piątek, 23 czerwca 2017

Najlepsza książka dla taty!

książka, Dzień Ojca
Dzisiaj przede wszystkim chciałabym życzyć wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, zdrowia i pociechy z dzieciaków wszystkim ojcom, szczególnie mojemu. Bez względu na fakt, czy kiedykolwiek przeczytają ten post czy nie, bo ten z kolei powstał bardziej z myślą o moich czytelnikach, którzy mają problem z wybraniem prezentu dla swojego taty. Tym razem jednak lektury idealne dla nich polecam wam nie tylko ja, ale również kilka innych bloggerek, którym z całego serca dziękuję, że udało im się przygotować to w tak krótkim czasie.

Ode mnie płynąca prosto z serca rekomendacja dla taty, który jest fanem literatury fantastycznej, czyli moja ukochana seria książek, rozpoczynająca się od Królów Dary, a kontynuowana w Ścianie Burz. To przepiękna epicka opowieść przede wszystkim o władzy, ale również o miłości, nauce oraz po prostu o różnicach pomiędzy ludźmi z różnych regionów świata. Ken Liu serwuje nam zapierającą dech w piersiach, stworzoną z wielkim rozmachem, opowieść o mężczyźnie, który potrafił wykorzystać sytuacje. Z ulicznego pijaczyny stał się kimś wielkim, kto odmienił losy całej Dary, a może i świata. Szczególnie chciałbym zwrócić na wątek jego dzieci, które wychował na naprawdę wspaniałych ludzi, co powoduje, że nie mogę doczekać się kolejnego tomu. Autor przywiązuje naprawdę wiele uwagi detalom. W jego książkach wszystko jest szczegółowo dopracowane i nie dzieje się bez przyczyny. Poza tym są całkiem spore, więc nawet szybko czytającym mogą zająć mnóstwo czasu, co oznacza jeszcze więcej chwil spędzonych przy niesamowitej przygodzie!


Lilith Jones

Na Dzień Ojca podarowałabym mojemu tacie książkę może już zapomnianą, może ignorowaną, ale na pewno niezwykłą. Jest to powieść pod tytułem A lasy wiecznie śpiewają T. Gulbranssena. Ta książka zdecydowanie różni się od współczesnych powieści skandynawskich. Mamy tutaj coś w klimacie sagi rodzinnej osadzonej w dziewiętnastowiecznej Norwegii, w której pojawia się miłość, tajemnica, tragedia i odrobina przygody. Z jednej strony to taka romantyczno-obyczajowa powieść historyczna, która spodoba się panom, a z drugiej strony książka, która spokojnie mogłaby być norweskim Panem Tadeuszem. Nawet duża ilość opisów nie przeraża, ponieważ są one piękne, poruszające i na długo pozostają w wyobraźni. Mamy tutaj też dzielnych i pracowitych ludzi. Nie da się przejść obok tej powieści obojętnie. Niełatwo wybrać książkę, która spodobałaby się mojemu tacie, ale ta na pewno przypadłaby mu do gustu. Mimo, że jest mało znana uważam, że jest godna polecenia.

Torba z Książkami

Mężczyźni kochają sport, a zwłaszcza piłkę nożną. Każdy prawdziwy fan tej dyscypliny powinien sięgnąć po książkę Być liderem Alexa Fergusona. Wieloletnie trener Manchesteru United zdradza, jak poprowadzić drużynę do do zwycięstwa. Skupia się na tym, co ważne - na motywacji, dyscyplinie, wzajemnym szacunku. Jak mało, który trener potrafi zmotywować swoją drużynę, aby po porażce potrafiła podnieś się i zdobyć zwycięstwo. Ferguson to niewątpliwie legenda piłki nożnej. Jest autorytetem dla trenerów, piłkarzy i kibiców. Z książki skorzystają też wszyscy ci, którzy prowadzą własną firmę, są nauczycielami, czy muszą zarządzać zasobami ludzkimi. Publikacja ta to przede wszystkim historia jednego z najwybitniejszych trenerów piłkarskich. Jestem pewna, że przypadnie do gustu nie jednemu mężczyźnie, stąd też warto pomyśleć o niej jako o prezencie na Dzień Ojca.

Cóż sprezentowałabym swojemu tacie na Dzień Ojca? Tacie, który nie czyta książek, a artykuły i inne tego typu rzeczy? Na początek pewnie Radykalnych. To powieść, która dla zawodowego żołnierza może stanowić nie lada gratkę. Mroczny, ale bardzo prawdziwy klimat, sci-fi bliskiego zasięgu, które mocno zapada w pamięć. Bardzo męska literatura. Druga książka, która pewnie przypadłaby mu do gustu, byłaby Droga do Piekła, tego samego autora. Zupełnie inna: brutalna, niepozostawiająca złudzeń i przerażająca. Co dzieje się z człowiekiem po śmierci i co jeśli to wcale nie ona jest najgorsza? Na ile mogą sobie pozwolić multimiliarderzy, skoro to pieniądz rządzi światem? Jako ostatnią sprezentowałbym mu Najgłupszego anioła Christophera Moore'a. Mamy z tatą bardzo podobny gust, więc ta porąbana, zabawna książka z pewnością by mu się spodobała i razem moglibyśmy omawiać wątek zombie czy tytułowego anioła. :) 

Justyśka

Mój wybór jest prosty, ponieważ już zamówiłam książkę, ba nawet z autografem i mój tatuś na Dzień Ojca dostanie Klątwę Przeznaczenia Moniki Magorskiej-Suchar i Sylwii Dubieleckiej. Dlaczego? Dlatego, że jest to klimat średniowiecza, klimat Związkowców, którzy żyją dość... specyficznie. Jest to książka o trudnej miłości, przeznaczeniu, ale to wszystko jest bardzo inne od tego, co spotyka się w każdej książce. Wciąga i nie chce wypuścić ze swoich objęć, a jeśli już czytelnik zmuszony jest przerwać, to powraca do niej każdą myślą. Mój tata lubi wszystko co ma jakkolwiek sens, spójną akcję, ciekawych bohaterów, więc ta pozycja jest do tego idealna. Debiuty autorskie nie są mu obce, jednak wiem, że w tej książce się zakocha. Autorki zrobiły coś niesamowitego, coś co zasługuje na pochwałę i nagrodę. Myślę, że książka czytającym tatusiom spodoba się i to bardzo, bo nie jest to romansidło, znajdziemy tam brutalność świata mężczyzn i subtelność kobiet, a wszystko to zrobione ze smakiem, humorem i piękną akcją. Z całego serduszka polecam Klątwę Przeznaczenia!

Jak widzieć każda z nas zrozumiała ten temat na swój sposób, w większości przeważało myślenie o swoim tacie. Mam jednak nadzieję, że mimo wszystko ten post komuś pomógł lub w przyszłości pomoże dokonać wyboru odnośnie prezentu na Dzień Ojca lub jego urodziny. Tymczasem wy możecie się pochwalić, co sprezentowaliście swoim tatkom w to święto lub jaką książkę byście dla niego wybrali. :)

środa, 21 czerwca 2017

"Kasacja" Remigiusza Mroza

okładka, kasacja, remigiusz mrózAutor: Mróz Remigiusz
Tytuł polski: Kasacja
Seria: Joanna Chyłka #1
Wydawnictwo: Czwarta Strona 
Wydanie polskie: 2015
Liczba stron: 492
Moja ocena: 7/10

Poprzednia książka Remigiusza Mroza, którą czytałam, czyli Ekspozycja, przyniosła mi całkiem ciekawie spędzony czas, trochę rozrywki i niesamowitą zagwozdkę w postaci rozwiązywanej tam sprawy. Gdy zobaczyłam kolejną jego książkę na bibliotecznej półce nie mogłam się powstrzymać przed zabraniem jej ze sobą do domu i natychmiastowym przeczytaniem. Jesteście ciekawi czy i tak okazała się być równie dobra? Czy bawiłam się przy niej równie świetnie? Oto odpowiedź!

Kordian Oryński, świeżo upieczony absolwent prawa, trafia na aplikację do jednej z najdynamiczniej rozwijających się kancelarii adwokackich w Warszawie, Żelazny&McVay. Jego patronką zostaje ekscentryczna pani mecenas Joanna Chyłka, która nie pogardzi dobrą i ciężką muzyką, a także porządnym kawałem mięcha. Wspólnie będą rozwiązywać sprawę pozornie nie do wygrania...

Kasacja jest milion razy lepsza niż Ekspozycja! Przeczytanie tego całkiem sporego tomu zajęło mi rekordowo mało czasu, a nawet przyniosło prawie zarwaną nockę, kiedy następnego dnia musiałam wstać już przed piątą i w sumie nawet o tej wczesnej porze nie mogłam się od niej uwolnić. Remigiusz Mróz zabrał mnie na wycieczkę roller coasterem prawniczych wrażeń, który posiada kilka wad, jednak tak niesamowicie wciąga w swój świat, że nie da się z niego wyrwać ani na chwilę. Jestem co prawda kompletnym laikiem w dziedzinie prawa i sądownictwa, jednak ani trochę się w tym wszystkim nie pogubiłam - jeśli nie rozumiałam jakiś określeń to szybko zostawały mi mimochodem objaśnione. Pracownicy kancelarii Żelazny&McVay to interesująca subkultura, która posiada własny slang, rytm dnia i coś na podobieństwo walczących ze sobą gangów. Poza tym sama sprawa Piotra Langera jest tak niesamowicie zagmatwana i jednocześnie prosta, że nie da się przejść obok niej obojętnie. Bo jak właściwie człowiek, który spędził niemal dwa tygodnie z ciałami ofiar w zamkniętym mieszkań mógł ich nie zabić? Na czym Chyłka i Zordon mają oprzeć swoją linię obrony? No i jeszcze zakończenie, które wbiło mnie w siedzenie i do dziś nie jestem w stanie zrozumieć, jak to się mogło stać.

Największym pozytywem tej książki są bohaterowie. Chyłka i Zordon to współczesna wersja Sherlocka Holmesa i Johna Watsona w polskim wydaniu. Joanna to niezwykle poważna, ekscentryczna pani mecenas, której metody są niezwykle drastyczne. Potrafi wywołać niezły raban na sali sądowej, jeśli tylko ma pomóc to jej klientowi. Prywatnie uwielbia ostrą muzykę w szczególności Iron Maiden i porządnie zjeść. Kordian zaś to jej totalne przeciwieństwo. Dopiero stawia pierwsze kroki w prawniczym biznesie. Zdarza mu się mnóstwo wpadek i luk w niezbędnej wiedzy, ale szybko i pojętnie się uczy a momentami jest nawet niezwykle przydatny w jakiś drobnych sprawach, a także posiada całkiem ciekawą przeszłość. Również bohaterowie drugoplanowi to istny majstersztyk cichy, niepozorny Langer, geniusz techniczny zakochany w powieściach Cormaca McCarthy'ego, od którego wzięło się jego przezwisko, Kormak, a także skłóceni ze sobą współwłaściciele kancelarii.

Kasacja okazała się niesamowitą przygodą ze świetną zagadką, bohaterami oraz przedstawionym wielkim, prawniczym światem. Nie mogłam się od niej oderwać póki nie dowiedziałam się prawdy, póki nie przewróciłam ostatniej strony i nie poczułam niedosytu. Chcę więcej Chyłki i Zordona, bo to jeden z najlepszych duetów, jakie poznałam w trakcie moich przygód z thrillerami. Nie zawahałam się sięgnąć od razu po kolejne części, bo wprost nie mogę bez nich żyć. Muszę znać dalszy ciąg.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

"Siła Niższa" Marty Kisiel

okładka, marta kisiel, siła niższaAutor: Kisiel Marta
Tytuł polski: Siła Niższa
Seria: Dożywocie #2
Wydawnictwo: Uroboros
Wydanie polskie: 2016
Liczba stron: 319
Moja ocena: 8/10

Niesamowicie długo wyczekiwana kontynuacja Dożywocia nareszcie znalazła się w moich rękach! Jak wszyscy wiecie Marta Kisiel to moja ulubiona polska pisarka, dlatego na każdą jej książkę czekam i będę czekać z równie wielką niecierpliwością. Jestem wprost przepełnioną ciekawością w jaki sposób tym razem uda się mnie rozśmieszyć i  zaskoczyć ałtorce. A wy jesteście ciekawi, jak to było tym razem?

Po doszczętnym spłonięciu Lichotki Konrad Romańczuk wraz ze swoim okrojonym składem dożywotników przeprowadza się do nowego lokum. Szczęsnego i Krakersa gdzieś wcięło, z utopców ostał się tylko jeden a małe Licho i jego właściciel nie potrafią odnaleźć się w tej sytuacji. Pech chciał, że do wszystkiego wtrąciła się jeszcze Siła Niższa i rzuca im kolejne przeszkody pod nogi.

Siła Niższa wywołała we mnie mieszane uczucia, znaczy wciąż uważam ją za świetną książkę i niesamowicie się przy niej uśmiałam, ale początek tej historii wprowadził mnie raczej w przygnębienie niż stan nieustanej głupawki. Dużo było w nim melancholii i jesiennej chandry, która w tej chwili otacza nas zewsząd i początkowo niezbyt przypadło mi to do gustu, bo chciałam się rozerwać i zapomnieć o tej chlapie za oknem. Teraz jednak myślę, że to był dobry pomysł. Marta Kisiel pokazała nam wszystkim, że poza śmiechem i głupstwami potrafi odnaleźć się też w nieco cięższych klimatach. A dalej? Dalej było już tylko coraz lepiej i coraz bardziej ałtorkowo. Na powrót wróciły wszystkie perypetię bohaterów, o których tak niesamowicie czytało mi się w poprzednim tomie, a nawet pojawiło się ich zdecydowanie więcej i kilku z nich wprost nie da się nie lubić!

Przede wszystkim jednak główni bohaterowie są tak samo niesamowici i na swój sposób sympatyczni. Znerwicowany Konrad i wciąż niesamowicie uroczokochane Licho, które początkowo trochę się pogubiło, ale na szczęście na powrót odnalazło dawny wigor. Jako kompana odnaleziono mu kolejnego anioła Tsadkiela, którego nie będę wspominać zbyt dobrze z powodu jego gburowatości i perfekcjonizmu we wszystkich możliwych aspektach życia. Poza tym powraca Karmilla w dość ciekawej sytuacji życiowej... No i Turu Brząszczyk! Prosty facet z hobby, ale za to niesamowicie wielkim sercu. Tylko samej Siły Niższej jakoś mi tak mało było.

Marta Kisiel znowu dała niesamowity popis swoich umiejętności polonistycznych i za pomocą ogromnej ilości środków stylistycznych i gierek słownych stworzyła świetną kontynuację przygód Konrada Romańczuka. Potrzebowałam trochę czasu, żeby przetrawić jej początek, ale koniec końców Siła Niższa jest godną następczynią Dożywocia z kordonem równie niesamowitych bohaterów.

sobota, 17 czerwca 2017

"Upadające Królestwa" Morgan Rhodes

okładka, upadające królestwa, morgan rhodesAutor: Rhodes Morgan
Przekład: Kwaterska Kinga
Tytuł polski: Upadające Królestwa
Tytuł oryginalny: Falling Kingdoms
Seria: Falling Kingdoms #1
Wydawnictwo: Gola
Wydanie polskie: 2013
Wydanie oryginalne: 2012
Liczba stron: 482
Moja ocena: 5/10

Nadszedł w moim życiu moment, że mam ochotę pochłaniać jedynie opasłe tomiska porządnej fantastyki. Żadnych młodzieżówek, żadnych obyczajówek ani nawet horrorów nie jestem w stanie przełknąć, bo w głowie mam tylko ucieczkę do jakiegoś innego, niesamowitego świata, gdzie moje problemy przestają mieć znaczenie. Z tego też powodu po raz kolejny rozważyłam, które z książek pochodzących z biblioteki chciałabym jeszcze kiedyś przeczytać, a po które już na pewno nie sięgnę i je oddałam, po czym wróciłam do domu z naręczem innych wyszukanych w dziale z fantastyką. Upadające Królestwa były pierwszą książką z tego stosiku, po którą sięgnęłam, ponieważ najbardziej mnie ciekawiła. Dość sporo też po niej oczekiwałam i chyba z tego powodu bardzo mocno się zawiodłam.

W dawnych czasach, póki kamienie elementia znajdowały się w owianym tajemnicą Sanktuarium pod opieką Obserwatorów, Mytica była jednym, harmonijnym królestwem. Jednak wiele lat temu zaginęły bez śladu i bez nich wyspa nieubłaganie zbliża się do swojego końca. Według podań pewnego dnia narodzić ma się dziewczynka silniejsza nawet od legendarnych bogiń Cleiony i Valorii, która przywróci światu ładu. Gdy nadchodzi ten czas Limeros i Paelsia szykują się do wojny przeciwko Auronosowi.

Morgan Rhodes miała niesamowity pomysł na świat i historię przedstawioną w Upadających Królestwach, jednak niestety nie podołała przeniesieniu go na słowo pisane. Fabuła była niesamowicie nijaka i nie wywołała we mnie najmniejszych uczuć poza momentami, w których pojawiał się książę Magnus. Stanowił jedyną interesującą postać w całej książce i z niesamowitym utęsknieniem oczekiwałam na moment, w którym znowu się pojawi. Inaczej po prostu książka była niesamowicie nudna i przewidywalna, poza tym początek był jakby to powiedzieć trochę przesadzony. Nie wydaje mi się, żeby jeden martwy wieśniak było dobrym powodem do nagłego zawierania sojuszy z dotąd wrogim państwem i wywoływania wojny. Poza tym jakim cudem w kilka dni wiadomość o jego śmierci rozniosła się po całym królestwie i dotarła nawet do odizolowanego od świata wodza? No i jeszcze wątek miłosny księżniczki Cleo, który nie dość, że był gorszy od tych w wielu bardzo słabych młodzieżówkach to jeszcze był tam na siłę. Nie rozumiem, jak tylu facetów może uganiać się za głupiutką księżniczką, która tupie nóżką, gdy nie dostatnie tego, czego chce. Pomimo wszystkich widocznych wad czytałam dalej, bo miałam nadzieję, że może chociaż na koniec mnie jakoś zaskoczy. Rzeczywiście nie spodziewałam się ostatniego wydarzenia z książki, ale samo zakończenie w sumie nie było jakieś szczególnie odkrywcze i wielu rzeczy domyśliłam się wcześniej.

Najbardziej nijacy byli bohaterowie, oprócz Magnusa oczywiście. Księżą krwi Limerosu był postacią niesamowicie interesującą i nieprzewidywalną, a przede wszystkim miał swoją historię, która wpłynęła na to, kim się stał. W przeciwieństwie do na przykład młodszej córki króla Auronosu, Cleo - rozpieszczonej, upartej, niewychowanej, nie znającej słowa autorytet i pozbawionej trzeźwego myślenia. Chyba nieprzypadkowo autorka zrobiła z niej jedną z niewielu blondynek we wszystkich trzech królestwach. Z kolei siostra Magnusa była wręcz przestraszonym kurczęciem, które bało się rozmawiać z bliskimi o swoich problemach i cały czas słuchało się swojego ojca, choćby kazał jej skoczyć z okna, a o panach kręcących się wokół Cleo to ja nawet nie będę rozprawiać.

Upadające Królestwa są książką z niesamowicie niewykorzystanym potencjałem, co bardzo mnie boli, ponieważ chciałam, żeby ta książka mi się podobała. Odkąd pierwszy raz zobaczyłam ją na bibliotecznej półce nie mogłam się doczekać przeczytania jej, a teraz chciałabym o niej szybko zapomnieć. Na pewno nie zamierzam czytać kolejnych części. Wolę ten czas przeznaczyć na książki, które spodobają mi się bardziej.


wtorek, 13 czerwca 2017

"Mercy. Miłosierna" Rebecki Lim

okładka, mercy.miłosierna, rebecca limAutor: Lim Rebecca
Przekład: Komerski Grzegorz
Tytuł polski: Mercy. Miłosierna
Tytuł oryginalny: Mercy
Wydawnictwo: YA!
Wydanie polskie: 2015
Wydanie oryginalne: 2010
Liczba stron: 238
Moja ocena: 6/10

Po przeczytaniu książek o bardzo ciężkiej tematyce zawsze przychodzi moment na odprężenie się i poukładanie tych wszystkich nowych informacji w głowie. W takich momentach sięgam właśnie po młodzieżówki w których występuje lekki motyw fantastyczny, a z kolei na Mercy miałam ochotę odkąd tylko zobaczyłam ją w zapowiedziach, czyli spory kawałek czasu minął nim wreszcie dane było mi ją przeczytać. Spodziewałam się czegoś w bardzo eterycznych, anielskich klimatach, co wyciśnie ze mnie mnóstwo łez. Tymczasem otrzymałam coś całkowicie odmiennego, ale nie mogę powiedzieć, że się przez to zawiodłam.

Tytułowa Mercy to upadły anioł, który błąka się od jednego do drugiego ciała i w zamian za powrót do boskich łask, stara się pomóc naprawić ludzkie życia, do których akurat trafiła. Tym razem los pada na Carmen, uczennicę elitarnego liceum i bardzo utalentowaną śpiewaczkę, która przyjeżdża na wymianę międzyszkolną do małego, sielskiego miasteczka, Paradise. Niestety nie jest ono tak rajskie, jak mówi o tym jego nazwę, ponieważ główna bohaterka otrzymuje zakwaterowanie w rodzinie, której przeszłość naznaczona jest niesamowitym bólem i rozpaczą.

Gdyby nie ingerencja sił nadprzyrodzonych w postaci upadłego anioła powiedziałabym, że ta historia jest niesamowicie realna i mogłaby się przytrafić nawet mi, ponieważ codziennie na świecie bez śladu znika tysiące jeśli nie miliony osób i duża część z nich nie zostaje odnaleziona. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, co czują ich najbliżsi, ale wydaje mi się, że Rebecca Lim bardzo dobrze poradziła sobie z przedstawieniem obecnej sytuacji państwa Daley. Oboje pogrążeni w niemej rozpaczy po stracie córki próbują na nowo rozpocząć życie i pogodzić się z tym, że Lauren już z nimi nie ma, dlatego wracają do swojej tradycji przyjmowania gości ze Szkoły Świętego Józefa. Nawet nie spodziewają się, jak ta decyzja wpłynie na ich sytuacje, ale poza tym Mercy to po prostu książka z nurtu literatury młodzieżowej i opowiada o życiu nastolatki, która chodzi do szkoły, ma swoją pasje i wrogów oraz przede wszystkim po prostu zakochuje się. O dziwo te wszystkie wątki nie przytłaczają najważniejszej akcji, są dla niej naprawdę niesamowicie dobrze dobranym tłem. 

Szczerze to nie spodziewałam się tego po niej, ale bardzo wcześnie zamienia się w taki lekki thirller dla młodzieży, kiedy główna bohaterka i brat bliźniak Lauren próbują rozwikłać zagadkę zniknięcia dziewczyny. Rozwiązanie jej nie było jakoś bardzo zaskakujące, ale ogromny plus należy się autorce za samo stworzenie niesamowitego klimatu łączącego w sobie muzykę i nutkę grozy.

Mercy da się lubić. To bardzo sympatyczna i niesamowicie inteligentna bohaterka, choć nieco nieporadna z powodu tego, że za każdym razem musi jakby poznawać świat na nowo. Kiedy budzi się w czyimś ciele nie wie o nim kompletnie nic i wszystkiego musi się domyślać po zachowaniu innych osób. Poza tym w tym życiu czeka ją jeszcze dylemat na temat tego czy znalazła się tutaj aby pomóc Carmen w zostaniu zawodową śpiewaczką czy rodzinie Daley'ów w odnalezieniu Lauren i decyzja, którą podjęła niesamowicie mi zaimponowała. Delikatnie gorszy stosunek mam do Ryana, który z jednej strony był bardzo nieugięty w swoich dążeniach do odzyskania, a z drugiej postawił wszystko na jednej szali i tylko temu poświęcił swoje życie buntując się przeciwko całemu światu.

Mercy. Miłosierna to jedna z lepszych książek młodzieżowych, jakie czytałam i dziwię się, że do tej pory jest o niej tak cicho. Przedstawia bardzo życiową historię z domieszką fantastyki oraz bardzo interesującymi bohaterami. Momentami była niesamowicie przerażająca, ale niestety bardzo przewidywalna i zakończyła się w najgorszy możliwy sposób. Przez co byłabym bardzo wdzięczna za możliwość przeczytania kolejnej części.

sobota, 10 czerwca 2017

"Korona w Mroku" Sarah J. Maas

okładka, szklany tron, korona w mroku, sarah j. maasAutor: Maas Sarah J.
Przekład: Mortka Marcin
Tytuł polski: Korona w Mroku
Tytuł oryginalny: Crown of Midnight
Seria: Szklany Tron #2
Wydawnictwo: Uroboros
Wydanie polskie: 2014
Wydanie oryginalne: 2013
Liczba stron: 492
Moja ocena: 6/10

Pierwszy tom tej serii czytałam około dwóch lat temu i może nie byłam jakoś szczególnie zachwycona, ale na pewno całkiem się podobał. Chciałam i dalej chcę kontynuować te serię, ale przyznam szczerze, że jestem dość mocno zawiedziona, ponieważ Korona w Mroku padła ofiarą klątwy drugiego tomu, a ja nie mam zamiaru winić za to faktu, że niestety niewiele pamiętałam z lektury Szklanego Tronu. Znalazłam w niej wiele innych, znaczących wad.

Po wygranej w turnieju, Celaena została Królewską Obrończynią, ale oprócz wystawania na przyjęciach i spotkaniach dyplomatycznych przy boku władcy, ma za zadanie również zabijać potencjalnych szpiegów w jego szeregach. Otrzymuje za to sowite wynagrodzenie. Płynie w luksusach, ale niestety ani teraźniejsze ani przeszłe życie nie chcą dać jej spokoju.

Moim największym problemem w tej książce jest nieszczęsny trójkąt miłosny. W pierwszy tomie był on całkiem subtelny, dzięki czemu dało się go zaakceptować, ale tutaj nagle wysunął się na pierwszy plan. Mam wrażenie, że trzy czwarte tej książki to rozważania Chaola i Doriana nad ich uczuciami do Celaeny, oraz faktu, że gdy król się o nich dowie to będą mieli przechlapane. Przeżywali to gorzej niż sama główna bohaterka, która od początku była pewna którego chce obdarzyć miłością, a którego przyjaźnią. Mam wrażenie, że problemy z tym były mocno przesadzone. z drugiej jednak strony bardzo podobało mi się wprowadzenie pewnych bardzo poważnych niesnasek, ponieważ czyniło to uczucie pomiędzy dziewczyną a kapitanem gwardii bardziej realnym.

Na dość wysokiej ocenie zaważył wątek fantastyczny, który był niesamowicie wciągający. Mam jednak wrażenie, że w nawale rozterek bohaterów, poświęcono mu zbyt mało uwagi. Przewijał się co jakiś czas przez większość lektury, jednak dopiero na koniec został porządnie i ciekawie rozwinięty. Przez ostatnie sto pięćdziesiąt stron nie mogłam się wręcz oderwać od lektury, żeby jak najszybciej poznać jego kontynuacje. Ostatecznie nie do końca mnie zaskoczył, a także nie był zbyt oryginalny, ale jestem naprawdę zainteresowana, jak potoczy się dalej i mam nadzieję, że również będzie wtedy na pierwszym planie.

Wcześniej wspomniałam, że trio głównych bohaterów dość mocno mnie irytowało w tej części. Szczególnie chodzi mi o tę męską większość, choć Celeana swoje za uszami również ma, ponieważ nie do końca byłam w stanie ją zrozumieć. Nie widziałam w niej tej śmiercionośnej broni, którą mi reklamowano. Bardziej jawiła mi się jako rozpuszczona dama, która zawsze musi postawić na swoim, choć może to sprowadzić kłopoty na wszystkich w pobliżu. Dorian i Chaol oczywiście zbyt dużo myśleli o samej dziewczynie zamiast o swoich obowiązkach. Książę stał się wobec niej trochę zbyt zaborczy, a z Chaola zrobiła się ciepła klucza. Rozczulał mnie swoim zamartwianiem o ukochaną, ponieważ robił to w bardzo męski sposób, ale w pewnych momentach zbytnio odsłaniał swoje słabości i dał się ponosić emocjom.

Jestem mocno rozczarowana drugim tomem serii Szklany Tron, ponieważ autorka zbytnio skupiła się tutaj na uczuciach pomiędzy bohaterami zamiast na samej magii oraz polityce, która okazała się tutaj całkiem ważna. Dopiero pod koniec rozwinęła te tematy, ale udało jej się to zrobić w całkiem interesujący sposób, który zachęcił mnie do sięgnięcia po kolejne tomy. Mam nadzieję, że w dalszym ciągu nie zaniedba tych wątków na rzecz miłosnego, ponieważ jest to bardzo dobre guilty pleasure, które pozwoliło mi się odprężyć i nie myśleć o problemach.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal

poniedziałek, 5 czerwca 2017

"Wyspa Mgieł" Marii Zdybskiej

okładka, wyspa mgieł, maria zdybskaAutor: Zdybska Maria
Tytuł polski: Wyspa Mgieł
Seria: Krucze Serce #1
Wydawnictwo: Genius Creations
Wydanie polskie: 2017
Liczba stron: 465
Moja ocena: 7/10

Nie da się ukryć, że dzięki serii książek After Anny Todd, która pierwotnie była fan fiction o uwielbianym przez nastolatki boysbandzie, One Direction, wattpad zyskał niemałą sławę. Sama jednak nigdy nie miałam zamiaru sięgać po te książki, ponieważ są to kompletnie nie moje klimaty. Bardziej zainteresowałam się propozycją polskiego rynku książki, która wcześniej była publikowana na tym właśnie portalu, czyli pierwszym tomem serii Krucze serce autorstwa Marii Zdybskiej. Ostatecznie mam o niej pozytywne zdanie i na pewno będę wypatrywać kontynuacji.

Lirr nie pamięta swojego dzieciństwa. Jako ośmioletnie dziecko, podczas sztormu, została wyłowiona z morza przez piratów, a niedługo potem trafiła na wychowanie na dwór w Ysborgu. Poznaje tam swojego najlepszego przyjaciela, jednocześnie pierwszą miłość, księcia Caela. Niestety księżna darzy ją ogromną nienawiścią i vice versa. Nadarza się jednak okazja, aby zdobyć serce ukochanego. Maeve jest śmiertelnie chora, nic nie jest w stanie jej pomóc oprócz świętej wody bogini Zarii z tajemniczej Wyspy Mgieł, do której można dotrzeć tylko w jeden sposób

Pierwsze co ciśnie mi się na klawiaturę przy tej recenzji to ogromne gratulacje i pochwała dla autorki za wspaniały styl pisania oraz genialnie skonstruowany świat przedstawiony. Nawet w gorszych momentach tej książki czytałam ja z ogromną przyjemnością, ponieważ opisy był niezwykle barwne i bogate, a geografia czy historia uniwersum bardzo dobrze skonstruowane. Doskonale dało wyczuć się klimat tej powieści. Cały czas miałam wrażenie, że wszystko, co dzieje się na kartach tej książki jest dokładnie przemyślane oraz zaplanowane. Każde wydarzenie ma oddziaływanie na całość fabuły. Jestem tym niezwykle zaskoczona, ponieważ mamy do czynienia z debiutantką, jedynie blogerką, ale na pewno jedną z perełek wattpada, która naprawdę zasłużyła na wydanie swojej historii jako książki.

Gorzej niestety ma się sam pomysł na fabułę, z tego względu, że jest niezbyt oryginalny oraz z lekka sztampowy. Jest to bardziej taki mix wielu popularnych wątków z innych książek fantastycznych dla młodzieży i nie tylko. Mamy tutaj okrutnego tyrana, dworskie życie, kruka, trójkąt miłosny oraz podróż głównego bohatera. Z małym wstydem przyznam, że w sumie całkiem mi się to podobało i czerpałam ogromną grzeszną przyjemność z czytania historii Lirr. Nawet z tymi wszystkimi schematami nie jestem w stanie zarzucić książce przewidywalności. Wręcz przeciwnie byłam co chwile zaskakiwana nieoczekiwanymi zwrotami wydarzeń, które nie zawsze szły po mojej myśli. Bardzo podobało mi się wprowadzenie niewielkiego wątku piratów czy postaci z mitologii słowiańskiej, jak rusałki czy utopce, a nie podobała metamorfoza głównej bohaterki.

Elirrianoi, zwana Lirr lub Lirrian, na początku była naprawdę ciekawą postacią, takim ptaszkiem w złotej klatce. Niezwykle żywiołową i oryginalną dziewczyną, która kierowała się w życiu pirackim honorem, w którym została wychowana. Nie potrafiła przystosować się do życia na zamku, więc zamiast strojnych sukien, herbatek i uczt wolała polowania z Caelem. Niestety przyjaźń z pewną rusałką ogromnie ją zmieniła. Myślę, że nawet zbyt gwałtownie. Sprawiła, że przestała być sobą, aby zyskać przychylność ukochanego. Zaczęła bardziej przejmować się swoim wyglądem niż wnętrzem. Niezmiernie jednak pozostała niezwykle wybuchowa i zawsze dotrzymywała danych obietnic.

Równie niechętna jestem wobec większości pozostałych bohaterów. Są dobrze skonstruowani, jednak wywołuje we mnie raczej negatywne emocje. Jestem ogromnie ciekawa rozwiązania zagadki Maeve, głównej antagonistki, ponieważ jest ona tutaj najbardziej tajemniczą postacią i wyczuwa, że kryje się za tym jakaś niezmiernie ciekawa historia. Cael z kolei na początku pogrążony jest w rozpaczy na chorobą matki, jest w stanie zrobić dla niej naprawdę wiele, a później zaczyna przygotowywać się na przejęcie tronu. Myślę, że będzie świetnym księciem. Viorel chce być tajemniczy, ale niezbyt mu to wychodzi. Raiden z kolei niezmiernie irytuje swoim nad wyraz luzackim zachowaniem, a Milda jest strasznie zapatrzona w siebie oraz swoje cierpieniem.

Wyspa Mgieł to świetne fantastyczne young adult, które bardzo mocno polecam wam na odprężenie i ucieczkę od rzeczywistości. Pomimo jej znaczących wad świetnie się przy niej bawiłam, a co najważniejsze czerpałam z tego przyjemność. Autorka ma naprawdę świetny styl pisania oraz umiejętność kreacji świata przedstawionego. W ciekawy sposób wykorzystała typowe dla tego gatunku wątki. Trochę gorzej wyszło jej z bohaterami, ale mogę to wybaczyć. W końcu to jej debiut. Naprawdę udany debiut!


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Genius Creations

sobota, 3 czerwca 2017

Bookhaul - maj 2017

bookhaul, maj

Oprócz tego, że w maju wiele działo się w moim prywatnym życiu - matury, szukanie stażu i składanie papierów na studia - to udało mi się nie zaniedbać ani bloga, ani czytania. Biblioteczka prężnie działała w tym czasie, a ja poznałam kilka nowych, wspaniałych historii. Czerwiec zapowiada się podobnie, ponieważ w maju przybyło do mnie całkiem sporo egzemplarzy recenzenckich, którymi chciałabym się dzisiaj wam pochwalić, a poza tym niebawem wypadają moje urodziny, więc na pewno wzbogacę się o kilka nowych pozycji. Jednak wróćmy do tematu, czyli przedstawienie wam książek, których właścicielką zostałam w ubiegłym miesiącu. Jeśli chodzi o liczby to jest ich 13 z czego 5 już za mną, 1 w trackie i 4 zrecenzowane, a są to:

  • Korona w Mroku, Dziedzictwo Ognia, Królowa Cieni i Imperium Burz Sarah J. Mass od Grupy Wydawniczej Foksal, jest właśnie w trakcie czytania pierwszej z nich, więc niebawem będziecie mogli przeczytać jej recenzje,
  • Lato Eden Liz Flanagan, od Wydawnictwa IUVI, której recenzje możecie przeczytać o tutaj,
  • Płytkie Groby Jennifer Donnelly, również od Grupy Wydawniczej Foksal, a jej recenzje znajdziecie tutaj,
  • Olga i osty Agnieszki Hałas, jw., ale jeszcze nie zabrałam się za jej czytanie,
  • Wyspa Mgieł Marii Zdybskiej, od Wydawnictwa Genius Creations która jest już za mną i aktualnie dopiero szykuje swoją opinię o niej, więc nie wiem, czy kiedy ukaże się ten post będzie na blogu,
  • Poradnik dla smoków. Jak sprawić by twój człowiek zmądrzał? Laurence'a Yeppa i Joanne Ryder, w ramach niespodzianki od Wydawnictwa IUVI, jej również jeszcze nie przeczytałam,
  • Kłamca i Szpieg Rebecki Stead, od Wydawnictwa IUVI, której recenzje znajdziecie tutaj,
  • Komandoria '54 Marcina A. Guzka, od Wydawnictwa Genius Creations, do którj nie zdążyłam jeszcze nawet zajrzeć, ale mam nadzieję zrobić to niebawem,
  • Kości Skryby Brandona Sandersona, druga z niespodzianki od Wydawnictwa IUVI, której jestem chyba najbardziej ciekawa ze wszystkich, ale niestety jeszcze nie miałam czasu po nią sięgnąć,
  • Grimm City. Bestie Jakuba Ćwieka, od Wydawnictwa Sine Qua Non, której recenzja znajduje się już na blogu, o tutaj.
Oczywiście serdecznie dziękuję wszystkim wydawnictwom za zaufanie i egzemplarze. Was z kolei zachęcam do podzielenia się ze mną waszą opinią na temat powyższych książek, które udało wam się już przeczytać. Możecie też napisać, od której chcielibyście, żebym zaczęła, bo ciekawi was moje opinia lub pochwalić się co do was przybyło w maju! :)

czwartek, 1 czerwca 2017

7 książek idealnych na Dzień Dziecka

książki, prezent, dzień dziecka
Od 1955 roku pierwszego czerwca obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Dziecka, który ma propagować przestrzeganie praw najmłodszych obywateli. W tym właśnie dniu wielu rodziców, dziadków i nie tylko chciałoby podarować swoim pociechom wymarzone prezenty, aby poczuły się wyjątkowe. Nie zawsze jednak chcą iść na łatwiznę lub po prostu nie mają odpowiedniego pomysłu, dlatego chciałabym podzielić się właśnie z nimi książkami, które według mnie będą idealnym prezentem dla małego mola ksiażkowego, czy też zachęcą dziecko do czytania. Sama wszystkie je przeczytałam i jako już niemal dorosła kobieta jestem wprost zachwycona.

Rywalki

Zacznę od pozycji skierowanej konkretnie do dziewczynek, czyli Rywalek Kiery Cass oraz całej serii Selekcja, ponieważ przepełniona jest blichtrem, błyskotkami i pięknymi sukniami. Opowiada o dziewczynie, która spełniała dziecięce marzenie każdej z nas, została księżniczką, a potem królową. Oczywiście poza tym wątkiem można przeczytać również o miłości, rebelii, rodzinie. Nie jest to bardzo wymagająca pozycja, dlatego myślę, że spodoba się każdemu kto szuka w niej po prostu rozrywki.

Ruiny Gorlanu

Coś bardziej dla chłopców, ale dziewczynkom również może się spodobać, jeśli tylko lubią przygodówki. Cała seria Zwiadowców opowiada o piętnastoletnim chłopcu, który zostaje przyjęty na termin do tajemniczego Halta, co otwiera przed nim całe życie niezwykłych przygód, podróży, walk oraz cholernie trudnych zadań, których podejmuje się bez mrugnięcia okiem. Towarzyszą mu przy tym wspaniali przyjaciele. Nie wyobrażam sobie, że moje dzieciństwo mogłoby przebiegnąć bez tej historii.

Mały Książę

Książka uwielbiana przez niemal wszystkich na całym świecie. Klasyka literatury dziecięcej, która była jednocześnie lekturą w polskich gimnazjach. Jedną z niewielu, które naprawdę podobają się uczniom. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby jej tutaj zabraknąć, ponieważ to najbardziej uniwersalna ze wszystkich tych pozycji i na pewno będzie świetnym prezentem dla dziecka.

Piasek Raszida

Jeden z mistrzów współczesnej fantastyki w wydaniu dla młodszych czytelników również niesamowicie zaskakuje, a poza tym śmieszy i skłania do refleksji. Historia z opisu wydaje się niesamowicie schematyczna, ale Sanderson napisał ją we wprost genialny sposób, którego nie da się zapomnieć. Dodatkowym plusem są genialne, przezabawne ilustracje. Jeśli rośnie wam miłośnik fantastyki to oprócz Harry'ego Pottera powinien spróbować również tego!

Kłamca i Szpieg

Zaś, dla dzieciaków, które niezbyt lubują się w historiach nie z tego świata, polecam obyczajową książkę o dwunastoletnim Georges'u, któremu życie nieco zwaliło się na głowę i musi poradzić sobie z wieloma trudnościami. Wychodzi z nich jednak obronną ręką.  Myślę, że niektórych mogłoby to skłonić do poukładania swojego życia zamiast udawania przed rodzicami, że wszystko jest w najlepszym porządku.

Poradnik dla smoka. Żywienie i Wychowanie Ludzi

Bardzo urocza, zabawna i prześwietna historia o przyjaźni pomiędzy dziewczynką a smoczycą, która doprowadza do wielu niefortunnych zdarzeń. Jednak zawsze razem dochodzą do ich rozwiązania. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby jakieś dziecko mogło nie lubić smoków! Smoki pojawiają się w tak wielu produkcjach dla najmłodszych, w tak wielu wydaniach, że same w sobie są niezwykle interesujące.

Tytany

Ostatnia pozycja to jedna z moich ulubionych młodzieżówek, ponieważ pomimo niewielkiej objętości jest naprawdę wspaniałą, poruszającą historią. Autorka idealnie oddaje problemy nastolatków. Nie wyolbrzymia ich, a przy tym jeszcze nie sprawia, że nie są oni zbyt dojrzali, jak na swój. Determinacja Astrid w uratowaniu rodzinny może stać się dla czytelników wzorem do naśladowania. Jej historia sama w sobie jest niezwykle absorbująca uwagę.

A może wy znacie jeszcze jakieś książki, które można by podarować dziecku w tym szczególnym dniu? Jestem bardzo ciekawa waszych typów, a przede wszystkim, czy mój mały poradnik okazał się dla kogoś przydatny.

środa, 31 maja 2017

Podsumowanie maja

książki, przeczytane, maj
Maj był jednym z najbardziej zakręconych miesięcy w moim życiu, bo zaczął się oczywiście od najważniejszego egzaminu w moim życiu, czyli matury. Myślę, że przebrnęłam przez nią bez szwanku i spokojnie wszystko zdałam, choć stres był naprawdę mocny, zwłaszcza przed ustnym polskim, którego w sumie bałam najbardziej. Nie mieliśmy takiego stricte próbnego, że podchodzimy, losujemy, przygotowujemy się i wypowiadamy, tylko dostawaliśmy kartkę z zadaniem i mieliśmy się przygotować, a tam padało na jedną osobą z klasy, która miała przedstawić swoją wypowiedź, lub robiliśmy to w grupach. Potem zrobiłam sobie chwilę przerwy, którą oczywiście spędziłam na czytaniu książek. Końcówka to już kolei załatwienia swojej przyszłości, ale jestem na dobrej drodze, bo jak na razie wszystko idzie po mojej myśli. Znalazłam już staż w swoim zawodzie, tylko muszę uzupełnić badania lekarskie, a szef wydaje się naprawdę całkiem sympatycznym człowiekiem i złożyłam papiery na uczelnie. Czekam już tylko na wyniki i będę studentką. W sumie, pomimo tego, że dużo czasu zeszło mi na zajmowanie się swoim prywatnym życiem, to również czytanie poszło całkiem nieźle. Co prawda miałam nadzieję, że uda mi się pobić mój osobisty rekord, ale ostatecznie jestem zadowolona z tego miesiąca.

Przeczytane: 9

Liu Ken Ściana Burz 10/10
Lee Tosca Potomkowie 3/10
Wells Herbert George Wehikuł Czasu 10/10
Stead Rebecca Kłamca i Szpieg 7/10
Donnelly Jennifer Płytkie Groby 7/10
Bonk Krzysztof Pulpa Owocowa i Ostry Sos Chili 7/10
Ćwiek Jakub Grimm City. Bestie 8/10
Flanagan Liz Lato Eden 6/10
Zdybska Maria Wyspa Mgieł 7/10

Najlepsza książka:

Liu Ken Ściana Burz/Wells Herbert George Wehikuł Czasu

wtorek, 30 maja 2017

"Lato Eden" Liz Flanagan

okładka, liz flanagan, lato eden,Autor: Flanagan Liz
Przekład: Duda-Gryc Marta
Tytuł polski: Lato Eden
Tytuł oryginalny: Eden Summer
Wydawnictwo: IUVI
Wydanie polskie: 2017
Wydanie oryginalne: 2016
Liczba stron: 306
Moja ocena: 6/10

Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego właściwie nie czytam już młodzieżowych powieści obyczajowych, skoro jeszcze z dwa trzy lata temu kilka z nich naprawdę bardzo mi się podobało. Zdecydowałam się sprawdzić, czy naprawdę szukam teraz w książkach zupełnie innego przekazu niż ma do zaoferowania właśnie ten gatunek. Na próbę wybrałam Lato Eden, w którym nie spodziewałam się znaleźć wątku miłosnego, przynajmniej jeśli chodzi o główny tor historii, w czym nieco się pomyliłam. Ostatecznie samą książkę oceniam pozytywnie, ale niestety nie udało jej się wywołać we mnie żadnych głębszych emocji.

Najpopularniejsza dziewczyna w szkole, Eden i nieśmiała gotka, Jess od kilku lat są najlepszymi, nierozłącznymi przyjaciółkami. W ostatnim czasie obie przeżyły traumatyczne chwile i próbują się pozbierać, nawzajem wspierając. Pewnego dnia, który na początku wydawał się całkiem normalny, Eden nie pojawia się w szkole, ani domu. Cała okolica zostaje postawiona do pionu, aby jak najszybciej ją odnaleźć. Tymczasem Jess postanawia wyruszyć śladem ich ostatnich wspólnych wakacji, aby zrozumieć, dlaczego jej najlepsza przyjaciółka zaginęła.

Książka Liz Flanagan opowiada o temacie mi bliższym niż większość powieści z nurtu young adult, czyli przyjaźni a nie miłości i tragicznym dzieciństwie. Autorka opowiada o dwóch całkowicie różnych od siebie, młodych dziewczynach, które obdarzyły się ogromnym zaufaniem i miłością. Los pokazał, że dobrze ulokowały te uczucia, ponieważ jedna nie porzuciła drugiej, kiedy ta potrzebowała pomocy. Jednak w niektórych wypowiedziach dało się wyczuć, że obie pochodzą z dwóch różnych światów, bo nie zawsze były w stanie się zrozumieć czy odnaleźć odpowiedni temat do rozmowy. Nie do końca jestem pewna, czy ten ich mix osobowości miałby odzwierciedlenie w rzeczywistości, ale autorce udało się w całkiem dobry sposób przedstawić te relacje

Im dalej brnęłam w tą książkę tym bardziej wyczuwałam, że jest ona o czymś więcej niż tylko to, co dało się wyczytać z opisu i moje wyobrażenie nie odbiegło daleko od fabuły. Historia Jess i Eden opowiada nam również o zespole stresu pourazowego, poczuciu winy, utracie bliskiej osoby, pierwszej miłości, rodzinnych tragediach oraz o tym, jak łatwo zgubić lub nie docenić samego siebie w biegu życia. Niestety jednak jak dla mnie niektóre z tych tematów zostały przedstawione nieco zbyt pobieżnie i zasłużyły na rozwinięcie. Poza tym cały czas wyczuwałam, że jest to historia dla kogoś zdecydowanie ode mnie młodszego, dla rówieśników bohaterek, które bardziej przeżyłyby te wszystkie sprawy, ponieważ mają mniej doświadczenia życiowego.

W trakcie desperackich prób odnalezienia przyjaciółki Jess wykazała się ogromnym hartem ducha. Podziwiam ją za to, że ani przez chwilę nie miała ochoty usiąść na tyłku i się rozpłakać, tylko cały czas chciała działać. Sama nie miała łatwego roku, a mimo to starała się pomóc Eden w uporaniu się z jej traumą najlepiej, jak umiała. Podobnie, jak uprzednio przyjaciółka robiła to dla niej. Kochała sztukę i w przyszłości chciała zostać malarką, co idealnie komponowało się z jej osobowością - nieśmiałą i wyobcowaną outsiderką. Z kolei zaś Eden wywołała we mnie przede wszystkim negatywne emocje. Rozumiem, że to był jej sposób na odreagowanie ciężkich chwil, ale w wielu momentach zachowywała się egoistycznie i wyolbrzymiała swoje problemy. Nie jestem w stanie zaakceptować faktu, jak potraktowała swoją siostrę, gdy odkryła pewną informacje o niej ani tym bardziej, jak uciekała w alkohol i w inne nietaktowne sposoby na poradzenie sobie z poczuciem winy.

Lato Eden to dobra i mocna książka, ale dla nieco młodszych czytelników ode mnie, ponieważ niektóre poruszone tutaj sprawy nie były dla mnie niczym nowym i zaskakującym. Z kolei te, które interesowały mnie bardziej zostały potraktowane mocno pobieżnie. Na szczęście autorce udało się całkiem dobrze stworzyć główny wątek historii, a obie bohaterki był ciekawymi, kontrastowymi postaciami. Jeśli chcecie poznać tą historię to śmiało możecie sięgnąć i przekonać się na własnej skórze, jak wam się spodoba. Mnie średnio, ale widzę w niej potencjał, który bardziej przemówi do wielbicieli tego typu literatury.


Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...