środa, 22 listopada 2017

ulubione seriale


Ciągle obiecywałam wam i sobie, że napiszę coś o moich ulubionych produkcja z małego ekranu, ale ciągle nie umiałam się do tego zabrać. Przede wszystkim dlatego, że umiem pisać o historiach w nich zawartych, a nie do końca znam się na ocenianiu gry aktorskiej czy scenografii - również dlatego postanowiłam jednak nie pisać recenzji filmów. Teraz myślę, że to może czas się przełamać, bo a nóż widelec pomoże mi to w nauczeniu opowiadania o kwestiach technicznych. I może na wstępie opowiem też, że serialami zaraziła mnie moja przyjaciółka, z którą obejrzałam pierwsze trzy sezony Sherlocka od BBC, od którego wszystko się zaczęło, bo przez niego pokochałam Benedicta Cumberbutcha. Teraz mam za sobą już kilka niesamowitych seriali, a tutaj przedstawię wam sześć do tej pory najlepszych.

Bates Motel

Zacznę od absolutnego hitu i obecnie mojego ulubionego serialu, który pochłonęłam chyba najszybciej ze wszystkich. Za nic nie mogłam się oderwać, póki nie skończyłam sezonu, ewentualnie dwóch, a przede wszystkim zarwałam nad nim kilka nocy z rzędu. Bates Motel zakończył się na 5 niesamowitych, pełnych akcji sezonach. Był w nim wiele, genialnych wątków. Doprowadzał mnie do łez, do śmiechu i zdumionego opuszczenia dolnej szczęki. Vera Farmiga grająca Normę była absolutnie genialną, nadopiekuńczą matką. Freddie Highmore idealnie poradził sobie z rolą psychicznie chorego człowieka, a Max Theriot wcielający się w Dylana to miód na moje serce. Poza tym jak pewnie wiecie jest to remake Psychozy Alfreda Hithchocka i choć nie widziałam pierwowzoru, to co autorzy zrobili z najbardziej kultową sceną tego filmu to była po prostu miazga i jeden wielki szok.

Jeśli chodzi o zarys fabularny to jest on bardzo prosty i początkowo może wydawać się schematyczny, jednak nie dajcie się zwieść, bo tam nic takie nie jest. Po śmierci ojca, Norma wraz z synem kupują dom z podupadającym motelem w kalifornijskim miasteczku. Po przeprowadzce zdrowie chłopaka zaczyna drastycznie się pogarszać, a White Pine Bay odkrywa przed nimi swoje mroczne sekrety.

Hannibal

Kolejny, niezaprzeczalny majstersztyk małego ekranu, którego nie próbowano na siłę przeciągać. Oparty na kultowej historii współczesnego kanibala z niesamowitymi, niejednoznacznymi i silnymi postaciami oraz mroczną, idealnie pasującą do historii scenerią. Trudno mi się w ogóle wypowiadać na temat tego serialu, ponieważ on zasłużył na laury, na ołtarzyk w moim pokoju. Trzymał w napięciu niemal przez cały czas, zaskakiwał w najmniej oczekiwanych momentach, a przede wszystkim na sam koniec doprowadził mnie do rzewnych łez. A najlepszy jest fakt, że od początku znaliśmy tożsamość głównego sprawcy wielu makabrycznych mordów, bo w tym wszystkim przede wszystkim chodziło o przedstawienie bardzo złożonych i nietypowych charakterów antagonisty i protagonisty. Muszę jeszcze wspomnieć, że nie jest to produkcja dla ludzi o słabych nerwach, ponieważ wielokrotnie pojawiają się sceny ze zmasakrowanymi czy ułożonymi w rytualnych pozach ludzkimi zwłokami, krew oraz inne dla nich niesmaczne widoki.

Will Graham ma problemy z komunikacją, empatią i życiem w społeczeństwie, jednak te cechy sprawiają, że jest niezastąpionym profilerem w FBI. Niestety nie przeszedł testów psychologicznych, a przez to nie może zostać pełnoprawnym agentem. Pracuje nad sprawami na specjalnych warunkach - cały czas korzysta z terapii u psychiatry niezwiązanym z agencją. Alana Bloom, federalny terapeuta i jednocześnie przyjaciółka Willa, poleca mu Hannibala Lectera.

Containment

Tym razem coś z zupełnie inaczej beczki, bez morderstw, bez straszenie widza i przede wszystkim niezbyt popularne. Mnie jednak niesamowicie wciągnęło oraz zachwyciło przede wszystkim poziomem dopracowania czy ogromnie zaskakującym i wstrząsającym zakończeniem. Mimo, że ma zaledwie dwanaście odcinków to ogromnie zżyłam się z bohaterami, kibicowałam im i płakałam razem z nimi. Ma wiele naprawdę ciekawych wątków, które w idealny sposób opisują ludzi muszących żyć w odizolowanej od reszty świata strefie, walczących o życie i z góry skazanych na porażkę w starciu ze śmiertelnym wirusem. Pokochałam nawet główny wątek miłosny i aktor wcielającego się w rolę Jake'a czy Teresę i Xandera, którzy pomimo młodego wieku byli bardzo odpowiedzialni.

W Atlancie wybucha epidemia nieznanego dotąd wirusa, który zabija człowieka w przeciągu zaledwie czterdziestu ośmiu godzin, wywołując liczne krwawienia wewnętrzne. Jako pacjenta zero identyfikuje młodego uchodźce pochodzenia syryjskiego, a tym samym uznaje to jako atak bioterrorystyczny. Dzielnica, w której znajduje się epicentrum zostaje objęta kwarantanną. W jej środku zamknięci zostają narzeczona oraz przyjaciel jednego z policjantów odpowiedzialnych za utrzymanie kordonu, ciężarna nastolatka wraz z rodziną oraz grupka dzieci z opiekunką.

Taboo

Nie lubię książek historycznych, ale filmy czy seriale owszem, choć zależy to jeszcze od czasów, w których odbywa się akcja. Uwielbiam antyk, czasy kolonializmu czy powojenne i właśnie to było głównym powodem, dlaczego zdecydowałam się na obejrzenie Taboo. Po pierwszym sezonie jestem niezwykle zachwycona fabułą, kreacją scenerii oraz grą aktorską. Tom Hardy to genialny aktor, który idealnie odwzorował charakter, sposób bycia i pewność siebie Jamesa, a przede wszystkim twórcy świetnie pokazali realia tamtych czasów. Stworzyli kilka niezmiernie ciekawych wątków i do tego dorzucili mnóstwo zaskakujących plot twistów. Historia opiera się przede wszystkim na problemach dziewiętnastowiecznego społeczeństwa oraz takich, które do dzisiaj są tematem tabu - niewolnictwo, początki rasizmu, kazirodztwo, homoseksualizm czy walka o niepodległość Stanów Zjednoczonych.

James Keziah Delaney po dziesięciu latach pobytu w Afryce powraca do Londynu na pogrzeb ojca. Ludzie patrzą na niego, jak na ducha, ponieważ po zatonięciu statku Kampanii Wschodnioindyjskiej u wybrzeży Czarnego Lądu, został uznany za zmarłego. Okazuje się, że w spadku otrzymał cały podupadający majątek ojca, który posłuży mu do własnych, wyższych celów. W międzyczasie odkrywa wszystkie mroczne sekrety swojej rodziny oraz prawdę na temat katastrofy, w której brał udział.

Time After Time

Z tym serialem to już w ogóle jest śmieszna historia, ponieważ nawet nie wiem, jakim sposobem go znalazłam, ale zaraz po rozpoczęciu oglądania byłam wniebowzięta. Historia była niesamowicie wciągająca, zaskakująca oraz zabawna. Nie mogłam się od niego oderwać, a nawet postanowiłam zapoznać się z twórczością głównego bohatera, czyli H.G. Wellsa, protoplasty fantastyki naukowej. Jednak w pewnym momencie znalazłam informacje, że stacja anulowała go po pięciu odcinkach i było mi z tego powodu bardzo przykro. Choć nie był jakoś bardzo genialny to bardzo go polubiłam. Raptem kilka tygodni temu znalazłam informacje, że w internecie pojawiły się dalsze odcinku! Niestety, jedynie od dziesiątego od dwunastego. Choć początkowo nie bardzo rozumiałam, co tam się właściwie wydarzyło to i tak je obejrzałam, bo klimat pierwszych pięciu cały czas się utrzymywał, ale zakończenie mnie zabiło, ponieważ zapowiada kolejne sezony, których zapewne nie będzie. Jak tu się nie załamać?

Jeszcze przed napisaniem wszystkich swoich książek Herbert George Wells zbudował wehikuł czasu i pokazał go swoim przyjaciołom. Nie uwierzyli, że to działa. Przynajmniej niektórzy, bo jeden z nich, doktor John Stevenson, ścigany jako Kuba Rozpruwacz, za jego pomocą uciekł przed wymiarem sprawiedliwości. Teraz młody twórca wyrusza jego śladem do roku 2017, gdzie czeka go ogromne rozczarowanie - utropia nie istnieje.

The Good Doctor

No i na koniec moje ostatnie, największe odkrycie, czyli opowieść o autystycznym chirurgu. Już pierwszy odcinek wywołał we mnie całą gamę uczuć, od wzruszenia  i płaczu poprzez zaskoczenie aż do niepohamowanego śmiechu. Główna akcja przeplata się z retrospekcjami z przeszłości Shauna, która wyjaśnia nam jego tragiczne dzieciństwo. Freddie Highmore ponownie genialnie poradził sobie z tak wymagającą rolą. Jego zachowania oraz ruchy idealnie naśladują osobę autystyczną, jego życie również musi być idealnie, wręcz pedantycznie poukładane. Mówi prosto z mostu tak, jak coś widzi. W trakcie jego rozmyśleń widzimy obrazy, które pojawiają się w głowie. Wykazuje się nieszablonowym myśleniem, które wielokrotnie trafia w samo sedno problemu, a przede wszystkim przyćmiewa wszystkie inne postacie. Większość jest przeciwna jego pracy w szpitalu. Jedynie doktor Glassman w stu procentach popiera go oraz wykazuje się wobec niego wielką empatią, dlatego Shaun musi zmierzyć się z wieloma przeciwnościami losu, aby spełnić swoje marzenia.

Shaun Murphy świeżo upieczony rezydent szpitala św. Bonawentury cierpi na autyzm i syndrom sawanta. Oznacza to, że jest geniuszem, w jednej konkretnej dziedzinie, ale jednocześnie ma problemy z komunikacją w społeczeństwie. Nawet pomimo tego, że jest samodzielny, zarząd szpitala  jest przeciwny jego zatrudnieniu. Jednak na samym wstępie wykazał się ogromnymi umiejętnościami, ratując życie dziesięciolatkowi. Zostaje przyjęty, aż nie popełni pierwszego błędu.

Oglądam naprawdę przeróżne seriale, więc zapewne w tym poście każdy znajdzie coś dla siebie. Mam nadzieję, że któryś z nich naprawdę was zaciekawił i będziecie chcieli go obejrzeć, bo są genialne. A z drugiej strony może z ktoś z was już jakiś oglądał i chciałby się podzielić opinią? Lub też opowiedzieć o swoich ulubionych? Zapraszam do dyskusji!

sobota, 18 listopada 2017

podsumowanie października


Za nami pierwszy miesiąc roku akademickiego i jestem nieco przerażona. Przede wszystkim organizacją planu zajęć, który jestem w tym roku po prostu tragiczny, bo odeszła osoba odpowiedzialna za układanie go. Uwierzyć, że mam zajęcia w niedzielę do 21:00? Albo, że w tę niedzielę mam zaliczenie z ćwiczeń, a wykład miałam dopiero jeden? Są też przedmioty, o których zaliczenie się nieco denerwuje, bo wykładowcy potraktowali nas, jakbyśmy wszyscy byli po mat-infie czy technikum informatycznym i mieli już jakieś pojęcie o tym, o czym mówią. Czytałam również zdecydowanie mniej, ale wiadomo dlaczego - połączenie pracy i studiów jest okropnie czasochłonne. Udało mi się jednak dokończyć sześć kolejnych pozycji i rozpocząć nową, a także spędzić czas ze znajomą na zwiedzeniu Gdańska czy wypadzie do kina z przyjaciółką na Thor:Ragnarok dosłownie na sam koniec miesiąca. Innych filmów oglądałam zdecydowanie mniej, bardziej skupiłam się na serialach.

Udało mi się spełnić prawie wszystkie swoje plany czytelnicze na październik, które opisałam. Nie udało mi się jedynie skończyć Godziny Diabła, ale teraz idzie mi już zdecydowanie lepiej, więc w listopadzie mam nadzieję nareszcie ją skończyć. Nie polubiłam się też z Merlinem, więc nie skończyłam Nieznanych Lat. A poza tym to dokończyłam Dziewczynę, która igrała z ogniem Larssona i ogromnie mi się podobała, o czym możecie przeczytać w recenzji. Poznałam również dalszy ciąg przygód Quin, Shinobu i Johna, czyli Podróżniczkę Arwen Elys Dayton, która podobała mi się zdecydowanie bardziej niż pierwszym tom. Następnie nareszcie sięgnęłam po Szamankę od umarlaków Martyny Raduchowskiej i Mitologię Nordycką Neila Gaimana, które niesamowicie mi się podobały. W ostatni weekend października pochłonęłam jeszcze Na krawędzi wszystkiego Jeffa Gilesa, a potem już tylko rozpoczęłam czytania Illuminae Amie Kaufman i Jaya Kristoffa, skończyłam je dopiero w listopadzie. A byłabym zapomniała! Oczywiście zapoznałam się też z kolejnym opowiadaniem o Sherlocku Holmesie, czyli Ligą Rudzielców.

I tak jak mówiłam oprócz Thor: Ragnarok w październiku oglądałam jedynie seriale. Przede wszystkim skończyłam trzeci sezon House M.D. i zabrałam za kończenie drugiego sezonu Star Trek: The Oginal Series. Również na bieżąco z wychodzeniem odcinków kontynuowałam Channel Zero, The Good Doctor i The Exorcist, z czego tylko jeden skończył się w październiku. Z czego bardzo się cieszę, bo drugi sezon był o wiele gorszy niż pierwszy. Okropnie się przy nim wynudziłam.

Październik był kolejnym zabieganym miesiącem w tym roku. Zaczęłam studia, przez co miałam jeszcze mniej czasu i energii na przyjemności, ale ostatecznie wynik przeczytanych książek oraz obejrzanych seriali mnie zadowala, choć do celu na ten rok jeszcze daleka droga. Mam nadzieję, że listopad będzie równie udany.

A jak wam minął miesiąc? Co ciekawe przeczytaliście lub obejrzeliście? A może byliście w jakimś ciekawym miejscu lub na wydarzeniu kulturalnym?

wtorek, 14 listopada 2017

godzina diabła


Można przyznać, że nadszedł wiekopomny moment w istnieniu Biblioteczki, ponieważ po raz pierwszy pojawi się tutaj recenzja książki, której sama osobiście patronuję. Jestem z tego powodu bardzo dumna i jeszcze raz serdecznie dziękuję Grupie Literackiej Ailes za takie wyróżnienie. Do przyjęcia propozycji skłoniła mnie kilka rzeczy przede wszystkim jednak fakt, że gatunek całkiem mi odpowiada, że napisali to młodzi polscy twórcy oraz, że zysk ze sprzedaży zostanie przekazany na rzecz fundacji opiekującej się psiakami. Trochę sporo czasu zajęło mi przeczytanie jej, ale to tylko fakt, że czytałam ją wyłącznie w autobusie, jak to robię zazwyczaj z ebookami i mimo tego nie mogę się doczekać, żeby podzielić się z wami moimi wrażeniami.

Godzina Diabła to antologia zawierająca 21 opowiadań grozy, o których umieszczeniu w publikacji przesądził konkurs zorganizowany przez wydawcę. Tytuł jednoznacznie stwierdza, czego powinniśmy się spodziewać sięgając po ten zbiór, a jednak zostałam pozytywnie zaskoczona, ponieważ tematyka tekstów jest naprawdę przeróżna i każdy z autorów zinterpretował go na własny sposób. Możemy przeczytać historię opowiadające o zjawiska paranormalnych, dramatach rodzinnych czy sensacji i niejednokrotnie poruszają one jakieś ważne, kontrowersyjne tematy. Niestety jednak jak to z antologiami bywa ich poziom jest niemal niczym sinusoida i natrafiłam tutaj na teksty genialne, które mnie pochłonęły, a potem nie chciały wypuścić, ale także na takie beznadziejne lub groteskowe. Choć na szczęście tych pierwszych było zdecydowanie więcej, zwłaszcza pod koniec.

W całości oceniam ją bardzo dobrze, jednak gdybym miała oceniać je z osobna to na pewno wyróżniłbym w tym miesjcu To tylko stary zegar Zuzanny Bukowskiej, ponieważ miało bardzo fajny pomysł i świetne wykonania, w którym widzę potencjał na przyszłość. W Tessie Brown znalazłam sporo błędów logicznych, przykładowo panicznie bać się duchów, ale być łowcą demonów i przede wszystkim główna bohaterka była irytująca. Mandy Moniki Pawliczak było świetne, przerażające i wciągające, a dodatkowo wykorzystywało temat, który niesamowicie mnie ciekawi. Najgorszy był niesamowicie pochłaniający i świetnie skonstruowany, choć głównym tematem była jedynie uzależniająca miłość. A. M. Juna świetnie przedstawiła ten wątek. Smoke and Mirrors całkiem fajnie przedstawiło problemy natury psychologicznej - uzależnienie od narkotyków, schizofrenię czy niemożność pogodzenia się ze swoją orientacją seksualną. Wyspa była intrygująca. Czarny Anioł mną wstrząsnął, miał klimat świetnego thrillera o seryjnym mordercy. Bardzo podobał mi się pomysł na Osobiste demony oraz samo wykonanie i tutaj również liczę na coś więcej w przyszłości od pani Anity Brzozowiec. Ateński Podpis na pewno zaskoczy każdego. Podobnie, jak Alison. Rykoszet niesamowicie mnie rozbawił. I to byłoby krótko o wszystkich, które z jakiegoś powodu zapadły mi w pamięć.

Godzina Diabła niesamowicie umiliła mi podróże do pracy czy na uczelnie. Znalazłam w niej kilka naprawdę świetnych tekstów i chciałabym móc w przyszłości przeczytać książki ich autorów. Dużo było też tekstów przeciętnych, które raczej szybko wyparują mi z pamięci, ale na szczęście niewiele takich, które uważam za niewypał. Tym bardziej niesamowicie cieszę się, że jest mi dane patronować tej publikacji. Jestem niesamowicie ciekawa innych antologii, które wyszły pod znakiem Grupy Literackiej Ailes!


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Literackiej Ailes

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...