czwartek, 12 lipca 2018

podsumowanie czerwca


Przygotowanie tego wpisu oznacza, że ostatecznie mogę zostawić za sobą nie tylko czerwiec, ale również i pierwszy rok studiów. Jakimś szczęśliwym trafem udało mi się go skończyć w pierwszym terminie, nawet najcięższe przedmioty, których było w tym semestrze całkiem sporo. Poza tym udało mi się wreszcie znaleźć pracę w zawodzie i zaczęłam od początku lipca. Jest męcząca orz stresująca, ale podoba mi się zdecydowanie bardziej niż dwie poprzednie.

A co z czytaniem? W czerwcu obniżyłam nieco loty w stosunku do maja i skończyłam pięć książek. Oczywiście przewijały się również zbiory opowiadań, które sobie od czasu do czasu podczytuje, jak Drobinki Nieśmiertelności czy Księga Wszystkich Dokonań Sherlocka Holmesa. Zaczęłam od Sprawy Zegarmistrza Anny Karnickiej - upewniła mnie ona w zdaniu, że to jedna z najbardziej klimatycznych serii młodzieżowych jakie kiedykolwiek czytałam. W czasie podróży do i z Warszawy zapoznałam się z Wieczorem filmowym, który był w sumie taką średnią powieścią, typową młodzieżówką, ale mimo wszystko odwołania do filmów bardzo mnie zaciekawiły. Szczególnie, że w większości były to klasyki kina. Następnie wreszcie udało mi się skończyć, a następnie napisać o Fantazmatach. Kolejny tomik, który jednogłośnie, w całości mi się podobał. Jako przedostatnią zapoznałam się z powieścią Rafała Cuprajaka, Mamusiu, przecież byłam grzeczna. Bardzo nietypową, pełną metafor i w pewien sposób brutalną książką. Jeszcze rzutem na taśmę zdążyłam skończyć Boginię niewiary, o której już się nie będę rozpisywać, bo niedawno pojawiła się opinia.

Z takich jeszcze ważniejszych wydarzeń, to w ubiegłym miesiącu zwiedziłam trochę stolicy i Podlasia. O czym trąbi ostatnio mój instagram. A także jak pewnie zauważyliście wróciłam do częstszego wrzucania postów i odwiedzania waszych blogów, bo nareszcie mam to czas. Nawet przekonałam się do pisania z telefonu, gdy mój komputer niedomaga. Mam ogromną nadzieję to utrzymać i wreszcie nadrobić swoje zaległości. ;) Do tego jeszcze znowu oglądam seriale!

A jak wam minął miesiąc? Przeczytaliście albo obejrzeliście coś ciekawego? Może odwiedziliście jakieś ciekawe miejsce?

niedziela, 8 lipca 2018

bogini niewiary - tarryn fisher


Po zobaczeniu okładki Bogini Niewiary miałam pewne obawy w stosunku co do najnowszej powieści Tarryn Fisher. Znałam ją do tej pory tylko z lektury fenomenalnej Margo, w której niesamowicie mną wstrząsnęła grając psychiką głównej bohaterki. Z tego względu postanowiłam dać szansę również jej romansom, choć nie bardzo je trawię jako gatunek. Czy wyniknęło z tego coś dobrego?

David przypadkiem zauważa Yarę w oknie baru i z miejsca się w niej zakochuje. Pragnie by została jego muzą. Wszystko w ich związku bardzo szybko postępuje. Po zaledwie paru miesiącach znajomości biorą ślub. Dwa tygodnie po nim dziewczyna znika bez śladu, a kariera zespołu Davida rozkwita.

Niestety tym razem nie mogę powiedzieć, że jestem totalnie zszokowana tą powieścią, ale też nie uważam jej za kompletną klapę. Autorka stworzyła historię miłosną, z którą wcześniej się nie spotkałam, w której wiele rzeczy mi nie pasuje, ale która mnie nie wynudziła, a momentami nawet zaskakiwała. Do pewnego momentu miałam jeszcze jakąś nadzieję, że porwie mnie całkowicie, ale niestety romanse wciąż nie są moją bajką. Szczególnie miłość od pierwszego wejrzenia, której doświadczył David. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Pokazuje przeszłość oraz teraźniejszość związku głównych bohaterów, próbując wyjaśnić co się właściwie wydarzyło, dlaczego Yara wyjechała. Mam jednak wrażenie, że wszystko skupia się na jej błędach i słabościach, a bagatelizuje te Davida. Poza tym oczywiście fabuły dąży do przewidywalnego zakończenia.

Po zrozumieniu postawy Yary, bardzo ją polubiłam. Dziewczyna miała za sobą ciężkie dzieciństwo. Była wychowywana przez matkę, która traktowała ją jak zło konieczne i nie okazywała żadnych, innych uczuć. Po tym wszystkim bała się po prostu od kogokolwiek uzależniać czy wiązać. Miała również w sobie nieco egoisty. Była zazdrosna oraz impulsywna. David z kolei  to jej totalne przeciwieństwo. Facet nieco zbyt idealny - przystojny, szarmancki, a do tego muzyk. Szuka tylko prawdziwej miłości. Jednak wielokrotnie dawał Yarze powody do zazdrości i nieszczególnie się tym przejmował. Nie szukał jej przez dwa lata, podczas gdy ona była przy nim nawet w najgorszych momentach.

Poza tą dwójką pojawiło się również kilku ciekawych bohaterów. Między innymi nieliczni, ale za to dość charakterystyczni, przyjaciele Yary. Na przykład Ann z agorafobią czy Celine, której mieszkanie było czarno-białe. Z drugiej strony chłopacy z zespołu Davida, z których najbardziej polubiłam Fernanda. Nieco misiowatego wujka dobra rada. Strasznie żal mi Ethana, który w całej tej historii był najbardziej pokrzywdzony. Za to matka Yary na sam koniec niesamowicie mi zaimponowała swoją ogromną zmianą. Warto byłoby wspomnieć również o największym powodzie do zazdrości Yary, czyli Petrze, która nie dawała za wygraną w zdobyciu Davida, nawet gdy był w związku.

Może w ostateczności rzeczywiście nie jest to książka dla mnie. Mogłabym ją z tego powodu zjechać od góry do dołu, ale szczerze powiedziawszy były w niej elementy, które mi się spodobały. Wciąż lubię styl autorki, a także poprowadzenie narracji czy fabuły, choć Fisher za bardzo skupiła się na niedoskonałościach Yary i wyidealizowała Davida. Poza nimi pokazała nam również kilka fajnych postaci, które dało się polubić. Myślę jednak, a raczej jestem pewna, że historia zdecydowanie lepiej trafi do miłośników romansów, w szczególności tych fanfickowych.

sobota, 30 czerwca 2018

podsumowanie maja


Wciąż mam ogromne zaległości w pisaniu opinii o książkach, dlatego moja aktywność na Biblioteczce ostatnio ogranicza się tylko i wyłącznie do tego. Momentami trudno jednak skupić się przez długi czas na jednej rzeczy, więc dla odmiany i odprężenia postanowiłam wspomnieć trochę o pozycjach, z którymi spędziłam maj.

O dziwo, okazał się to być całkiem dobry miesiąc zarówno pod względem czytelniczym, jak i prywatnie. Znalazłam ciekawszą pracę niż kasa, choć nadal nie jest to zajęcie marzeń. Poza tym udało mi się zaliczyć zmorę tego semestru, czyli rachunek prawdopodobieństwa. No i w końcu przeczytałam siedem, całkiem fajnych książek.

Zaczęło się od Tancerzy Burzy Jaya Kristoffa, która ma dość specyficzny klimat, ale całkiem się polubiliśmy. Zmusiła mnie do wytężenia umysłu. Spragniona dobrego thrilleru, szybko pochłonęłam Autopsję Tess Gerritsen i jak pewnie się domyślacie, ani trochę się nie zawiodłam. Następnie podeszłam do dwóch ciężkich książek z rzędu, które okazały się naprawdę rewelacyjne. Każda na swój sposób. Krótka Historia Czasu wymagała ode mnie naprawdę wiele uwagi, ze względu na mnogość przywoływanych praw fizyki czy też wydarzeń z historii nauki, a Mała Baletnica wywoła wiele skrajnych emocji w związku z tematyką powieści Wiktora Mroka. Na odprężenie po takiej dawce wiedzy i uczuć sięgnęłam po morską opowieść spod pióra Pauliny Kuzawińskiej, czyli Zaklęcie na wiatr. Była to książka po prostu okej, jakoś szczęgólnie mnie nie zachwyciła. Miasto świętych i złodziei miało w sobie potencjał na naprawdę genialną powieść, ale zostało to zaprzepaszczone przez wątek kryminalny. Zdecydowanie miała więcej do pokazania w kwestii problemów społecznych Afryki. I jeszcze pod koniec miesiąca poznałam Pudełko z guzikami Gwendy, czyli jedną z najnowszych powieści Kinga, w duecie z Charizmarem, która była całkiem ciekawa i bardzo ładnie napisana.

Ostatnio wszystkie miesiące bywają dla mnie pełne wrażeń i pewnie raczej szybko się to nie zmieni. Jednak mimo wszystko fajnie czasem spojrzeć w wstecz i przekonać się, że mimo wszystko wypadło się naprawdę dobrze. A z czerwcem może być nieco gorzej...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...