości, ponieważ w wielu momentach miałam wrażenie, że autorka bardziej skupia się na stworzonym trójkącie miłosnym. Szczególnie, że po dwóch-trzech rozdziałach właściwej akcji, przez kolejne kilkadziesiąt stron rozwijały się tylko relacje między Ari a Lucianem i Neallem. Mało który z bohaterów myślał wtedy w ogóle, w jaki sposób ratować siebie czy swój świat. Dopiero, kiedy mieli już nóż gardle zaczęli działać, więc większość akcji skupia się na końcowych stu lub stu pięćdziesięciu stronach. Nie zmienia to faktu, że w jakiś dziwny sposób czytało się tą książką naprawdę przyjemnie i nie miałam większych problemów z wciągnięciem się w przygody bohaterów. No i samo zakończenie całkiem mnie usatysfakcjonowało. Choć był to happy end to nie taki w stu procentach cukierkowy, a do tego Anne Bishop utarła nosa odpowiednim osobom.
Po śmierci matki i babki, Ari czuła się totalnie zagubiona. Szczególnie, że wciąż pomagała ludziom, jak umiała, a oni przestali być dla niej uprzejmi. Zaczęli obwiniać ją o wszelkie nieszczęścia. Do tego nie znała jeszcze w stu procentach swoich mocy. Wydawała się też nieco głupiutka w relacjach z mężczyznami. Bardzo łatwo było zdobyć jej zaufanie. W ostateczności podjęła jednak właściwą decyzję, co do tego z kim chce spędzić całe swoje życie. Neall był bardzo mądrym młodzieńcem, na zabój zakochanym w młodej czarownicy. Robił wszystko, aby zdobyć jej serce i rezygnował z polepszenia swojego do momentu, kiedy ta nie przyjmie jego oświadczyn. Lucian z kolei był typowym Fae - aroganckim lekkoduchem. Dokładnie tak, jak jego siostra. Nie można było im ufać. Z tego schematu wybijała się szczególnie Morag, Zbieraczka. Była bardzo inteligentna i całe rozwiązanie zagadki zawdzięczają tylko jej.
Filary Świata są raczej fajnym guilty pleasure niż genialną powieścią fantastyczną, dlatego mam problem z jej ocenieniem. Z jednej strony naprawdę dobrze i szybko mi się ją czytało, a z drugiej miała kilka naprawdę rażących wad. I choć zakończenie, jak wspomniałam, było dla mnie odpowiednie to zastanawiam się, o czym autorka chce pisać w kolejnych tomach, skoro cała akcja zamknęła się w tym.
wtorek, 1 stycznia 2019
czarny amulet - adam faber
czwartek, 13 grudnia 2018
demon luster - martyna raduchowska
Swoją przygodę z twórczością Martyny Raduchowskiej rozpoczęłam właściwie tylko i wyłącznie przez skojarzenie z Martą Kisiel oraz genialnie zaprojektowaną przez Dominika Brońka okładkę. Wiedziałam, że w tym przypadku intuicja mnie nie zmyli i dostanę dokładnie to, czego po niej oczekuję. Nie pożałowałam tej decyzji, bowiem Szamanka od umarlaków w pełni zaspokoiła moje wymagania. Świetnie zbudowana fabuła oraz świat przedstawiony, do tego genialny humor i ciekawa główna bohaterka. Wszystko to sprawiło, że nie mogłam się doczekać drugiego tomu, a dziś w końcu mogę opowiedzieć wam o swoich wrażeniach. Czy Demon Luster był równie świetny? A może dopadła go klątwa drugiego tomu?
Dusza Mikołaja utknęła po drugiej stronie lustra, a na Idzie wisi odpowiedzialność przeprowadzenia jej na tamten świat. Inaczej sama odejdzie w nicoś. Gdy dziewczyna na własnej skórze zaczyna odczuwać pierwsze zapowiedzi marnego końca, bierze się do poszukiwań sposobu na wyrwanie Kwiatkowskiego z sideł demona. Musi to robić za plecami ciotki Tekli, ponieważ ta wciąż uparcie nie chce jej pozwolić na podróż do wnętrza lustra.
Akcja Demona Luster rozpoczyna się niemal w tym samym momencie, w którym zakończyła się pierwsza część serii Martyny Raduchowskiej. Powracamy do tych samych bohaterów oraz tej samej historii, przy czym autorka konsekwentnie rozbudowuje swój świat. Od samego początku czułam się, jakbym wróciła do domu. Choć pojawiło się kilka nowych postaci oraz ciekawych wątków to świetnie one współgrają z klimatem serii. Całość jest niesamowitym połączeniem dreszczyku grozy oraz genialnego humoru. Z ogromną przyjemnością śledziłam poczynania Idy w poszukiwaniu sposobu na uratowanie się przed nicością, a następnie śledztwo w sprawie tożsamości tytułowego bohatera, które przeprowadziła wraz z Kruchym. Najwięcej emocji przyniosło jednak samo zakończenie, o którym jednak, z czystej przyzwoitości, nie chciałabym za dużo wam opowiadać.
Ida po raz kolejny została zmuszona do robienia tego, czego od początku się wyrzekała - do wykorzystywania swoich mocy. Z jednej strony robi to własnej woli, bo inaczej zniknie w nicości, z drugiej zobowiązuje ją do tego przysięga. Prowadzi to do wielu myślowych starć w jej głowie. Najpierw szuka sposobu, aby uniknąć takiego losu bez wchodzenia do lustra, ale ostatecznie podejmuje się wyzwania. Może przy tym liczyć na nieocenioną pomoc Kruchego, który w tym tomie zyskuje niezwykle interesującą przeszłość. Tekla nadal pozostaje sobą - upartą i ciekawską ciotką, choć wydarzenia również jej pozwalają dużo bardziej uwierzyć w umiejętności bratanicy. Do tego mamy jeszcze niepozorną Kornelię, która pod pozorami skrywa bardzo inteligentną kobietę. A do tego historia samego Demona Luster jest naprawdę ciekawa!
Podsumowując, Demon Luster jest równie dobry, a może i nawet lepszy od swojego poprzednika. Niewątpliwie trzyma poziom całej serii i rozbudowuje świat przedstawiony w dokładnie takim samym klimacie. Ogromnie cenię sobie nutkę horroru wprowadzaną przez autorkę oraz genialne fabuły i zwroty akcji. Do tego jeszcze bohaterowie w żaden sposób mnie nie zawiedli. Jednym słowem, jeżeli czytaliście Szamankę od umarlaków to koniecznie musicie dać szansę kolejnemu tomowi.
poniedziałek, 26 listopada 2018
triskel. gwardia - krystyna chodorowska
Sinead wychowała się w kraju pogrążonym w wojnie. Po wyjeździe na studia do imperium za oceanem odkrywa w sobie nadprzyrodzone zdolności i przystępuje do grupy takich ludzi, jak ona. Poza zajęciami oraz pracą w fundacji, ratuje również mieszkańców swojego nowego miasta jako Mayday. Coraz częściej dochodzi tu do zamachów terrorystycznych, których źródło niekoniecznie pochodzi z tego świata.
Triskel. Gwardia mogłaby być naprawdę genialną powieścią, gdyby nie zbyt wiele wątków. Prawie cały czas czułam się, jakby autorka chciała w swojej książce zawrzeć wszystko. Przede wszystkim totalnie nie rozumiem wątku walki o wolność Sidheanii i wprowadzenia postaci Duncana, ponieważ nie wnosiły nic do historii, tylko były. Nie umiem również nie skojarzyć pewnych elementów świata przedstawionego z historią Polski czy Stanami Zjednoczonymi. Brakuje mi również mapki, która pozwoliłaby się w jakiś sposób połapać w geografii świata Chodorowskiej.
Nie chciałabym jednak tylko narzekać, bo książka ma również zalety. Jest dobrym debiutem w klimatach superbohaterów i fantastyki naukowej. Autorka w ciekawy sposób przedstawiła moce nie tylko Mayday, ale również jej towarzyszy. Do tego zbudowała całkiem ciekawy świat przedstawiony, który fajnie byłoby rozbudować w kolejnych tomach. Wątek przybyszów z innego świata również budzi moją ciekawość.
Zaś, jeśli chodzi o samych bohaterów to właściwie nie pałam jakąś większą sympatią do któregoś z nich. Duncan wydaje się być całkiem ciekawy, ale jak na razie niewiele go było i raczej występował w roli bojownika lub przyjaciela Sinead. Ona sama to pełna życia dziewczyna z ogromnym sercem i chęcią niesienia pomocy, dlatego idealnie sprawdza się w roli superbohaterki. Kret jest samotnikiem i bardzo mocno skrywa swoją osobowość. Zaś Burza kompletnie nie nadaje na kobiecych falach. Najbardziej ciekawi mnie w sumie Lazur. Mieszkaniec innego wymiaru, który ma jakiś tajemniczy plan względem świata Sinead.
Triskel budzi we mnie nieco mieszane uczucia. Z jednej strony to fajna książka z ciekawymi pomysłami i postaciami, a z drugiej coś nie zgrzytało. Nie widziałam sensu w niektórych wątkach i postaciach. Czułam się też zdezorientowana nie wiedząc, jak wygląda topografia świata Chodorowskiej. Mam jednak nadzieję, że w kolejnych tomach to wszystko nabierze większego rozmachu i autorka pokaże, że stać ją na naprawdę wiele, bo seria ma potencjał.
wtorek, 23 października 2018
drugi legion - richard schwartz
Codzienność ostudziła nieco moją porywczą motywacje do tworzenia nowych postów w ekspresowym tempie. Jednak czasem muszę w końcu usiąść i wyrzucić z siebie parę słów o jakiejś książce. Tym razem padło na kontynuacje serii Richarda Schwartza, która zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie.
Nie zawiodłam się również na nowych bohaterach. Nataliya bardzo przydała się naszym podróżnikom, dzięki czemu zyskała ich ogromne zaufanie. Dziewczyna posiada ogromną i niezbędną im wiedzę. Tymczasem w Besarajnie nieoceniona okazała się być pomoc tubylca - Armina. Miał on w tym wszystkim swój własny interes, ale nie można mu odmówić tych wszystkich rad odnośnie zachowań i informacji, gdzie czego szukać. Natomiast bardzo zirytowało mnie zachowanie siostry przyszłej kalify po tym, jak Havald uratował ją z niewoli. Nie dała nic sobie przetłumaczyć.
Uważam, że Drugi Legion to naprawdę świetna kontynuacja. Pełna ciekawych wydarzeń i zwrotów akcji, a także ciekawych bohaterów. Autor rozwija nie tylko bohaterów, ale również świat przedstawiony. Zdecydowanie nie mogę się doczekać kontynuacji.
piątek, 7 września 2018
tancerze burzy - jay kristoff
środa, 29 sierpnia 2018
diabelski młyn - aneta jadowska
Pamiętam, że po pierwszą książkę Anety Jadowskiej sięgałam nie w pełni przekonana do jej twórczości. Był to bardziej eksperyment i z tyłu głowy wciąż miałam myśl, że może mi się bardzo nie spodobać. Trochę przesadzałam, bo całkiem mocno wciągnęłam się w historię Nikity, choć nie mogło się obejść bez paru mankamentów w Dziewczynie z dzielnicy cudów. Dzisiaj, czyli jakieś dwa lata później, mogę powiedzieć, że z każdym tomem coraz bardziej kocham tą serię.






